To pytanie słyszałam przed wyjazdem wiele razy. Tak wiele, że w końcu trudno było się nie zacząć zastanawiać czy ja się NA PEWNO nie boję. Tym bardziej, że pytanie Czy tam jest bezpiecznie? jest jednym z najczęściej zadawanych pytań na wszelkiego rodzaju forach internetowych dotyczących Ameryki Centralnej i Południowej.
Jednoznacznej odpowiedzi się i tak nie dostanie. To, że się komuś nic nie stało, nie znaczy, że jest bezpiecznie. Ale z drugiej strony to, że się komuś coś stało nie oznacza, że jest niebezpiecznie.
Na początkukażdy jest bardziej uważny, zastanawia się, oswaja.... A potem... Potem się przyzwyczaja. Imm dłużej tam byłyśmy tym więcej różnych historii słyszałyśmy - o tym jak ktoś został napadnięty czy okradziony i tych wszystkich historii było tyle, że trudno było nie zastanawiać się czasami nad bezpieczeństwem, zwłaszcza kiedy miejscowi ostrzegają przed czymś- tak jak na samym początku, kiedy poszłyśmy na cmentarz w Xela i pracujący tam mężczyzna, powiedział, żebyśmy uważały na to towarzystwo które akurat tam się włóczyło.
Dopiero chyba w Nikaragui, na nasze pytanie: a czy tu jest bezpiecznie jak będziemy wieczorem wracać? ktoś nam w końcu odpowiedział, że tak, możemy się nie bać.
Jedynym miejscem w Nikaragui, o którym słyszałyśmy straszne historie, była Managua. Cały czas przypominała mi się opowieść o studencie z Xela, który przyleciał tu, wyszedł z lotniska i go okradli z wszystkiego. Spędził kilka dni na załatwianiu papierów, a jak wracał na lotnisko to.... znowu go okradli. Nie można przesadzać, bać się wszystkiego i siedzieć w hotelu, więc kiedy tylko w drodze powrotnej dotarłyśmy do stolicy i zaczęłyśmy się rozpakowywać szykując się na zwiedzanie, ja jak zwykle zajęłam się czytaniem wszelkich hotelowych informacji.
Na początek znalazłam w naszym pokoju dużą zalaminowaną kartkę o takiej treści: Drogi gościu:
Ostrzeżenia,
1. Zostaw paszport i inne wartościowe rzeczy w hotelu.
2. Noś jedynie tyle gotówki, żeby wystarczyło na jeden dzień w przynajmniej dwóch miejscach.
3. Jak wyjdziesz z hotelu, najbezpieczniejszą drogą jest ta w stronę stacji autobusu Tica - skręć w lewą stronę.
4. Zawsze wracaj do hotelu taksówką po wyjęciu pieniędzy z bankomatu, przestępcy je obserwują. Bezpieczniej jest jechać do bankomatu taksówką, żeby chronić swoją kartę.
5.Zapisz numer rejestracyjny jakiejkolwiek taksówki zanim do niej wsiądziesz i zawsze wynegocjuj cenę przed podróżą.
Ponieważ przewodnik wyjątkowo ostrzegał przed miejscami, które chciałyśmy odwiedzić to pojechałyśmy taksówką. Na początek obejrzałyśmy ślady sprzed 6 czy 7 tysięcy lat:
To właśnie te ślady. Ślady dorosłych i dzieci, którzy szli w stronę jeziora. Odkopano je przez przypadek przy konstrukcji drogi ( jeśli dobrze zrozumiałyśmy panią, która z szybkością karabinu maszynowego opowiadała nam po hiszpańsku całą historię). Pod dwunastoma różnymi warstwami ziemi w końcu natrafiono właśnie na taką. Hipotez było bardzo wiele - najbardziej prawdopodobna jest to, że ślady się zachowały, bo ziemia była jeszcze miękka po kolejnych wybuchach wulkanu, a kolejne warstwy pyłu przysypały i przez to zachowały te ślady. Stwierdzono, że ci ludzie nie uciekali przed niczym, za to nieśli ciężkie rzeczy i szli spokojnie - może postanowili się gdzieś przeprowadzić. Widać tam też ślady zwierząt - jednak nie towarzyszyły one ludziom, są to np. ślady szopów, które też przebiegły tamtą drogą.
