Nie boisz się tam jechać?

9 wrzesień 2009
Nie boisz się tam jechać?

To pytanie słyszałam przed wyjazdem wiele razy. Tak wiele, że w końcu trudno było się nie zacząć zastanawiać czy ja się NA PEWNO nie boję. Tym bardziej, że pytanie Czy tam jest bezpiecznie?  jest jednym z najczęściej zadawanych pytań na wszelkiego rodzaju forach internetowych dotyczących Ameryki Centralnej i Południowej.

Jednoznacznej odpowiedzi się i tak nie dostanie. To, że się komuś nic nie stało, nie znaczy, że jest bezpiecznie. Ale z drugiej strony to, że się komuś coś stało nie oznacza, że jest niebezpiecznie.

Na początkukażdy jest bardziej uważny, zastanawia się, oswaja.... A potem... Potem się przyzwyczaja. Imm dłużej tam byłyśmy tym więcej różnych historii słyszałyśmy - o tym jak ktoś został napadnięty czy okradziony i tych wszystkich historii było tyle, że trudno było nie zastanawiać się czasami nad bezpieczeństwem, zwłaszcza kiedy miejscowi ostrzegają przed czymś- tak jak na samym początku, kiedy poszłyśmy na cmentarz w Xela i pracujący tam mężczyzna, powiedział, żebyśmy uważały na to towarzystwo które akurat tam się włóczyło.

Dopiero chyba w Nikaragui, na nasze pytanie: a czy tu jest bezpiecznie jak będziemy wieczorem wracać? ktoś nam w końcu odpowiedział, że tak, możemy się nie bać.

Jedynym miejscem w Nikaragui, o którym słyszałyśmy straszne historie, była Managua.  Cały czas  przypominała mi się opowieść o studencie z Xela, który przyleciał tu, wyszedł z lotniska i go okradli z wszystkiego. Spędził kilka dni na załatwianiu papierów, a jak wracał na lotnisko to.... znowu go okradli. Nie można przesadzać, bać się wszystkiego i siedzieć w hotelu, więc kiedy tylko w drodze powrotnej dotarłyśmy do stolicy i zaczęłyśmy się rozpakowywać  szykując się na zwiedzanie, ja jak zwykle zajęłam się czytaniem wszelkich hotelowych informacji.

Na początek znalazłam w naszym pokoju dużą zalaminowaną kartkę o takiej treści: Drogi gościu:
Ostrzeżenia,

1. Zostaw paszport i inne wartościowe rzeczy w hotelu.

2. Noś jedynie tyle gotówki, żeby wystarczyło na jeden dzień w przynajmniej dwóch miejscach.

3. Jak wyjdziesz z hotelu, najbezpieczniejszą drogą jest ta w stronę stacji autobusu Tica - skręć w lewą stronę.

4. Zawsze wracaj do hotelu taksówką po wyjęciu pieniędzy z bankomatu, przestępcy je obserwują. Bezpieczniej jest jechać do bankomatu taksówką, żeby chronić swoją kartę.

5.Zapisz numer rejestracyjny jakiejkolwiek taksówki zanim do niej wsiądziesz i zawsze wynegocjuj cenę przed podróżą.  
   

Ponieważ przewodnik wyjątkowo ostrzegał przed miejscami, które chciałyśmy odwiedzić to pojechałyśmy taksówką. Na początek obejrzałyśmy  ślady sprzed 6 czy 7 tysięcy lat:

 

To właśnie te ślady. Ślady dorosłych i dzieci, którzy szli w stronę jeziora. Odkopano je przez przypadek przy konstrukcji drogi ( jeśli dobrze zrozumiałyśmy panią, która z szybkością karabinu maszynowego opowiadała nam po hiszpańsku całą historię). Pod dwunastoma różnymi warstwami ziemi w końcu natrafiono właśnie na taką. Hipotez było bardzo wiele - najbardziej prawdopodobna jest to, że ślady się zachowały, bo ziemia była jeszcze miękka po kolejnych wybuchach wulkanu, a kolejne warstwy pyłu przysypały i przez to zachowały te ślady. Stwierdzono, że ci ludzie nie uciekali przed niczym, za to nieśli ciężkie rzeczy i szli spokojnie - może postanowili się gdzieś przeprowadzić. Widać tam też ślady zwierząt - jednak nie towarzyszyły one ludziom, są to np. ślady szopów, które też przebiegły tamtą drogą.

Odwiedziłyśmy też starą katedrę zniszczoną podczas trzęsienia ziemi. Niestety katedra jest zamknięta dla zwiedzających:

Co było najdziwniejsze w tym wszystkim to.. PUSTY plac! A przecież w takich miejscach jak to, w różnych stolicach, spodziewałabym się tłumów turystów - włóczących się, zwiedzających, robiących zdjęcia... a tam NIC.  I chyba właśnie w tym wszystkim najdziwniejszy był ten brak turystów - nie tylko tam, w całym mieście.

