Nowa Zelandia 27 XII

13 luty 2012
Nowa Zelandia 27 XII

Dziś góry: Mt Holdsworth - Jumbo Circuit w Tararura Forest Park (niespełna godzina drogi na północny-wschód od Wellington, więcej informacji: www.doc.govt.nz/upload/documents/parks-and-recreation/tracks-and-walks/wellington/holdsworth-jumbo.pdf).
Wybraliśmy akurat tę trasę, gdyż wyjątkowo jest to pętla. Większość szlaków w Nowej Zelandii (także na południowej wyspie) kończy się w zupełnie innym miejscu niż zaczyna, co wymaga wcześniejszego zaplanowania transportu. Przewoźnicy, na ogół nastawieni na turystów, oferują monopolistyczne ceny. Planując któryś z Great Walks należy wziąć pod uwagę ten czynnik. Ponadto zostawiając na noc w jakimś miejscu samochód, warto także pomyśleć o ryzyku kradzieży. Nowa Zelandia nie należy oczywiście do niebezpiecznych krajów, jednak popularne wśród turystów lokalizacje, położone w odosobnieniu od dużych ośrodków, stają się czasem przedmiotem zainteresowania rabusiów.

Samochód zostawiamy na campingu DOC, na którym spędziliśmy noc. Ale dziś kwestie bezpieczeństwa nie zaprzątają nam głowy. Wrócimy tu za kilka godzin... Pomimo, że na pętlę powinno się poświęcić, zgodnie z radami zamieszczonymi w przewodnikach, 2-3 dni, Marek przeznaczył na nią 1 dzień (i to niecały - jeszcze dziś mamy dojechać do The Tongariro Alpine Crossing - tak, tak ponownie). A więc dziś dzień dyscypliny i niespełnionych zachcianek. Na trasę wychodzimy przed ósmą. Na początek wita nas mapka pokazująca schematycznie przewyższenia. Chociaż znamy przebieg trasy, to tak spektakularnie przedstawione różnice między wysokościami wyraźnie poprawiają Markowi humor, na mnie działają zupełnie inaczej... Zamiast cieszyć się wędrówką nie mogę przestać myśleć - o niemalże pionowo położonych - kreskach na mapie. Do tego robi się coraz cieplej. Uff, co przyniesie ten dzień.

Po kilkudziesięciu minutach wchodzimy ponad poziom lasu. I już wszystko jest tak jak powinno być. Przyroda przestaje być wrogiem. Słońce, niebieski niebo i piękne widoki sprawiają, że myśl o pionowej kresce zastąpiona zostaje przez cudowną radość bycia na szlaku. Oglądanie takich poglądowych map, to trochę jak czytanie recenzji przed obejrzeniem filmu. Smaczku wędrówce dodaje fakt, że krajobraz wydaje nam się swojski. Trochę jak połoniny bieszczadzkie. Z tą różnicą, że stąd widać morze. Po drodze spotykamy zaledwie kilka osób. Wśród nich Nowozelandczyka po 70-tce. Nigdy nie wyjechał poza kraj. Nie potrzebuje jednak porównań, aby wiedzieć, że żyje w raju. I docenia ten przywilej.

Trasę, zgodnie z przewidywaniami Marka, kończymy około 18.00. Owszem, zmęczeni i spaleni słońcem. Marzymy więc o orzeźwiającej kąpieli. Na campingu DOC nie ma prysznica, za to płynie nieopodal górska rzeka. Kąpiel w chłodnej i krystalicznej wodzie to prawdziwa rozkosz! A teraz znów gotowi, aby jechać dalej.

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się