Odwiedziłyśmy też starą katedrę zniszczoną podczas trzęsienia ziemi. Niestety katedra jest zamknięta dla zwiedzających:
Co było najdziwniejsze w tym wszystkim to.. PUSTY plac! A przecież w takich miejscach jak to, w różnych stolicach, spodziewałabym się tłumów turystów - włóczących się, zwiedzających, robiących zdjęcia... a tam NIC. I chyba właśnie w tym wszystkim najdziwniejszy był ten brak turystów - nie tylko tam, w całym mieście.
O czwartej rano, kiedy wychodziłyśmy z naszego hotelu, właścicielka zanim otworzyła łańcuch na brami najpierw się dokładnie obejrzała w obie strony. Potem otworzyła bramę. Rozejrzała się ponownie - raz, drugi, trzeci. Jakby chciała sprawdzić czy gdzieś tam w ciemności ktoś się przypadkiem nie czai. Wyszłyśmy na ulicę i skierowałyśmy się w stronę stacji. Idziemy, aż tu nagle w naszą stronę idzie jakiś facet. - Czy już się mamy bać? - zapytała Asia, ale ledwo zdążyłam odpowiedzieć, że nie wiem, facet krzyknął w naszą stronę: Nie bójcie się, ja tu pracuję!
Honduras, przez który wracałyśmy też z pewnością nie był akurat na liście krajów, które są bezpieczne dla turystów. I faktycznie - większość turystów przestraszyła się niedawnego zamachu stanu i przepychanek pomiędzy dwoma prezydentami. Kiedy pierwszy raz przejeżdżałyśmy przez Honduras tylko raz wojsko kazało nam wysiąść z autobusu i tylko raz musiałyśmy ominąć jakąś demonstrację (przejeżdżając gdzieś polnymi drogami, a potem przez strumień bo innej drogi nie było), a kiedy wracałyśmy znowu do Gwatemali kontrole polegały jedynie na zatrzymaniu autobusu i kontroli papierów kierowcy - czego ja, zaczytana w kolejnych kryminale J.Deaver'a nawet nie zauważyłam. Tylko Aśka się później zdziwiła JAK mogłam nie zauważyć.
Siedem tygodni podróży upłynęło nam spokojnie - jeśli nie liczyć tego, że Asia straciła swój telefon. Tak naprawdę to chyba nie było momentu, w którym byśmy się bały (jeśli nie liczyć motorówki na Atitlan:D) ale z drugiej strony nie włóczyłyśmy się po dziwnych zaułkach z dużą ilością pieniędzy. Tyle tylko, że w Poznaniu też tak nie robię, więc tak naprawdę to zwykły zdrowy rozsądek.
Przestępczość jest niestety dużym problem w Ameryce Centralnej. I jest problemem, o którym trudno nie myśleć i o którym trudno zapomnieć bo ciągle nasz książkowy przewodnik o czymś ostrzegał, ludzie mówili, żeby tu czy tam nie iść, w sklepach kraty (nad ladą), dużo ochroniarzy z bronią, druty kolczaste w ogrodzeniach, kraty w każdym oknie. W Gwatemali czytywałam Diario - to gazeta w stylu naszego Faktu (dobrze się czytało, ze względu na łatwy język i dużo obrazków) - i codziennie kilka pierwszych stron poświęconych było napadom z bronią a za ilustrację służyły zdjęcia kolejnych i kolejnych zwłok... Tuż przed wyjazdem przeczytałam artykuł w Prensa Libre; (to już poważniejsza gazeta niżDiario) o przestępczości w Gwatemali.
Według statystyk był to najbardziej brutalny tydzień w Gwatemali od początku roku - w tym tygodni - średnio codziennie ginęło 19 osób (głównie z powodu ran od broni palnej). Dotychczasowa średnia wynosiła 17 osób dziennie...
Dużo, prawda? Ostatnio usłyszałam w wiadomościach w radiu, że w czasie wakacji na polskich drogach zginęło prawie 1000 osób. To wychodzi około 15 osób dziennie. Cóż, Polska to też niebezpieczny kraj.
Zgadzam się dziewczyny, wszędzie można byc okradzionym, czy tak jak wspomniala Amused, na własnej ulicy, czy np w moim przypadku , we własnym domu, w tzw. "biały dzień" wrócilam z pracy i moje mieszkanie było ...ogołocone. Jednak chyba trochę inaczej jest gdy na tzw. "końcu świata" zostaniemy nagle w tym czym stoimy... a jeszcze jak do tego wszystkiego nie znamy języka...