O czwartej rano, kiedy wychodziłyśmy z naszego hotelu, właścicielka zanim otworzyła łańcuch na brami najpierw się dokładnie obejrzała w obie strony. Potem otworzyła bramę. Rozejrzała się ponownie - raz, drugi, trzeci. Jakby chciała sprawdzić czy gdzieś tam w ciemności ktoś się przypadkiem nie czai. Wyszłyśmy na ulicę i skierowałyśmy się w stronę stacji. Idziemy, aż tu nagle w naszą stronę idzie jakiś facet. - Czy już się mamy bać? - zapytała Asia, ale ledwo zdążyłam odpowiedzieć, że nie wiem, facet krzyknął w naszą stronę: Nie bójcie się, ja tu pracuję!


Honduras, przez który wracałyśmy też z pewnością nie był akurat na liście krajów, które są bezpieczne dla turystów. I faktycznie -  większość turystów przestraszyła się niedawnego zamachu stanu i przepychanek pomiędzy dwoma prezydentami. Kiedy pierwszy raz przejeżdżałyśmy przez Honduras tylko raz wojsko kazało nam wysiąść z autobusu i tylko raz musiałyśmy ominąć jakąś demonstrację (przejeżdżając gdzieś polnymi drogami, a potem przez strumień bo innej drogi nie było), a kiedy wracałyśmy znowu do Gwatemali kontrole polegały jedynie na zatrzymaniu autobusu i kontroli papierów kierowcy - czego ja, zaczytana w kolejnych kryminale J.Deaver'a nawet nie zauważyłam. Tylko Aśka się później zdziwiła JAK mogłam nie zauważyć.

Siedem tygodni podróży upłynęło nam spokojnie - jeśli nie liczyć tego, że Asia straciła swój telefon. Tak naprawdę to chyba nie było momentu, w którym byśmy się bały (jeśli nie liczyć motorówki na Atitlan:D) ale z drugiej strony nie włóczyłyśmy się po dziwnych zaułkach z dużą ilością pieniędzy. Tyle tylko, że w Poznaniu też tak nie robię, więc tak naprawdę to zwykły zdrowy rozsądek.

Przestępczość jest niestety dużym problem w Ameryce Centralnej. I jest problemem, o którym trudno nie myśleć i o którym trudno zapomnieć bo ciągle nasz książkowy przewodnik o czymś ostrzegał, ludzie mówili, żeby tu czy tam nie iść, w sklepach kraty (nad ladą), dużo ochroniarzy z bronią, druty kolczaste w ogrodzeniach, kraty w każdym oknie. W Gwatemali czytywałam Diario - to gazeta w stylu naszego Faktu (dobrze się czytało, ze względu na łatwy język i dużo obrazków) - i codziennie kilka pierwszych stron poświęconych było napadom z bronią a za ilustrację służyły zdjęcia kolejnych i kolejnych zwłok... Tuż przed wyjazdem przeczytałam artykuł w Prensa Libre; (to już poważniejsza gazeta niżDiario) o przestępczości w Gwatemali.

Według statystyk był to najbardziej brutalny tydzień w Gwatemali od początku roku - w tym tygodni - średnio codziennie ginęło 19 osób (głównie z powodu ran od broni palnej). Dotychczasowa średnia wynosiła 17 osób dziennie...

Dużo, prawda? Ostatnio usłyszałam w wiadomościach w radiu, że w czasie wakacji na polskich drogach zginęło prawie 1000 osób. To wychodzi około 15 osób dziennie. Cóż, Polska to też niebezpieczny kraj.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2009-09-10 19:45

    Zgadzam się dziewczyny, wszędzie można byc okradzionym, czy tak jak wspomniala Amused, na własnej ulicy, czy np w moim przypadku , we własnym domu, w tzw. "biały dzień" wrócilam z pracy i moje mieszkanie było ...ogołocone. Jednak chyba trochę inaczej jest gdy na tzw. "końcu świata" zostaniemy nagle w tym czym stoimy... a jeszcze jak do tego wszystkiego nie znamy języka...

