¿Hablas español?

4 wrzesień 2009
¿Hablas español?

Czy mówisz po hiszpańsku?

Bo przydałoby się, jeśli się wybierasz do hiszpańskojęzycznej Ameryki:)

 

Trudno mi uwierzyć, że już dwa lata mijają, kiedy zapisałam się na kurs języka hiszpańskiego do szkoły językowej z myślą, że MOŻE KIEDYŚ pojadę do Hiszpanii,  albo jeszcze dalej... Przez dwa lata uczyłam się pilnie (dosyć) i okazało się, że umiem tyle, że da się przeżyć. Oczywiście przeżyje się też przy tym wiele ciekawych sytuacji związanych z niezrozumieniem czegoś, ale... ogólnie było dobrze:)))

 

Wyjeżdżając miałam pewne obawy JAK to będzie i stąd tez pojawiła się decyzja o spędzeniu tygodnia w szkole w Gwatemali. Jednak nawet zanim zaczęłyśmy szkołę to dogadałyśmy się i w szkole, i z naszymi wyłącznie hiszpańskojęzycznymi rodzinami i z naszym przewodnikiem po okolicach Xela.

 

Wspólną cechą szkół w Ameryce Centralnej jest to że każdy student ma własnego nauczyciela, a zajęć grupowych prawie nie ma. Ponieważ mam doświadczenia z aż trzech szkół językowych hiszpańskiego czas na małe porównanie i opis.

Jak słusznie pisało wiele osób na forach - to nie tyle chodzi o szkołę ile o nauczyciela. I to prawda, bo trzeba się jakoś z nauczycielem dogadywać jeśli ma się z nim spędzić kilka godzin każdego dnia.

 

Moje szkoły to:
Eureka (Quetzaltenango, Gwatemala) - 6 godzin dziennie. Zajęcia od 8 do 12 i od 14 do 16. Po zajęciach możliwość bezpłatnego uczestnictwa w różnych zajęciach dodatkowych. Cena za 5 dni zajęć (30h) + zakwaterowanie u rodziny z trzema posiłkami dziennie - 145 USD. Pojedyncze zajęcia 5 USD. Jeden dodatkowy dzień mieszkania u rodziny 5 USD. Szkoła nie ma nic przeciwko temu, żeby zajęcia odbywały się poza szkołą - co było bardzo fajne:) a w trakcie zajęć jest przerwa na coś słodkiego. Kawa i herbata - dostępne gratis przez cały dzień. Internet gratis. Nie byłam zadowolona z pokoju u mojej pierwszej rodziny - bez problemu zmieniono mi rodzinę - a druga rodzina była tak rewelacyjna, że tydzień w Xela zaliczam do najbardziej udanych tygodni wakacji.

 

One-on-One Tutoring (Leon, Nikaragua) - ta szkoła była inne niż wszystkie, bo proponowała zajęcia z kilkoma nauczycielami. 4 godziny dziennie - gramatyka, konwersacje, słownictwo, ćwiczenia - każde zajęcia z innym nauczycielem. Z opisu wyglądało świetnie, w rzeczywistości - porażka. Po jednym dniu zapłaciłam 20 USD i postanowiłam poszukać innej szkoły.

Szkoła oferowała też zakwaterowanie u rodzin - 13 USD za pokój (tylko jeden student u rodziny), trzy posiłki dziennie i pranie. Pieniądze płacone bezpośrednio rodzinie wiec mimo, że zrezygnowałam ze szkoły u rodziny zostałam na cały tydzień.

 

Spanish School Xpress (Leon, Nikaragua) - 4 h dziennie, rano lub popołudniu - 20 USD. Jeśli student chciał uczestniczyć w dodatkowych zajęciach pozalekcyjnych + 7 USD. W ciągu dnia kawa i herbata gratis. Internet dla studentów gratis.

 

