Potoczne wyobrażenie o drogach i kierowcach Bliskiego Wschodu zupełnie nie może dotyczyć Omanu. Takiej jakości dróg (autostrad i najmniejszych dróżek) pozazdrościć powinny nawet Niemcy, a cała reszta świata powinna uczyć się od Omańczyków kultury jazdy. Limity prędkości jazdy są owszem dość wysokie – bo zazwyczaj 120 km/h – nawet na autostradzie w mieście. Co prawda, samochody mają zamontowane ograniczniki i w momencie przekroczenia magicznej prędkości 120 km – włącza się alarm dźwiękowy lub po prostu miga lampka. Jakby nie było – Omańczycy jeżdżą w trasie i 180 km/h, ale tylko w sytuacji, gdy mogą być zagrożeniem tylko dla siebie. Szeroka pusta droga. Żadna brawura i popisywanie się.
Jako, że jest zakaz picia i oczywiście sprzedaży alkoholu – problemu z pijanymi kierowcami nie ma (alkohol kupić mogą jedynie w specjalnych miejscach, za okazaniem specjalnego pozwolenia przyjeżdżający tu do pracy imigranci z Zachodu). Poza dawaniem sobie na – szczególnie świetlne – sposoby znać, pozdrawianiem się przez kierowców w trasie – jest jeszcze jeden zmyślny trik. Otóż w momencie gwałtownego hamowania – jest zwyczaj włączania świateł awaryjnych. Tak samo czyni też ostatni samochód w korku. Szczególnie, gdy na drogę wychodzą wielbłądy, a te dzikie niczym się nie przejmują… Nieczęsto używa się klaksonu – tylko w uzasadnionych przypadkach (a nie jako maniera). Do tego w wielu miejscach – szczególnie okolicach zabytków czy zabudowań rządowych – jest zakaz trąbienia. No a kierowcy tirów to dopiero kultura. Nie dość, że elegancko zjeżdżają na bok, to wiedząc, że więcej widzą ze swojej kabiny – kierunkowskazami dają znać kiedy można ich wyprzedzić. I tak wszyscy harmonijnie koegzystują: szosa, samochody i kierowcy.
I tak, późnym wieczorem dojechaliśmy do Nizwy, zaczynając nasz objazd po północno – zachodniej części kraju. Zanim napiszemy o największej atrakcji tego miasta – suku żywego inwentarzu – chcemy wspomnieć kilka słów o tradycji. A mianowicie – jako jedyny kraj Zatoki, Oman – mimo swego bogactwa – zachował zupełny konserwatyzm jeśli chodzi o stroje. I nie mamy tu na myśli tylko kobiet. W Omanie wszyscy – starzy czy młodzi, kobiety czy mężczyźni – noszą się tradycyjnie. Codzienny strój kobiet nie wyróżnia się niczym szczególnym jeśli chodzi o kraje islamskie: czarne czadory, czasem przykrywające wręcz całą twarz. Oryginalnym elementem są tu burki – czyli specjalne maski: w różnych kolorach i wzorach. Oprócz praktycznego zastosowania wierzy się, że mają też właściwości magiczne. Może mają, ale dla nas wyglądają raczej przerażająco… W okresie świąt i różnych festiwali zobaczyć można kobiety poubierane w kolorowe, o nasyconych barwach, stroje. Ubiory męskie z kolei składają się z głównie białej „sukni” (o nazwie dishdasha) i „kumah” (czapeczki). Jeśli chodzi o nakrycie głowy – jest tu jednak wybór: zwyczajowy, kolorowy tkany w różne (głównie roślinne) wzory kapelusik, bywa czasem zastępowany przez turban. Ten drugi najczęściej można zaobserwować wśród starszych mężczyzn. Ale i turban nie jest zupełnie zwyczajny – zwijany zawsze z tradycyjnych omańskich chust – haftowanych na obrębie w delikatne kwiatowe, kolorowe wzory. Bardzo zabawnie wyglądają czasem „biznesmani” w drogich samochodach, rozmawiający przez telefony komórkowe i korzystający ze wszelkich nowinek technicznych – ubrani w białe „piżamki”. Z jednej strony zabawnie, ale z drugiej taki widok wzbudza mimo wszystko szacunek, że swoją kulturę traktują ponad wszystko.
Nasza północno – zachodnia wycieczka ma się stać również początkiem omańskiego survivalu. Planując z najdroższego kraju naszej wyprawy zrobić najtańszy – postanowiliśmy spać w samochodzie, gotować na palniku, a myć się… hm, zobaczymy gdzie…
"This is my freedom, it's my right to travel..." Shakespeare
Zainteresowania: Ekologia, Kultura, Fotografia, Podróże
| Komentarze: | ilość: 3 | punkty: 3 |
| Suma | 3 | 3 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.