Dzień 29 - O promie, formalnościach i morale

Zastanawialiśmy się, jakby to było z formalnościami bez Hameda. Niestety dowiedzieliśmy się. To była ostatnia sprawa do załatwienia w Iranie: zapakowanie motocykli na prom do Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Dotarliśmy do Bandar Abbas, gdzie jest dwa razy goręcej niż w Tabrizie. Żar bucha z rozżarzonego „Bandarabucha". 37 stopni w cieniu, na słońcu brakuje skali. Punkt pierwszy imprezy - kupno biletów. Dostajemy kwitek do zapłaty w banku, osobny na motocykle i osobny dla nas. Zapłacenie każdego z nich zajęło po 40 minut, mimo że nie było kolejki. Ale schody dopiero się zaczynały.

Na każdej granicy poza Unią Europejską trzeba podstemplować carnet de passage, zezwalający na przewóz motocykli. Chodzi o to żebyśmy ich „na lewo" nie sprzedali. Dostaje się stempel przy wjeździe i wyjeździe. Przy wjeździe trwało to długo, bo prawie godzinę. Przy wyjeździe… 7 godzin.

Nie mam pojęcia co ci ludzie wyprawiają z dokumentami. Zaczyna się od tego, że potrzebny jest jakiś świstek o którym pierwszy raz słyszymy. Świstek ma swój podświstek, zaświstek i aneks do aneksu tego drugiego. Kompletne pomylenie z poplątaniem. Urzędnik który to załatwiał był wykończony, choć dotąd nie mam pojęcia czym.

Tę samą procedurę musiał przejść  z nami Niemiec, który wracał z Dubaju do Niemiec, po rocznym kontrakcie. Zjeździł na motocyklu prawie cały Bliski Wschód. Chciał nawet kupić w Dubaju Tenerkę, ale nie mają. Phi. Ale mają za to 30 bentleyów Veyronów, ciekawe czy uda nam się spotkać jakiegoś.

Wracając do naszych formalności ,czekanie przeciągało się w nieskończoność i ciągle nie było wiadomo na co tak naprawdę czekamy. Mają takie przepisy, że nawet Paragraf 22 przy tym wysiada.  Bieganie z jednego pokoju do drugiego, kręcenie głowami, wracanie, dzwonienie i tak bez końca. Jedyną rozrywką w tym wszystkim było przepytanie mnie na temat wizerunku prezydenta Ahmadineżada w Europie. Jak słusznie doradziła jedna ze słuchaczek bez mrugnięcia przyznałem, że jest w Europie popularny. Bardzo ich to ucieszyło. W piątek wybory, strasznie jestem ciekawy czy Ahmadineżad utrzyma się przy władzy czy wygra Musawi.

W pewnym momencie, po 8 godzinach, facet który się nami zajmował wyskoczył z  biura i dał znać, że mamy już wszystko. Motocykle stały w szklarni z ogórkami. To znaczy tak naprawdę stały w hangarze z lexusami, ale warunki w środku zdecydowanie kwalifikowały to pomieszczenie do szklarni ogórkowej. Po 5 minutach przepakowywania straciłem więcej wody niż bokser przy zrzucaniu wagi przed walką. Wyjście na 37-stopniowy upał było więc przyjemnością.

 Motocykle wjechały na statek, wróciliśmy do biura i… jakiś młodziak chciał nam wmówić, że stempel  jest nie z tej strony. Tomek w ułamku sekundy zniszczył go wzrokiem i gość ustąpił. Chwilę później przybiegł ten pierwszy, że za załatwienie wszystkich formalności należy się jeszcze 40 euro. Tego było już za wiele. Gdyby dał znać wcześniej, że zrobi to w 30 min za 40 euro to może może, ale tak. Tomek powiedział, że nie ma mowy i że wykonywał swoją pracę więc niech spada. I słusznie.

A wiecie co się stało z Niemcem. Zapłacił 50 USD za załatwienie spraw, zajęło mu to tyle samo czasu co nam, a jak poszedł odebrać swój motocykl to okazało się, że złamali mu kluczyk w stacyjce! Wniosek na przyszłość - płacić po a nie przed. 

Michał 

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2009-06-12 11:25

    No to niezle,prawie kak w Polsce,formalnosci kupa ,a zysku ....

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się