W Leon po jednodniowych zajęciach w szkole, która mi sie nie podobała postanowiłam przejść się po kilku szkołach i wybrać taką która będzie mi odpowiadała. Pierwsza do której weszłam mnie nie zachwyciła bo za bardzo musiałam wyciągać informacje z pani w biurze. Druga do której trafiłam to właśnie Spanish School Xpress i już po krótkiej rozmowie z Angelicą, dyrektorką szkoły, wydawało, że na pewno mi się tam spodoba. A w momencie kiedy Angelica powiedziała, że w zasadzie to nie ma więcej nauczycieli i zajęcia będę miała z nią - wiedziałam, że dalej już nie muszę szukać. Zajęcia to nie była tylko zwykła nauka w szkole - w trakcie zajęć studenci często wychodzili poza szkołę. Jednego dnia byłam w grupie (trzech studentów+trzech nauczycieli), która poszła do tortillerii, gdzie robiliśmy tortille i rozmawialiśmy z kobietami, które tam pracowały. Innego dnia poszłam z Angelicą na miejscowy rynek gdzie ona opowiadała mi o miejscowych cenach owoców i warzyw, o życiu w Leon, gdzie spróbowałam miejscowych słodyczy a na koniec kupiłyśmy trzy arbuzy (pół dolara za trzy), które zabrałyśmy do szkoły. Inni nauczyciele też byli super - o czym mogliśmy się przekonać w trakcie zajęć pozalekcyjnych. Jedyna wada szkoły: zdominowana przez Holendrów;) Chociaż... okazało się, że jeden z Holendrów ma polskie korzenie i polskie nazwisko.

 

Ogólnie: dwa tygodnie, które spędziłam w szkołach były rewelacyjne. Nauczyłam się bardzo dużo i uważam, że taki sposób nauki jest świetny i jeśli tylko ktoś miałby czas przed długą podróżą to powinien spędzić przynajmniej tydzień w takiej szkole. Amerykanie mieli tu łatwiej - bo dla nich lot do Gwatemali to tylko 2-3 godzinny i wielu z nich przyjeżdżało wyłącznie do szkół językowych.

 

Większość osób w szkołach językowych to osoby, które zaczynają zupełnie od zera. Po pierwszym tygodniu ich wiedza to taki survival spanish - czyli hiszpański, który potrzebny jest im do przeżycia w podróży. To coś na co udało nam się na mówić na początku Renatę i Elwirę i.... radziły sobie później BARDZO dobrze!!!

 

Po dwóch tygodniach można już sobie porozmawiać na proste tematy, po trzech jest jeszcze lepiej... wszystko zależy od tego ile ma się czasu.

 

Mogę się tylko domyślać, że nie jest łatwo takiej osobie, która przyjeżdża z zerową znajomością języka i dopiero zaczyna się uczyć. Po pierwsze wielu nauczycieli nie mówi po angielsku, więc wszystkie wyjaśnienia są na podstawie obrazków lub na migi. Po drugie rodziny do których się trafia też najczęściej nie mówią w innym języku niż hiszpański. Ale właśnie dzięki temu postępy są szybko widoczne. Nie jest niestety łatwo - codziennie są prace domowe, trzeba coś powtórzyć, coś przygotować....

 

To świetny sposób na naukę języka, ale to nie jest tak, że wszystko wchodzi samo do głowy. Jedna z dziewczyn z którą mieszkałam na początku trafiła na nauczyciela świetnie mówiącego po angielsku i jak już to odkryła to... miała zabawne i wesołe lekcje bo sobie sporo gadali, ale nauczyła się naprawdę niewiele. Nawet Esperanza stwierdziła, że ona sie bardzo mało nauczyła. Z drugiej strony rozmawiałam na początku z Amerykaninem, z którym też mieszkałam, który uczył się hiszpańskiego od dwóch tygodni - i dało sie z nim dogadać, no ale on się naprawdę uczył.

  

Prawie wszyscy napotkani ludzie (miejscowi) wychodzili z założenia, że turysta coś tam umie po hiszpańsku. A nawet jeśli na początku pytali czy mówimy po hiszpańsku i słyszeli odpowiedź, że trochę to odpowiadali tak jakby słyszeli 'tak, świetnie':DD Z drugiej strony - większość powtarzała pytania dwa lub trzy razy jeśli była taka potrzeba. Hiszpański w Gwatemali był dla mnie o wiele łatwiejszy do zrozumienia niż ten w Nikaragui. Nie jestem w stanie powiedzieć na czym te różnice polegały, ale musiały być:) skoro do Nikaragui dotarłam po miesiącu podróży i wcale nie było łatwiej tylko trudniej.

