Słońce właśnie schowało się za horyzont. Dopiero teraz czujemy jak jest zimno. Dopadam plecaka i wrzucam na siebie wszystko co nadaje się do ubrania. Wiatr wdziera się w każdą szparę, więc niewiele to na początku pomaga. Robi się na tyle ciemno, że pora już rozstawić statyw. Ciężko jest znaleźć odpowiednie miejsce, ale w końcu udaje mi się to zrobić nieopodal dziwnej, pokrytej śniegiem i lodem skały. Miejsca jest niewiele, a dosłownie metr po mojej lewej stronie jest już przepaść. Wiatr jest tak mocny, że decyduję się rozstawić tylko dwie sekcje nóg statywu. Aparat znajduje się zaledwie na wysokości około 50 cm, muszę więc pracować na kolanach. Wszystko wydaje się prawidłowo rozmieszczone, ale i tak cały czas mam wrażenie że cała ta konstrukcja runie za chwilę porwana jakimś mocniejszym porywem.
Mam na sobie cienkie rękawiczki, żeby móc obsługiwać przyciski aparatu, obiektyw, oraz przycisk zdalnego wyzwalacza. Noszę też zawsze ze sobą grube rękawiczki goretexowe do zagrzania rąk, ale tutaj po prostu nie mam okazji z nich skorzystać. Już po kilku minutach grabieją mi więc dłonie. Jak zwykle kiedy warunki stają się nie do zniesienia, nachodzą mnie wątpliwości w rodzaju „co ja tu w ogóle robię?!”, albo „po co ja się tu wdrapałem?, jak ja teraz stąd zejdę?”. Nie lepiej było siedzieć w ciepełku schroniska sącząc piwo i rozmawiając o niczym? Może i lepiej, ale dobrze wiem że na takie widoki bez odpowiednich poświęceń praktycznie szans nie ma.
Zaczynam robić kolejne zdjęcia, jedną ręką trzymam wyzwalacz, drugą dociskam statyw do podłoża. Po zachodzie kontrasty są już mniejsze, więc cały zakres tonalny fotografowanej sceny mieści się w zakresie możliwości matrycy aparatu. Nic nie jest więc prześwietlone, ani też niedoświetlone. Niestety filtr połówkowy, który zabrałem ze sobą okazuje się nieprzydatny. Jest on nakręcany na obiektyw, więc położenie ciemniejszej strony jest kompletnie nieregulowane. W dodatku jego oprawa powoduje winietowanie na brzegach, muszę więc z niego zrezygnować. Żeby nie prześwietlić nieba, dolna część kadru, czyli góry i chmury są ciemniejsze niż mogły by być po zastosowaniu filtra. Powoduje to wzrost szumów w tej części kadru i późniejsze kłopoty z obróbką. Po tych doświadczeniach zaczynam planować zaopatrzenie się w prostokątne filtry systemu Cokin, które dają znacznie więcej możliwości manipulacji jasnością rejestrowanej sceny.
Ale dosyć tych technicznych szczegółów, bo widoki są zaiste piękne. Teraz po zachodzie zrobiło się tajemniczo, żeby nie powiedzieć groźnie. Chmury nadal są pod naszymi stopami, a z nich bardziej lub mniej wystają wierzchołki gór. Tuż nad nimi horyzont jest intensywnie pomarańczowy, przechodząc stopniowo w żółty, a następnie w błękitny kolor nieba.
Z minuty na minutę światła jest coraz mniej, więc czasy naświetlania zmieniają się z 1/8 do 1 sekundy. Przesłonę nastawiłem na f/13, żeby mieć ostrą skałę, nieopodal której fotografowałem (tak na wszelki wypadek, gdyby znalazła się w kadrze). Po zrobieniu ostatniego zdjęcia właśnie z wspomnianą skałą decydujemy się na odwrót.
Złożenie wszystkiego do plecaka zajmuje kilka minut, jest już dosyć ciemno. Rzucamy okiem w dół na naszą drogę powrotną i dopiero teraz zaczynamy mieć lekkiego stracha. Dobrze, że najbardziej stromy fragment jest pod wierzchołkiem, kiedy jeszcze coś widać. Niżej droga wypłaszcza się pozwalając na w miarę bezpieczne poruszanie się w świetle czołówek. Schodzimy tam ośnieżonym żlebem w dół i po niecałej godzinie jesteśmy na dnie doliny. Po kolacji w schronisku wychodzę jeszcze raz na zewnątrz, żeby tym razem poeksperymentować z nocnymi zdjęciami. Na południu góruje gwiazdozbiór Oriona, który udaje mi się zarejestrować ponad masywem Miedzianego.
Nazajutrz przed świtem idziemy na planowaną Świstówkę. Niestety zaraz po wschodzie pogoda zaczyna się psuć, co rozwiewa nasze nadzieje na jakieś ciekawe zdjęcia.
No cóż, nie zawsze dostaje się wszystkiego, czego się pragnie. Tego weekendowego wypadu chyba jednak nie mam co żałować.
Pięknie opisane, ciekawie się czyta, samemu wracając wspomnieniami do Tatr.
Zachwycające po prostu, nic dodać nic ująć ;)
Jak zwykle dziękuję wszystkim za komentarze i słowa otuchy. Zapraszam do czytania kolejnych wpisów, które będą się ukazywały raz w tygodniu. Pozdrawiam!
gratuluje!
Sprawiłeś mi ucztę wizualną i literacką. Szacunek za taką odwagę i poświęcenie dla sztuki. Wszystko się opłaciło. Zdjęcia cudowne. Dzięki.
Świetne zdjęcia ! Ciekawy opis ! Pozdrawiam serdecznie :))
Cudowne wprost zarówno zdjęcia, jak i opisy. Aż szkoda, że części trzeciej nie ma... Jestem pod Olbrzymim Wrażeniem. I kuruj się Centaur, byś mógł jak najszybciej dzielić się swoimi wrażeniami z podobnych wypraw (też się "uczę chodzić" po zabiegu nogi, więc wiem, co to znaczy chcieć a nie móc... Trzymaj się) Pozdro :-)
Nie ma co żałować zapewne! Sesja udana niezwykle.Zawsze mam obawy z robieniem zdjęć przed zachodem w wysokich górach.Tu dochodzi jeszcze zima.Graty wielkie.
Zainteresowania: Fotografia, Podróże, Motoryzacja, Muzyka
| Forum: | ilość: 6 | punkty: 6 |
| Komentarze: | ilość: 39 | punkty: 39 |
| Konkursy: | ilość: 3 | punkty: 150 |
| Suma | 48 | 195 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.