Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność podróży pociągiem, znalazłam (w miarę) tanie połączenie lotnicze z Kunmingu do Pekinu. Po skradzionym portfelu, zmienianiu miejsca zamieszkania średnio co 4 dni i wstawaniu codziennie o 6:30 do pracy, zasłużyłam na odrobinę komfortu, prawda ;-)?
Nie przepadam za Pekinem - hostele są drogie, taksówkarze niemili, metro zatłoczone, a sprzedawcy chamscy i natarczywi. Dlatego nie chciałam się zatrzymywać na dłużej niż 1 dzień. Niestety najtańszy lot do stolicy przypadł na 4 dni przed moim powrotem do Polski. Dzięki pomocy Eleny, która zaaranżowała nocleg u przyjaciół - Xue Mei i jej męża, mogłam nie tylko zaoszczędzić trochę chińskiej waluty, ale też poznać tajniki chińskiej kuchni, bo w przeciwieństwie do większości młodych Chinek, Xue Mei nie chodziła do restauracji, ale gotowała sama.
Całe zaoszczędzone pieniądze znalazły dwa ujścia. Głównym pożeraczem gotówki był gmach Silk Street, w którym można kupić praktycznie wszystko: od podróbek t-shirtów Zary, przez niemal oryginalne bluzy Adidasa, po "profesjonalne" kurtki Columbii, czy Hi-Mountain. Do tego dochodzi mnóstwo chińskich pierdół, które nikomu nie są potrzebne, ale i tak większość się sprzedaje. Kiedy wchodzisz do środka, od razu zostajesz porwany przez tłum ludzi, a wokół siebie słyszysz jedynie potok słów: "Hello! Lady! Do you want a jacket? I will give you cheap price, no kidding! Come, just have a look!" Od czasu do czasu czujesz rękę chińskiego sprzedawcy próbującego wciągnąć cię w wir kupowania. Nie daj się zwieść. Kto raz wejdzie do jaskini lwa, wyjdzie z niej z garścią toreb, zastanawiając się: "Dlaczego ja to właściwie kupiłem?!" A Chińczycy mają swoje tricki. Cała transakcja wygląda mniej więcej następująco: Zostajesz zaciągnięty do sklepu, przymierzasz, pytasz o cenę: 800RMB za kurtkę! Mówisz ładnie: "Nie dziękuję" i odchodzisz, ale nie daleko. Żądna zarobku Chinka goni cię korytarzem, w ręku trzymając kalkulator. "Give me your price, no kidding! I can give you lower price. You look nice, we are friends. Low price - especially for you my friend. For nobody else!" Po takim potoku komplementów masz dwie opcje: Jeśli chcesz kupić kurtkę, negocjuj do upadłego. Jeśli nie chcesz definitywanie zakończyć sytuację, podaj kuriozalną cenę: 40RMB. Chwilowa wolność gwarantowana.
Po dwóch godzinach masz dość. Przysięgasz sobie, że nigdy więcej nie tam nie wrócisz i udajesz się w długą podróż metrem na peryferia Pekinu.
Druga część pieniędzy poszła na naleśniki. Litr mleka: 7RMB, mąka: 10RMB, jajka: 8RMB, dżem: 25RMB, ser biały, którego znalezienie graniczy z cudem: 30RMB. Do tego jogurt, cukier i gotowe. Pomijając fakt, że pierwsze trzy naleśniki, przywarły do patelni, a czwarty był odrobinę spalony, kolacja w polskim stylu udała się całkiem nieźle.
***
Ciężko jest pisać o Chinach. Jak powiedział pewien Australijczyk: "Nienawidzę wysyłać maili do domu, bo dopóki oni tu nie przyjadą, nie będą w stanie wyobrazić sobie, jak to wszystko wygląda i co ja czuję". Słowa nie odzwierciedlają istnego chaosu na ulicy, nieporozumień językowych, kłębiących się tłumów, smaków, zapachów, gestów. Mogę napisać, że na ulicy mającej długość 1 kilometra, znajdują się tylko i wyłącznie sklepy z sejfami lub (tylko i wyłącznie) RTV i AGD, ale nie będziesz w stanie sobie tego wyobrazić, dopóki nie zobaczysz na własne oczy. I dla takich właśnie rzeczy warto wybrać się w podróż. Zobacz Chiński Mur, Terakotową Armię, czy Buddę w Leshan, ale przede wszystkim wyjdź wieczorem na spacer, zapuść się w ślepe uliczki (tylko pilnuj portfela!) i oglądaj Chiny dokładnie takie, jakimi są!
Jakkolwiek źle się czasem działo, będę tęsknić za Chinami. Będzie mi brakować komunikatów autobusowych w Chengdu: "Ladies and Gentlemen, may I have your attention, please. For you and other safety, please do not carry any explosives!", długich godzin spędzonych na patrzeniu się w pociągowe okna, satysfakcji z każdej udanej rozmowy po chińsku i wszechobecnego luzu panującego w Dali.
Będę tęsknić za Chinami. Za Chinami, które przyciągają mnie, jak magnes, a które tak ciężko obdarzyć czasem ciepłym uczuciem.
Mam nadzieję, że wrócę. Trzymajcie się, cześć!
Martyna.
Cytat: "hostele są drogie, taksówkarze niemili, metro zatłoczone, a sprzedawcy chamscy i natarczywi". Wreszcie jakieś prawdziwe spostrzeżenia o miejscach poza naszymi granicami a nie tylko super warunki, znakomita obsługa, mili ludzie. Artykuł ciekawy - dobra robota
jestem pewna, że niedługo będziesz w stanie opierać się prawom fizyki i Chiny znowu Cię przyciągną ! To był ciekawy pobyt, obfitujący w sytuacje, miejsca i znajomości, które nie istnieją w żadnym innym zakątku. A Twoje relacje umożliwiły nam zaczerpnięcie chociaż namiastki tej niesamowitej przygody, dzięki Malina!
| Komentarze: | ilość: 1 | punkty: 1 |
| Suma | 1 | 1 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.