Nasz wywiad z Krzysztofem Wielickim

Klub Przyjaciół National Geographic: Skąd u Pana zainteresowanie  wspinaczką górską?
Krzysztof Wielicki: Górami nie zainteresowałam się w waszym wieku,  dopiero później. Wy macie ten przywilej, że macie ściany wspinaczkowe, panią Anię, która was weźmie w góry, pokaże i się zainteresujecie. Możecie wcześniej zacząć. Ja zacząłem się wspinać dopiero na studiach, dlatego  że  w tamtym czasie były akademickie kluby i trzeba było studiować żeby  zacząć się wspinać.  Ale oczywiście na to , że akurat trafiłem do wspinania miało wpływ harcerstwo, bo bardzo dużo w harcerstwie działałem: obozy, biwaki, w góry wyjeżdżaliśmy bardzo dużo. Ale o wspinaniu pomyślałem dopiero na studiach.
KPNG: Czy wierzy Pan w powodzenie projektu Polski Himalaizm 2010-2015?
KW: Tak, patronuje temu, więc muszę uwierzyć. Mam oczywiście wiele obaw, dlatego że do wspinania zimowego trzeba mieć szczególne predyspozycje. To nie wystarczy być dobrym wspinaczem, ale trzeba umieć w trudnych warunkach tam spędzić miesiąc czy dwa, a nie jest to łatwe.  Pojechali tam oczywiście chłopcy, którzy się świetnie wspinają, ale nie wiadomo, jak to będzie. Po pierwsze na wysokości, jak się będą spisywać, co prawda mają za sobą siedmiotysięczne szczyty, ale nie ośmiotysięczne. Po drugie myślę, że trzeba zobaczyć jak oni w grupie działają, czy potrafią skupić się wokół celu i pracować na wyprawę, czy tylko pracują na siebie.  Te cechy są strasznie ważne do zimowego wspinania, czyli umiejętność pracy w zespole i to będzie takim podstawowym elementem, który będzie decydować o tym  kto z nich dalej będzie brany pod uwagę przy następnych wyjazdach zimowych w Himalaje.
KPNG: A Pan będzie się wspinał?
KW: Zamierzam pojechać nawet na pierwszą zimową wyprawę już w styczniu, chyba, że coś się skomplikuję, ale na razie myślę, że pojadę. Żeby ich tam zachęcić, no i samemu jeszcze się powspinać . Bo jeszcze się wspinam.  To nie jest tak, że mam już wszystko  za sobą, tylko jeszcze przede mną jest coś.
KPNG: Czy podczas takich wypraw często nawiązuję się przyjaźnie?
KW: Tak, ja myślę, że  wyprawa to jest też okazja, aby poznać nowych ludzi. Często   przebywamy w międzynarodowych towarzystwach , więc mamy wielu przyjaciół. Ale oczywiście lepiej, tak z punktu widzenia bezpieczeństwa, najpierw mieć przyjaciela a potem pojechać w góry, niż szukać przyjaciela w górach. Co nie znaczy, że nie należy tak robić, też trzeba tak robić. My  znaleźliśmy taką filozofię, że najpierw razem się gdzieś tam dobieraliśmy się w zespole. Partnerstwo to jednak jest odpowiedzialność  i jest dobrze partnera znać wcześniej, kiedy się idzie w góry, bo nigdy nie wiadomo, co się wydarzy szczególnie w trudnych sytuacjach, co zrobi partner. Ale w dzisiejszych szybkich czasach tak jest, że ktoś przyjeżdża do Nepalu i mówi:
- Cześć jestem John.
+Cześć jestem Jimmy
- How do you do?
+Co zrobiłeś?
- No byłem na Lhotse, tam się wspiąłem.
+Aha, no to co idziemy razem?
- Idziemy!
I można nawiązać tak przyjaźnie, można się tak poznać.  Z Ingrid tak się zaprzyjaźniłem, też pierwszy raz ją spotkałem na wyprawie. Ale na pewno lepiej jest najpierw sobie znaleźć partnera , przyjaciela do wspinania.
KPNG: A wróćmy do Mont  Everestu, wierzył Pan, że to akurat Pan wejdzie na szczyt?
KW:  Nie, na początku to ja myślałem, że jadę tam tylko do pracy , bo wiedziałem, że tam byli starsi koledzy, bardziej doświadczeni, z pokolenia 10-15 lat przede mną, więc sądziłem, że  jadę głównie do roboty, żeby zapracować na sukces zespołu. Potem się okazało, że bardzo dobrze się spisywałem na wyprawie i zawsze byłem w czołówce jeśli chodzi o całą logistykę w pierwszych tygodniach.  Zawsze byłem na przedzie, i już wiedziałem, że będę się bardzo dobrze czuł.  Z Leszkiem się wcześniej nie wspinałem,  z  Heinrichem , Fiutem tak, a z Leszkiem w ostatniej chwili . Mój partner zszedł do bazy, jego partner chorował i myśmy tak nagle zostaliśmy we dwójkę. Wtedy otrzymaliśmy wiadomość, że kończy się zezwolenie, zamiast na dół, trzeba było wrócić do góry. No i wróciliśmy. Oczywiście bez wiary byśmy nie weszli, wtedy już mieliśmy klapki na oczach, bo wiadomo. Także w tym ostatnim momencie tak, czułem, że damy radę, natomiast wcześniej myślałem, że jadę do pracy, bo liczył się sukces zespołu, liczyło się, że Polacy zdobędą, nieważne czy to byłby Kowalski czy Nowak.
KPNG:  Pierwsza myśl kiedy stanął Pan już na Evereście?
