Dwumilinowa metropolia wita przyjezdnych widokiem wzgorza gesto porosnietego kolorowymi favelas, kurzem, morderczym goracem oraz dziesiatkami tankowcow wchodzacymi do portu polozonego w poblizu rafinerii.
Lezace na wybrzezu Morza Karaibskiego Puerto la Cruz przy pierwszym kontakcie sprawia wrazenie zmaterializowanego stareotypu srodkowoamerykanskich biednych pueblos.
Po ulicach wlocza sie dziesiatki bezpanskich, wychudzonych kundli, ktorych glownym zajeciem poza publiczna prokreacja jest zalegiwanie na goracych chodnikach. Wiekszosc mieszkancow Puerto la Cruz przypomina swoim wygladem znanych z amerykanskich filmow, kolumbijskich przemytnikow kokainy.
Znane w Wenezueli jako miasto turystyczne, w rzeczyswistosci dla przybyszow z zagranicy moze okazac sie miejscem, z ktorego wyniesie sie dosc szokujace doswiadczenia.
Po wyrwaniu sie z waskich, zatloczonych, smierdzacych uliczek dochodzi sie do Paseo Colon. Swoja droga, patron “deptaku”, ktory ujzawszy wybrzeza dzisiejszej Wenezueli stwierdzil, iz to raj na ziemi, musi sie dzisiaj w spazmatycznych ruchach, przewracac w grobie (tyle tytulem dygresji).
Jezeli jakiemus smialkowi uda sie przekroczyc szose, po ktorej ignorujac wszelkie przepisy o ruchu drogowym, pedza starymi, rozpadajacymi sie gruchotami z ogromnymi silnikami, rdzenni mieszkancy Puerto la Cruz, dojdzie on do plazy.
Piasek, w sloncu, skrzy sie setkami kolorow. Zjawisko wywoluja kawalki szkla z rozbitych butelek dokladnie pokrywajace cala plaze.
Wsrod nielicznych osob spedzajacych czas na brzegu Morza Karaibskiego wiekszosc to dzieci, ktore hustanie sie na palmach nad jednym z trzech sciekow splywajacych w tej okolicy do morza, uznaja za lepsze zajecie niz chodzenie do szkoly.
- Skad jestescie?- Zagaduje nas wygladajaca na trzynascie lat dziwczynka.
- Z Polski- odpieramy.
- Z Bolonii?- Pyta zdziwiona i po chwili dodaje, ze chce pieniedzy, aby kupic sobie wode.
Ignorujemy zbiorowisko tepo cieszacych sie dziedziakow i idziemy dalej. Wystarczy jednak przystanac na chwile, aby z trudem odzyskany spokoj, zostal znaowu zaklocony.
Po usilnych probach przeprowadzenia wywiadu na temat zasobnosci naszego portfela, adresu, dlugosci i celu pobytu, ktore spelzly na niczym, czternastoletni, “na oko”, chlopak, po raz setny upewnia sie, czy nie jestesmy z Amerykanami.
- Czy szukacie kolezanek w Puerto la Cruz?- zagaduje smialo i zaraz dodaje- Moje kolezanki sa bardzo wami zainteresowane.
Zenada siega zenitu.
- Ile masz lat?- pytamy zniecierpliwieni nieustannym nagabywaniem.
- Eee…, e… osiemnascie- odpowiada po krotkim zastanowieniu.
Podziekowalismy za uslugi kolezanki i jak sie pozniej okazalo, siostry Pepe, ktory probowal sie jeszcze upewnic, iz na pewno zostaniemy przyjaciolmi.
Plaza gwarantuje spore emocje o kazdej porze dnia i nocy. To istny chaos, w ktorym jedyna stala pozostaja zapchlone kundle i wygladajacy na siedemnascie lat policjant z gigantycznym shotgunem.
14. 50- jedyna otwarta kawiarenka internetowa w Puerto la Cruz:
- O trzeciej gasnie swiatlo- powiadamia nas obslugujacy lokal chlopak.
O pietnastej miasto wylaczylo sie- poprostu zgaslo. Najwspanialszy z systemow ekonomicznych- socjalizm, z dua budowany przez bolivarianski, rewolucyjny rzad Wenezueli nie poradzil sobie z zaopatrzeniem kraju w prad. Przerwa trwa dwie godziny. Wlasciciele sklepow z lodami musza byc zachwyceni bedac czescia tego wspanialego swiata, wolnego od zgnilizny kapitalizmu.
Puerto la Cruz kumuluje w sobie wszystko co najgorsze, co poki co widzielismy w Wenezueli. Jedyne czego na prawde, pragnie sie w tym miescie, to wyjechac z niego jak najszybciej.
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.