Pierwsza noc w samochodzie nie była dla nas najbardziej fortunna. Próbowaliśmy spać bez klimatyzacji, ale przez otwarte okna wlatywały wygłodniałe komary. Do tego nie mogąc znaleźć cienia (bo wszystkie miejsca pod drzewami były albo zajęte, albo zbyt blisko głośnej jezdni) – o wschodzie samochód zamienił się w piekarnik. Teraz chociaż wiemy, że koniecznie musimy zasłaniać okna czymkolwiek, powstrzymując wpadanie promieni słonecznych, oraz choć przez część nocy włączać klimatyzację.
Nie do końca wyspani, ruszyliśmy na piątkowy, wczesno – poranny suk żywego inwentarzu, który jest ponoć niezapomnianym przeżyciem. W każdy piątek od wschodu słońca przez kilka następnych godzin odbywa się tradycyjny targ zwierzęcy, który przyciąga ludność z okolicznych wiosek – jak i turystów chcących zobaczyć to niecodzienne przedstawienie. W tradycyjnym suku kupujący chodzi od stoiska do stoiska i jeżeli cokolwiek wzbudzi jego zainteresowanie negocjuje cenę. Ale dlaczego sprzedający ma negocjować cenę tylko z jednym kupującym ? Przecież lepszą cenę uzyska negocjując ze wszystkimi zainteresowanymi. Wieki temu zdano sobie z tego sprawę i wprowadzono ciekawe rozwiązanie przypominające aukcję.
O wschodzie słońca w piątkowy poranek zbierają się kupujący i sprzedający na terenie suku, który składa się z toru w kształcie okręgu. Wewnątrz okręgu jak i na zewnątrz toru ustawiają się kupujący, a po torze chodzą sprzedający prezentujący swoje zwierzęta. Magia tego rozwiązania polega na tym, że zwierzęta są pogrupowane na ten sam gatunek, a cena zaczyna się nie od najniższej lecz od najwyższej. Maszerujący po torze sprzedawcy w dużym tłoku i ścisku prezentują zwierzęta i podają cenę wszystkim zainteresowanym. Jeżeli cena jest za wysoka dla potencjalnego klienta – idą dalej. Po mijających z biegiem czasu okrążeniach cena zaczyna spadać i coraz więcej zainteresowanych dokonuje zakupu. Zwierzęta, które przez trwający nawet godzinę maraton nie znalazły nowego właściciela są wyprowadzane poza tor i przywiązywane do stalowych stanowisk, gdzie wszyscy zainteresowani mogą je obejrzeć i tym razem bez pospiechu ponegocjować z właścicielem. Po około godzinie następuje zmiana inwentarza na torze i tak po wołach i krowach zaczynają wprowadzać kozy czy owce. Jako że tor z zewnętrznej strony nie jest niczym ogrodzony skutkuje to częstym wpadaniem bydła na potencjalnych kupujących, co potęguje zabawę turystów. Zniecierpliwione i rozzłoszczone zwierzęta zaczynają też brać się za rogi, wyrywać się. A nie jest łatwo utrzymać na sznurku wielkiego woła...
Taka forma sprzedaży gwarantuje 100% konkurencję i uzyskanie najkorzystniejszej ceny dla obydwu stron. No i nie można zapomnieć, że jest to też forma rozrywki –także dla przybywających tu Omańczyków. Wszystko kończy się koło godziny jedenastej. Wtedy to już tylko nieliczne zwierzęta pozostają na placu, a wszyscy rozchodzą się do domów i szykują do piątkowej modlitwy.
Cała część handlowa - czyli suk zwierzęcy, rybny, mięsny i owocowo warzywny są ładnie odrestaurowane i utrzymane w tonacji górujących nad nimi murów fortu. Fort w Nizwie jest jednym z ciekawszych z pośród 1100 fortów wybudowanych w Omanie. Jego najciekawszy element stanowi wielka okrągła budowla, która przypomina gigantycznych rozmiarów zbiornik wypełniony kamieniami. Przez znajdujące się wewnątrz schody można wyjść na otoczony grubymi murami dach. Dzięki zastosowaniu takiego rozwiązania armaty na dachu mogły dokonywać precyzyjnego ostrzału ponad rosnącymi na widnokręgu gajami palmowymi. Nizwa była tez pierwszym miejscem w którym zobaczyliśmy jak bardzo dba się historyczne zabytki. Cały fort był bardzo dobrze odrestaurowany, a pamiętać trzeba, że sposób budowy (glina wymieszana często ze słomą) nie jest najtrwalszy i pomimo braku obfitych opadów deszczu szybko ulega erozji i wymaga ponownej konserwacji. Mimo tego, oraz wysokich kosztów reperacji, Omańczycy cały czas odnawiają swoje dziedzictwo kulturowe. A wszystkie wstępy są w bardzo przystępnych cenach. Dbania o dobra kultury jak i niedrogi do nich dostęp wiele krajów powinno się od nich nauczyć.
Zaraz obok fortu znajduje się bardzo ładny meczet utrzymany w pustynnym kolorze. A powodu czasu modlitwy – nie udało nam się wejść do środka. Meczet pękał w szwach, a co chwile przychodzili kolejni chętni. Po pewnym czasie już nie było miejsca nawet na zewnętrznych schodach, pod okolicznymi drzewami ani przed pobliskimi sklepami. Krajobraz wokół meczetu usłany był dywanikami ze zgiętymi w pokłon wiernymi. Dywan do modlenia się powinien mieć na sobie utkany wizerunek jakby niszy, sklepienia, mihrabu – którego zwieńczenie układa się w kierunku Mekki. Wszystkie inne poszczególne elementy też maja swoje symboliczne znaczenie. Najciekawszy jest widok stert pozostawianego przed modlitwą obuwia. Poskładane w kupki, pozaczepiane na ogrodzenie, na drzewa. Bardzo interesował nas fakt, jak oni wszyscy potem szukają swoich butów w sytuacji, kiedy niektóre hałdy miały prawie metr?
"This is my freedom, it's my right to travel..." Shakespeare
Zainteresowania: Ekologia, Kultura, Fotografia, Podróże
| Komentarze: | ilość: 3 | punkty: 3 |
| Suma | 3 | 3 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.