Obowiązującą walutą na Madagaskarze jest ariar. W ariarach dokonuje się wszelkich transakcji, przelewów, wypłat, wpłat, opłat i zapłat. Jakkolwiek tylko praktycznie. Bo choć fizycznie płaci się ariarami, Malgasz ciągle myśli w malgaskich frankach. To do tej waluty jest przywiązany. Płacąc myśli frankami, a ariary są tak przy okazji. Wielka wymiana walutowa miała miejsce około czterech lat temu. Wyrażam się tak nieprecyzyjnie, bo sami Malgasze nie potrafili mi jednoznacznie odpowiedzieć w którym roku wymienili franki na ariary. Kierowca taksówki utrzymywał, że było to cztery lata temu. Sprzedawca warzyw dawał słowo honoru, że to już pięć lat, jak wydaje resztę w ariarach. Nauczycielka słabym i przez podłe dzieci nadwątlonym głosikiem przekonywała mnie, że dopiero trzy lata nie ma franków w obiegu. No i w związku z tym wyciągnąłem średnią. Malgasze płacą, wydają resztę w ariarach, ale myślą jeszcze frankami. Dochodzi do takich sytuacji, że podają cenę we frankach, przyjmują zapłatę w ariarach i w ariarach wydają resztę. Na przykład: Ile kosztuje kilogram bananów? pytam 5000. Odpowiada sprzedawca. Wyjmuję 1000 ariarów i po zakupach. Albo inaczej. Pytam się taksówkarza ile kosztuje przejazd z A do B. 20 000. odpowiada. Targujemy się, staje na 12 000. A kiedy przychodzi do zapłaty jest problem, bo jak tu podzielić 12 000 na 5 (bo taki jest stosunek franka do ariara) . Trzeba mieć tęgi łep, albo kalkulator w kieszeni. Można mieć czasem wrażenie, że bogu ducha winny Malgasz chce cię oszukać, kiedy dociekasz ile dokładnie kosztuje ten napój. W ariarach. Sprzedawca otwiera usta, kieruje wzrok to na ciebie, to na niebo i myśli.Myśli. (Choć w tym myśleniu wygląda jakby taksował cię i kombinował na ile wyglądasz; ile można od ciebie zażądać). Myśli dłużej lub krócej (w zależności jaką miał frekwencję na lekcjach matematyki), ale zazwyczaj odpowiada. W ariarach. W miejscach, gdzie przebywa dużo turystów (Nosy Be, Tananarive, Antsirabe, Toliara, Diego Suarez), miejscowi przerzucili się już na nową walutę. Ale w innych miejscach za nic mają odgórne zarządzenie władz. Płacą ariarami, myślą we frankach. Wybitne przywiązanie do tradycji.
Cena podana jest tu we franku, który już de facto nie istnieje.
Żeby z franka wyszedł ariar podaną cenę trzeba podzielić przez 5. Wychodzi: misaika (prysznic) 200, mikaka (kupa) 100, mipipy (siku) 50.
Właściciel restauracji dla turystów podaje już ceny tylko w ariarach. Jaaaaka szkoda!!!
Ale dlaczego kupa jest dwa razy droższa niż siku? Zainteresowało mnie... Babcia klozetowa wchodzi i sprawdza co zostało w kiblu???
pomieszanie z zagmatwaniem, sama się już zgubiłam ;)
Zainteresowania: Fotografia, Podróże
| Quizy: | ilość: 1 | punkty: 9 |
| Forum: | ilość: 4 | punkty: 4 |
| Komentarze: | ilość: 98 | punkty: 98 |
| Konkursy: | ilość: 1 | punkty: 50 |
| Suma | 104 | 161 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.