La fin

29 sierpień 2010
La fin

Pod koniec wyprawy, podczas której nie było miejsca na luksusy, pozwoliłam sobie zaszaleć i zamiast przeżywać katusze w trakcie trwającej wieczność podróży pociągiem, znalazłam (w miarę) tanie połączenie lotnicze z Kunmingu do Pekinu. Po skradzionym portfelu, zmienianiu miejsca zamieszkania średnio co 4 dni i wstawaniu codziennie o 6:30 do pracy, zasłużyłam na odrobinę komfortu, prawda ;-)?

Nie przepadam za Pekinem - hostele są drogie, taksówkarze niemili, metro zatłoczone, a sprzedawcy chamscy i natarczywi. Dlatego nie chciałam się zatrzymywać na dłużej niż 1 dzień. Niestety najtańszy lot do stolicy przypadł na 4 dni przed moim powrotem do Polski. Dzięki pomocy Eleny, która zaaranżowała nocleg u przyjaciół - Xue Mei i jej męża, mogłam nie tylko zaoszczędzić trochę chińskiej waluty, ale też poznać tajniki chińskiej kuchni, bo w przeciwieństwie do większości młodych Chinek, Xue Mei nie chodziła do restauracji, ale gotowała sama. 

Całe zaoszczędzone pieniądze znalazły dwa ujścia. Głównym pożeraczem gotówki był gmach Silk Street, w którym można kupić praktycznie wszystko: od podróbek t-shirtów Zary, przez niemal oryginalne bluzy Adidasa, po "profesjonalne" kurtki Columbii, czy Hi-Mountain. Do tego dochodzi mnóstwo chińskich pierdół, które nikomu nie są potrzebne, ale i tak większość się sprzedaje. Kiedy wchodzisz do środka, od razu zostajesz porwany przez tłum ludzi, a wokół siebie słyszysz jedynie potok słów: "Hello! Lady! Do you want a jacket? I will give you cheap price, no kidding! Come, just have a look!" Od czasu do czasu czujesz rękę chińskiego sprzedawcy próbującego wciągnąć cię w wir kupowania. Nie daj się zwieść. Kto raz wejdzie do jaskini lwa, wyjdzie z niej z garścią toreb, zastanawiając się: "Dlaczego ja to właściwie kupiłem?!" A Chińczycy mają swoje tricki. Cała transakcja wygląda mniej więcej następująco: Zostajesz zaciągnięty do sklepu, przymierzasz, pytasz o cenę: 800RMB za kurtkę! Mówisz ładnie: "Nie dziękuję" i odchodzisz, ale nie daleko. Żądna zarobku Chinka goni cię korytarzem, w ręku trzymając kalkulator. "Give me your price, no kidding! I can give you lower price. You look nice, we are friends. Low price - especially for you my friend. For nobody else!" Po takim potoku komplementów masz dwie opcje: Jeśli chcesz kupić kurtkę, negocjuj do upadłego. Jeśli nie chcesz definitywanie zakończyć sytuację, podaj kuriozalną cenę: 40RMB. Chwilowa wolność gwarantowana. 

Po dwóch godzinach masz dość. Przysięgasz sobie, że nigdy więcej nie tam nie wrócisz i udajesz się w długą podróż metrem na peryferia Pekinu.

Druga część pieniędzy poszła na naleśniki. Litr mleka: 7RMB, mąka: 10RMB, jajka: 8RMB, dżem: 25RMB, ser biały, którego znalezienie graniczy z cudem: 30RMB. Do tego jogurt, cukier i gotowe. Pomijając fakt, że pierwsze trzy naleśniki, przywarły do patelni, a czwarty był odrobinę spalony, kolacja w polskim stylu udała się całkiem nieźle. 


***
Ciężko jest pisać o Chinach. Jak powiedział pewien Australijczyk: "Nienawidzę wysyłać maili do domu, bo dopóki oni tu nie przyjadą, nie będą w stanie wyobrazić sobie, jak to wszystko wygląda i co ja czuję". Słowa nie odzwierciedlają istnego chaosu na ulicy, nieporozumień językowych, kłębiących się tłumów, smaków, zapachów, gestów. Mogę napisać, że na ulicy mającej długość 1 kilometra, znajdują się tylko i wyłącznie sklepy z sejfami lub (tylko i wyłącznie) RTV i AGD, ale nie będziesz w stanie sobie tego wyobrazić, dopóki nie zobaczysz na własne oczy. I dla takich właśnie rzeczy warto wybrać się w podróż. Zobacz Chiński Mur, Terakotową Armię, czy Buddę w Leshan, ale przede wszystkim wyjdź wieczorem na spacer, zapuść się w ślepe uliczki (tylko pilnuj portfela!) i oglądaj Chiny dokładnie takie, jakimi są!

Jakkolwiek źle się czasem działo, będę tęsknić za Chinami. Będzie mi brakować komunikatów autobusowych w Chengdu: "Ladies and Gentlemen, may I have your attention, please. For you and other safety, please do not carry any explosives!", długich godzin spędzonych na patrzeniu się w pociągowe okna, satysfakcji z każdej udanej rozmowy po chińsku i wszechobecnego luzu panującego w Dali.

Będę tęsknić za Chinami. Za Chinami, które przyciągają mnie, jak magnes, a które tak ciężko obdarzyć czasem ciepłym uczuciem. 

Mam nadzieję, że wrócę. Trzymajcie się, cześć!

Martyna.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-09-09 22:44

    Cytat: "hostele są drogie, taksówkarze niemili, metro zatłoczone, a sprzedawcy chamscy i natarczywi". Wreszcie jakieś prawdziwe spostrzeżenia o miejscach poza naszymi granicami a nie tylko super warunki, znakomita obsługa, mili ludzie. Artykuł ciekawy - dobra robota

  • Do moderacji
    2010-08-29 20:31

    jestem pewna, że niedługo będziesz w stanie opierać się prawom fizyki i Chiny znowu Cię przyciągną ! To był ciekawy pobyt, obfitujący w sytuacje, miejsca i znajomości, które nie istnieją w żadnym innym zakątku. A Twoje relacje umożliwiły nam zaczerpnięcie chociaż namiastki tej niesamowitej przygody, dzięki Malina!

Aleksandre

  • 0/5
  • Ranga: Nowicjusz
  • Fotograf:Nowicjusz

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 1 punkty: 1
Suma 1 1
Zobacz jak naliczane są punkty

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się