KW Ooo, pierwsza, to połączyć się z Zawadą. Wcześniej nie łączyliśmy się i wiedzieliśmy, że chłopcy w bazie już tam nerwowo czekają, więc  chcieliśmy jak gdyby im przede wszystkim zakomunikować, że jesteśmy na tym szczycie.  Zawada się zaraz pytał czy  jest ten trian , bo nie wierzył, że tam jesteśmy na szycie, nie miał pewności.  A tam był taki czworonóg z rurką, była kartka, którą widzieliście , którą zostawił poprzednik. Ale bardzo szybko, po 10-15 min schodziliśmy, bo bardzo wiało, mieliśmy zalodzone twarze, natychmiast człowiek myśli o tym, żeby zejść.  Także tam nie ma czasu na podskakiwanie z radości, tylko myśli się o tym,  jak szybko uciekać.
KPNG: A były chwile załamania, zwątpienia?
KW:  Nie może być!
KPNG: A jeżeli chodzi o inne góry, np. K2 co Pan czuł, kiedy po 3 nieudanych próbach wreszcie się udało?
KW:  Na K2 wchodziłem w specyficznych warunkach, ponieważ w nocy wchodziliśmy na szczyt, no tak się złożyło, że od namiotu do szczytu było bardzo daleko , namiot mieliśmy na 7 800 m, szczyt 8 600 m, czyli 800 m.  Ponieważ załoga była trochę słabsza to na mnie spadł cały ciężar prowadzenia tej drogi, nie miałem żadnej zmiany, oni jakoś nie bardzo chcieli, nie czuli się na siłach, co spowodowało, że jak się nie daje zmian, no to wolniej trochę idzie to wspinanie i dopiero o 8.30 wieczorem, byliśmy na szczycie, chociaż nie bardzo wiedzieliśmy gdzie ten szczyt.  No niby, że jak się wyżej nie da, to już szczyt, ale to różnie bywa, bo można wejść w nie tą grań.  Na szczęście na szczycie była tyczka aluminiowa, której nie spodziewaliśmy się w ogóle, bo wcześniej jej tam nie było,  potem dowiedzieliśmy się, że Włosi, którzy atakowali szczyt z drugiej strony, oni zostawili tą tyczkę, na takich odciągach.  Dla nas bardzo dobrze, bo mieliśmy pewność, że jesteśmy na szczycie. Bo to był taki okres, w którym chodziło o to czy K2 jest wyższe czy Mont Everest, takie były dywagacje i dlatego zostawili to do pomiarów satelitarnych, żeby dokładnie zmierzyć wysokość. Tam dostaliśmy w tyłek mocno i zejście mieliśmy bardzo trudne, nie zeszliśmy do namiotu, biwakowaliśmy bardzo wysoko.  To był jeden z trudniejszych biwaków w życiu.
KPNG: Która góra była najtrudniejsza do zdobycia?
KW:  Psychicznie, Nanga Parbat.  Byłem tam zupełnie sam, nikogo nie było w górach. To jest taka rzecz, której bym teraz nie powtórzył. Jakby mnie ktoś zapytał co bym jeszcze powtórzył, z tych rzeczy które zrobiłem , to do wielu rzeczy bym się przymierzył. Ale to co  zrobiłem na Nanga Parbat, to przyznam się, że trochę przesadziłem i już bym tego nie powtórzył. Tak patrząc z dystansem, bo to po latach można ocenić. Wszyscy mówili wariat, nienormalny człowiek i chyba mieli trochę racji.
KPNG: A na Mont Everest zimą, wszedłby Pan po raz drugi?
KW: Drugi raz, jakoś tak nie bardzo. Muszę Wam powiedzieć, że jeszcze są te pięć szczytów nie zdobyte. Człowiek chce być pierwszy, a nie tam drugi. Raczej nie, mam w sobie taką naturalną potrzebę eksploracji, czyli zrobienia czegoś, czego jeszcze ktoś nie dokonał, więc raczej rzucę wyzwanie tym pięciu niezdobytym i chcę wnieść coś nowego to tej historii himalaizmu.
KPNG: Może Pan nam opowiedzieć najwspanialszą historię, jaką przeżył Pan w górach?
KW: Na pewno Nanga Parbat. Zastanawiam się, czym to dla mnie w ogóle było. Nie umiałem się cieszyć bo byłem tam sam, ale musze powiedzieć, że to było coś takiego, że człowiek udowodnił sobie, że coś zrobił w życiu. To dla mnie był bardzo ważny moment. Natomiast jeżeli chodzi o taką radość ze wspinania, sukcesu zespołu, to wydaje mi się, że Annapurna, południowa ściana, dlatego że robiliśmy bardzo trudną drogę. Ja byłem kierownikiem tej wyprawy , międzynarodowej wyprawy, i dla mnie było radością to, że 9 na 10 uczestników weszło na szczyt. Nic tak nie cieszy człowieka. Szkoda tylko, że ta jedna dziewczyna chorowała i niestety nie mogła wejść. Ale Wanda Rutkiewicz wtedy była ze mną i jeszcze paru wspaniałych ludzi. I cieszę się, że wszyscy  mogli wejść, bo o to chodzi, żeby wszyscy weszli i wszyscy wrócili.
KPNG: Jak zachęciłby Pan młodych ludzi, do zdobywania pozostałych szczytów?
KW:  To trzeba jednak te Everesty sobie rozkładać. Najpierw pojechać sobie na ściankę, potem skały, Tatry, Dolomity, następnie Alpy, Kaukaz. Lepiej jest krok po kroku, coraz wyżej, coraz dalej. Oczywiście można przeskakiwać pewne etapy, bo dziś ta cywilizacja nam to umożliwia, że możemy szybciej się rozwijać, ale na pewno bezpieczniej iść tymi krokami, a przynajmniej nie robić ich zbyt dużych.
KPNG: Dziękujemy za wywiad!!!
KW: Dziękuję i powodzenia w zdobywaniu Korony Gór Polski!