 

Doszłam również do wniosku, że amerykańska wersja hiszpańskiego (nawet ta wersja z Nikaragui, z którą miałam problemy) podoba mi się o wiele bardziej niż wersja europejska. Po pierwsze: wymowa i brzmienie. A po drugie: podobało mi się, że jest tyle słów z angielskiego przez co czasami łatwiej mi było zrozumieć czy zgadnąć o co chodzi - a poza tym czy computadora nie brzmi lepiej niż ordenador? :D

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-09-15 12:10

    a jak bylo z czasownikami Tomar i Coger ? :)

  • Do moderacji
    2009-09-09 00:07

    Dzięki Ci MOnnika za te słowa " bardzo dobrze". No powiedzmy radziłam sobie. Całkowicie się podpisuję pod tym , że połączenie szkoły , (szczególnie ,że są to zajęcia indywidualne ) z mieszkaniem u rodziny to super metoda. Takie całkowite zanurzenie się w języku daje niesamowite efekty. Nawet trochę CNN po hiszpańsku rozumiałyśmy. Szkołę w Quetzaltenango polecam jak najbardziej...estoy muy contenta:-)

  • Do moderacji
    2009-09-06 21:58

    Dobry wieczór:) Jak to miło natrafić na blog, który zajął się tematem "La educación en America Latina". Ucząc się tej śmiesznej lenguy ukochanych przez moje ciotki telenoweli kolejny rok wiem, że każdy, kto włada tym językiem robi to w inny sposób. Nauczycielka mieszkająca pod Pirineos wprowadza w swoje wypowiedzi catalan, a Argentyńczyk z dzikim akcentem uzupełnia zdania zwrotami o nieznanym pochodzeniu. Meksykanie są leniwi i pewnie dlatego nie można ich zrozumieć. Cóż, mają za wielkie kapelusze. Pewnie przysłania im to trochę widok na rozmówcę. Życzę powodzenia w dalszym kształceniu! A jak nie wyjdzie - z Grekami i Amerykanami dogaduję się po polsku. Może nadszedł czas, by mieszkańcy Gwatemali i Nikaraguy nauczyli się języka Mickiewicza? ;)

  • Do moderacji
    2009-09-06 21:57

    Dobry wieczór:) Jak to miło natrafić na blog, który zajął się tematem "La educación en America Latina". Ucząc się tej śmiesznej lenguy ukochanych przez moje ciotki telenoweli kolejny rok wiem, że każdy, kto włada tym językiem robi to w inny sposób. Nauczycielka mieszkająca pod Pirineos wprowadza w swoje wypowiedzi catalan, a Argentyńczyk z dzikim akcentem uzupełnia zdania zwrotami o nieznanym pochodzeniu. Meksykanie są leniwi i pewnie dlatego nie można ich zrozumieć. Cóż, mają za wielkie kapelusze. Pewnie przysłania im to trochę widok na rozmówcę. Życzę powodzenia w dalszym kształceniu! A jak nie wyjdzie - z Grekami i Amerykanami dogaduję się po polsku. Może nadszedł czas, by mieszkańcy Gwatemali i Nikaraguy nauczyli się języka Mickiewicza? ;)

  • Do moderacji
    2009-09-06 18:01

    ale jak wyjeżdżamy to przynajmniej podstwawy powinniśmy znać. Liczyć do 10 i kilka podstawowych zwrotów.

  • Do moderacji
    2009-09-05 22:20

    system fajny:) - a że się zapomina? no szkoda, szkoda...

  • Do moderacji
    2009-09-05 15:05

    Oj, to chyba taka szkoła i taki system nauki dla mnie - anty-talencie do języków...Ileż szkół przeszłam ... ileż pracy w domu... a lingwista ze mnie żaden...

  • Do moderacji
    2009-09-04 23:59

    obce języki dobrze znać, chociaż pojedyncze słowa, ehhh, żeby tak ludzka głowa na stałe zapamietywała juz to co sie kiedyś raz nauczy albo to co sie przeczyta, to było by cos niezwykłego...

Amused

  • 3/5
  • Ranga: Wytrawny eksplorer
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Średnio zaawansowany

O mnie

Wszystko się zmienia tylko moje zamiłowanie do podróży jest niezmienne i za każdym razem z niecierpliwością czekam na kolejną podróż.
Zresztą...to nie musi być od razu wielka podróż - wystarczy czasami mały wypad.

Co jeszcze (akurat teraz) lubię?
- amerykańskie seriale kryminalne,
- skandynawskie kryminały (amerykańskie mi się znudziły ostatnio),
- fotografię (próbuję, pstrykam - różnie mi wychodzi:),
- hiszpański (uczę się pilnie),
- nurkowanie (ale tylko wakacyjno-rekreacyjne),
i wiele innych rzeczy:)

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 8 punkty: 90
Forum: ilość: 48 punkty: 48
Komentarze: ilość: 122 punkty: 122
Konkursy: ilość: 4 punkty: 200
Suma 182 460
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się