Dzień 30 (~41 km)
Przełęcz Karkonoska - Szrenica - Przełęcz Szklarska (Jakuszyce) - Orle - Polana Izerska - Świeradów Zdrój (Czerniawa)
Nie przepadam za Karkonoszami i ich zatłoczonymi szlakami - i jak się okazuje z pełną wzajemnością, bo od rana gęsta mgła, wiatr, mżawka. Ale karkonoska aura nie była tym razem zbyt chytra - bowiem to, co zwykle jest przekleństwem tych gór, czyli tępe, wybrukowane ceprostrady, dzisiaj okazało się właśnie błogosławieństwem - mimo nikczemnej widoczności bez najmniejszych problemów dotarłem na Szrenicę, a następnie do Jakuszyc.
Czasem myślę, że we mgle lub ciemności idzie się nawet lepiej niż wtedy, gdy dopisuje pogoda, a góry mamią perspektywą. Jak kilka dni temu, kiedy minąłem Pasterkę, a na horyzoncie ukazał się charakterystyczny masyw Śnieżki - wiedziałem, że wejdę na nią dopiero za kilkadziesiąt godzin, co z pewnością nie podziałało na mnie zbyt mobilizująco. We mgle zawsze masz do pokonania raptem kilkadziesiąt metrów, a jest to dystans na siły i zamiary nawet najbardziej zmęczonego turysty.
Ale o mały włos mgła nie spłatałaby mi złośliwego psikusa. Niewiele brakowało, a nie zauważyłbym Chatki Górzystów, kultowego schroniska w pobliżu Polany Izerskiej. Nie dałem się jednak wykiwać i moja czujność została nagrodzona przepysznym jagodowym naleśnikiem na cieście biszkoptowym oraz niezwykle pożywnym kapuśniakiem na żeberkach. Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że była to najlepsza zupa serwowana na dystansie tysiąca kilometrów od Przełęczy Użockiej.
Dzień 31 (~45 km)
Świeradów Zdrój (Czerniawa) - Frydlant - Bogatynia - Opolno Zdrój - Kopaczów - Porajów - Zittau
W Świeradowie jedno było już dla mnie jasne - mimo że do celu pozostało ponad 40 kilometrów, nie będę się rozdrabniał i spróbuję ostatni etap przejść w jeden dzień. Po prostu nie usiedziałbym w żadnym schronisku, choćby oferowało najlepszy wikt i opierunek, spa, fitness, masaż, Internet i Bóg wie co jeszcze.
Nie tylko chciałem skończyć wycieczkę tego dnia, ale również zdążyć na wieczorny pociąg do Wrocławia. Wstałem więc o 3 rano, nienerwowo, wręcz pedantycznie spakowałem plecak, uprzednio skonsumowawszy wszystkie zapasy, aby był jak najlżejszy, i godzinę później raźnie ruszyłem w kierunku mety. 12 września 2009 roku, na trzy dni przed moimi 38 urodzinami, o godzinie 13:05 doszedłem do słupka granicznego nr 1, czyli trzeciego i ostatniego trójstyku granic na mej trasie.
Czy czułem radość, satysfakcję, euforię? Tak, ale bardzo krótko. Dosłownie kilkanaście sekund, ale żadnych podskoków, okrzyków, przemówień na cztery strony świata. Potem nagle cała wycieczka wydała mi się całkowicie nierealna, miałem wrażenie, że trwała raptem kilka dni, jeden dłuższy wakacyjny weekend - i że to w sumie nic nadzwyczajnego. Że każdy mógłby to przejść. Wystarczy odrobina samozaparcia, nieco uczciwych przygotowań, szczypta doświadczenia i łut szczęścia, a przynajmniej brak pecha. Udało się, bo przysłowiowy łut szczęścia miał w moim wypadku 1039 kilometrów długości.
Posiedziałem chwilę nad brzegiem Nysy Łużyckiej, zrobiłem kilka fotek i, zanim ruszyłem w stronę Zittau, wysłałem znajomym prostego, ale wyczerpującego temat SMS-a:
30 dni 19 godzin 48 minut
Gratuluję i zazdroszczę samozaparcia. Opis całej trasy przeczytałam jednym tchem. W wielu tych miejscach byłam w innych nie-ale to nie znaczy że nie zdąrzę.... pozdrawiam serdecznie i czekam na dalsze wyprawy.Ania
Bardzo krótkie i trafne podsumowanie na koniec wędrówki :) Gratuluję przejścia i trzymam kciuki za kolejne! Marzeniom trzeba wychodzić naprzeciw, a reszta najczęściej jakoś się ułoży. Może Karpaty? Łukasz Supergan
Gratulacje! :-)
Widzę i opisuję ;-)
Zainteresowania: Kultura, Nauka, Podróże, Trekking, Literatura
| Komentarze: | ilość: 30 | punkty: 30 |
| Suma | 30 | 30 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.