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-09-10 11:44

    Jak jechałam do Mongolii, pani doktor, która robiła mi szczepienie przeciw żółtaczce strasznie się przeraziła, zwłaszcza jak usłyszała, że jadą nas trzy dziewczyny i jeden facet. Zaraz zaczęła roztaczać przede mną perspektywy tego, co nam tam zrobią. Zastanawiam się, skąd ta kobieta czerpała wiedzą o tym kraju. Oczywiście nie muszę mówić, że Mongołowie okazali się bardzo gościnni i mili, jakkolwiek nie należy przesadzać z wypróbowywaniem ich gościnności - kiedy chcieliśmy zostawić namioty bez opieki i pójść w góry, miejscowy przewodnik od razu ostrzegł : "No, they will steal everything" :) Raz tylko mieliśmy niepokojącą sytuację, jak do naszego obozowiska przyszło dwóch pijanych Mongołów i zaczęło podrywać moją koleżankę, którą bezskutecznie próbowali upić (na szczęście miała mocny łeb), a potem jak już ich pogoniliśmy, jeden rzucał przez rzekę kamieniami w naszego kumpla. Ale to był zupełny wyjątek, bo na ogół nawet pijacy są tam mili i serdeczni.

  • Do moderacji
    2009-09-10 11:07

    Są kraje w których szansa na to, że się będzie miało pecha i zostanie napadniętym i okradzionym jest WIĘKSZA i pewnie Am. Centr. do nich należy. Ale zgadzam się się z kwiatkiem, że jeśli zachowujemy się \'odpowiednio\' to to niebezpieczeństwo znacznie się eliminuje. Ja byłam raz napadnięta. I wydarzyło się to tu, w moim mieście. Ba, w zasadzie na mojej (dawnej) ulicy, w miejscu gdzie w sumie się czułam bezpiecznie. I chyba w sumie również dlatego nie boję się gdzieś jechać, bo nie myślę, że TU jest bezpiecznie a TAM od razu coś mi się może stać. Inna sprawa, że w ŻADNYM miejscu już się tak nie włóczę po nocach ciemnymi uliczkami:)

  • Do moderacji
    2009-09-10 10:54

    ale jeżeli zachowamy podstawy bezpiecznego zachowania to nic nie powinno nam się stać. Z drugiej strony nawet u nas na ulicy możemy w biały dzień zostać okradzeni i co to znaczy, że jest niebezpiecznie?

  • Do moderacji
    2009-09-09 23:18

    Jestem teraz w Panamie, kiedy wybieram się "do miasta", nie mam na sobie żadnej biżuterii, przy sobie żadnych kart kredytowych, pieniędzy nie więcej niż $50, kopie paszportu - pierwszej strony i ważnej wizy... Dlaczego? Jeżeli nawet w pizzerii stoi uzbrojony po zęby policjant.....

  • Do moderacji
    2009-09-09 22:51

    Tak naprawdę najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Czyli , nie wloczyć się po nocy z pełnym porfelem pieniędzy i aparatem w ręce, ale i nie przeginać w drugą stronę, np, zadekować się po zapadnięciu zmroku w hostelu , bo jak ciemno, to na pewno nas napadną... Niestety większość moich przyjaciół i znajomych, dość często podróżujących po odległych krajach została okradziona w .... Polsce.

  • Do moderacji
    2009-09-09 20:56

    z aparatami (czy jak wolisz luszczankami:D:D) w ogóle jest problem - z jednej strony chciałoby się mieć jak najlepszą, a z drugiej strony... ciągle się o nią martwić?

  • Do moderacji
    2009-09-09 17:32

    Rabunki, kradzieże, napady... obawiam się, że sami się o to prosimy. Wystawiamy te nasze luszczanki (pisownia oryginalna za wymową panów z b. znanego stowarzyszenia fotograficznego, zajmującego się kształceniem fotoamatorów - przepraszam za przydługa dygresję), wypchane portfele i karty kredytowe na pokuszenie miejscowej klasy pracującej i potem jest to nasz wkład w bogacenie się kraju. Niestety przez całą podróż trzeba być czujnym. No to czuwajcie!!!

Amused

  • 3/5
  • Ranga: Wytrawny eksplorer
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Średnio zaawansowany

O mnie

Wszystko się zmienia tylko moje zamiłowanie do podróży jest niezmienne i za każdym razem z niecierpliwością czekam na kolejną podróż.
Zresztą...to nie musi być od razu wielka podróż - wystarczy czasami mały wypad.

Co jeszcze (akurat teraz) lubię?
- amerykańskie seriale kryminalne,
- skandynawskie kryminały (amerykańskie mi się znudziły ostatnio),
- fotografię (próbuję, pstrykam - różnie mi wychodzi:),
- hiszpański (uczę się pilnie),
- nurkowanie (ale tylko wakacyjno-rekreacyjne),
i wiele innych rzeczy:)

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 8 punkty: 90
Forum: ilość: 48 punkty: 48
Komentarze: ilość: 122 punkty: 122
Konkursy: ilość: 4 punkty: 200
Suma 182 460
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się