Jak jechałam do Mongolii, pani doktor, która robiła mi szczepienie przeciw żółtaczce strasznie się przeraziła, zwłaszcza jak usłyszała, że jadą nas trzy dziewczyny i jeden facet. Zaraz zaczęła roztaczać przede mną perspektywy tego, co nam tam zrobią. Zastanawiam się, skąd ta kobieta czerpała wiedzą o tym kraju. Oczywiście nie muszę mówić, że Mongołowie okazali się bardzo gościnni i mili, jakkolwiek nie należy przesadzać z wypróbowywaniem ich gościnności - kiedy chcieliśmy zostawić namioty bez opieki i pójść w góry, miejscowy przewodnik od razu ostrzegł : "No, they will steal everything" :) Raz tylko mieliśmy niepokojącą sytuację, jak do naszego obozowiska przyszło dwóch pijanych Mongołów i zaczęło podrywać moją koleżankę, którą bezskutecznie próbowali upić (na szczęście miała mocny łeb), a potem jak już ich pogoniliśmy, jeden rzucał przez rzekę kamieniami w naszego kumpla. Ale to był zupełny wyjątek, bo na ogół nawet pijacy są tam mili i serdeczni.
Są kraje w których szansa na to, że się będzie miało pecha i zostanie napadniętym i okradzionym jest WIĘKSZA i pewnie Am. Centr. do nich należy. Ale zgadzam się się z kwiatkiem, że jeśli zachowujemy się \'odpowiednio\' to to niebezpieczeństwo znacznie się eliminuje. Ja byłam raz napadnięta. I wydarzyło się to tu, w moim mieście. Ba, w zasadzie na mojej (dawnej) ulicy, w miejscu gdzie w sumie się czułam bezpiecznie. I chyba w sumie również dlatego nie boję się gdzieś jechać, bo nie myślę, że TU jest bezpiecznie a TAM od razu coś mi się może stać. Inna sprawa, że w ŻADNYM miejscu już się tak nie włóczę po nocach ciemnymi uliczkami:)
ale jeżeli zachowamy podstawy bezpiecznego zachowania to nic nie powinno nam się stać. Z drugiej strony nawet u nas na ulicy możemy w biały dzień zostać okradzeni i co to znaczy, że jest niebezpiecznie?
Jestem teraz w Panamie, kiedy wybieram się "do miasta", nie mam na sobie żadnej biżuterii, przy sobie żadnych kart kredytowych, pieniędzy nie więcej niż $50, kopie paszportu - pierwszej strony i ważnej wizy... Dlaczego? Jeżeli nawet w pizzerii stoi uzbrojony po zęby policjant.....
Tak naprawdę najważniejszy jest zdrowy rozsądek. Czyli , nie wloczyć się po nocy z pełnym porfelem pieniędzy i aparatem w ręce, ale i nie przeginać w drugą stronę, np, zadekować się po zapadnięciu zmroku w hostelu , bo jak ciemno, to na pewno nas napadną... Niestety większość moich przyjaciół i znajomych, dość często podróżujących po odległych krajach została okradziona w .... Polsce.
z aparatami (czy jak wolisz luszczankami:D:D) w ogóle jest problem - z jednej strony chciałoby się mieć jak najlepszą, a z drugiej strony... ciągle się o nią martwić?
Rabunki, kradzieże, napady... obawiam się, że sami się o to prosimy. Wystawiamy te nasze luszczanki (pisownia oryginalna za wymową panów z b. znanego stowarzyszenia fotograficznego, zajmującego się kształceniem fotoamatorów - przepraszam za przydługa dygresję), wypchane portfele i karty kredytowe na pokuszenie miejscowej klasy pracującej i potem jest to nasz wkład w bogacenie się kraju. Niestety przez całą podróż trzeba być czujnym. No to czuwajcie!!!
Wszystko się zmienia tylko moje zamiłowanie do podróży jest niezmienne i za każdym razem z niecierpliwością czekam na kolejną podróż.
Zresztą...to nie musi być od razu wielka podróż - wystarczy czasami mały wypad.
Co jeszcze (akurat teraz) lubię?
- amerykańskie seriale kryminalne,
- skandynawskie kryminały (amerykańskie mi się znudziły ostatnio),
- fotografię (próbuję, pstrykam - różnie mi wychodzi:),
- hiszpański (uczę się pilnie),
- nurkowanie (ale tylko wakacyjno-rekreacyjne),
i wiele innych rzeczy:)
Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże
| Quizy: | ilość: 8 | punkty: 90 |
| Forum: | ilość: 48 | punkty: 48 |
| Komentarze: | ilość: 122 | punkty: 122 |
| Konkursy: | ilość: 4 | punkty: 200 |
| Suma | 182 | 460 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.