Wywiad przeprowadziły:
Anna Lemiesz i Marlena Pisula
Klub Przyjaciół NG

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

klubng

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Klub Przyjaciól National Geographic Gimnazjum im. Jana Pawła II w Sycowie powstał w marcu 2003 roku. Tworzą go uczniowie pragnący poznawać otaczający nas świat i zjawiska w nim zachodzące, uczniowie ambitni, kreatywni, otwarci na współpracę. Do głównych zadań klubu należy m.in.: przybliżanie i propagowanie wiedzy zawartej w czasopismach National Geographic, pogłębianie wiedzy o otaczającym świecie i procesach w nim zachodzących, budzenie zainteresowania szeroko rozumianą przestrzenią geograficzną, zdobywanie wiedzy i rozwijanie niezbędnych umiejętności z zakresu edukacji ekologicznej, uświadomienie wartości, jaką jest własny region i kraj oraz ich dziedzictwo kulturowe oraz kształtowanie w uczniach poszanowania innych narodów, religii, systemów wartości i sposobów życia.
Podstawą spotkań klubu są i były wyjazdy, bo „punktem wyjścia i podstawą nauki geograficznej są wycieczki...",
a wszędzie gdzie jesteśmy propagujemy Magazyn i Towarzystwo National Geographic, co czynimy z wielką satysfakcją „dla rozwoju i upowszechniania wiedzy geograficznej”.

Zainteresowania: Ekologia, Historia, Kultura, Nauka, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 2 punkty: 2
Publikacje: ilość: 4 punkty: 120
Prenumeraty:   punkty: 400
Suma 6 522
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się