Dzień 14, 15, 16, 17

30 sierpień 2009
Dzień 14, 15, 16, 17

Dzień 14 (~29 km)
Ždiar - Łysa Polana - Zakopane

Niby znów chciałem odpocząć, a i tak zrobiłem grubo ponad 20 km. Wyprany, wykąpany, wysuszony podążyłem do Zakopanego. I wreszcie miałem okazję porządnie przyjrzeć się Ždiarowi, bo w poprzednich dniach przemykałem przezeń tylko późnym wieczorem lub w nocy. I Ždiar zmienił się bardzo. To już nie ta sama wioska pełna góralskich chałup, coraz więcej tu pensjonatów i kwater na modłę bawarsko-zakopiańską. A turysta z Polski - to mnie zaskoczyło najbardziej - przestał być klientem drugiej kategorii jak jeszcze kilka lat temu (mógłbym przytoczyć sporo przykładów). Co rusz trafimy na reklamy i ogłoszenia po polsku, w zasadzie wszędzie można płacić złotówkami (dotyczy to całego pogranicza). Wyjaśnienie tego fenomenu jest dość proste: silne euro i światowy kryzys gospodarczy. Pani Margita opowiadała, że szaleństwo tanich kredytów dotarło również do Ždiaru i kto żyw brał duże pieniądze pod zastaw cennej ziemi i stawiał pensjonat, restaurację lub hotel, licząc, że inwestycja szybko się zwróci dzięki szerokiemu strumieniowi turystycznych pieniędzy. A tu figa z makiem. Po wprowadzeniu euro i krachu na giełdach Słowacja przestała być tak atrakcyjna dla Polaków, a i inne nacje tradycyjnie wędrujące w Tatry, głównie Czesi, Węgrzy i Niemcy, również zaczęły liczyć i oszczędzać. Trzeba było więc przeprosić się z Polakami i trochę o nich pozawalczać. I tak oto światowy kryzys gospodarczy przyczynił się do poprawienia mojego samopoczucia.

Ale i tak od tych wszystkich wymuskanych domków wolę prosty dom pani Margity. Jeżeli ktoś nie oczekuje bizantyjskich luksusów, ceni sobie ciepłą atmosferę, swobodę, rozsądne ceny i wystarczy mu umiarkowany komfort, to podaję współrzędne:

Margita Slebodová
059 55 Ždiar 203
Tel. (052) 44 98 090

Warto wcześniej zadzwonić i upewnić się, że są wolne miejsca. Dogadać się jest bardzo łatwo. Słowacki jest w ogóle bardzo prosty. Wystarczy wolno mówić po polsku i każde zdanie kończyć śpiewnym "hej".



Dzień 15 (~37 km)
Zakopane - Gubałówka - Szeligowski Wierch - Ciche-Żaki - Czarny Dunajec - Piekielnik - Jabłonka

Ludzie, których spotykam, najczęściej dziwią się, że idę sam. "Nie boi się pan?" - pytają. A ja dziwię się, że się dziwią, bo niby czego tu się bać? Najbardziej niebezpieczne drapieżniki, pijane dresy za kółkiem, politycy, pracownicy marketingu w wielkich korporacjach, agenci ubezpieczeniowi, akwizytorzy wszelkiej maści (ze szczególnym uwzględnieniem tzw. niezależnych doradców finansowych), programiści na motocyklach, wszyscy oni zazwyczaj żerują daleko ode mnie. Bardziej się bałem mijając na Krupówkach naćpanych nastolatków niż słysząc wilki pod Dziurkowcem. Ale w tym chodzeniu z kimś musi być jakaś zabawa, skoro tak ludzie pytają. Muszę kiedyś spróbować.

Z drugiej strony takie dłuższe wyprawy nie byłyby możliwe bez moralnego wsparcia z zewnątrz. Nie tylko moralnego zresztą. Wyjechałem mając resztkę oszczędności w kieszeni, bo prawie cały budżet poszedł na sprzęt. Liczyłem, że w międzyczasie przyjdzie pensja, ale albo za dużo jem, albo za szybko idę, albo na odwrót, w każdym razie przeliczyłem się i do Krynicy dotarłem mając raptem 50 zł przy duszy. Szybkie przelewy, najpierw od mojego taty, a tydzień później od Rafała, uratowały imprezę. Jak to było? "Kochane pieniążki przyślijcie rodzice"?

Więc wsparcie jest - choćby w pokrzepiających SMS-ach od Magdy, Roberta i Michała. Od razu idzie się lepiej. Ale i tak największy ciężar wyprawy spoczywa na barkach taty i Magdy, bo to oni podczas mojej nieobecności opiekują się moimi kotami. Wcale im nie zazdroszczę. Szczerze powiedziawszy, to jest dopiero wyczyn - okiełznać przez miesiąc dwóch szaro-burych płatnych morderców.



Dzień 16 (~32 km)
Jabłonka - Lipnica Mała - Koci Zamek - Lipnica Wielka - Przywarówka - Babia Góra (Diablak) - Mała Babia Góra - Tabakowe Siodlo - Przełęcz Głuchaczki

Miałem nadzieję, że podczas wycieczki uda mi się skończyć nową książkę, ale poważne pisanie i chodzenie na takich dystansach raczej wykluczają się. Mój wydawca będzie niepocieszony. Mam wrażenie, że łażąc po górach 20 lat temu miałem jednak nieco więcej doniosłych przemyśleń. Teraz myśli oscylują wokół kilku prostych wyrazów: jeść, pić, spać, szczać, umyć się. Cieszą proste czynności i zdarzenia, jak wczoraj, kiedy udało się wreszcie kupić u śwarnej góralki dwa litry świeżego mleka prosto od krowy. Dobrze, że nie widziałem siebie z zewnątrz, bo prawdopodobnie byłem żywą ilustracją powiedzenia "Cieszy się jak głupi do sera".

Zresztą z tym mlekiem to większa awaria. Kiedyś właściwie w każdej chałupie można było tanio i bez problemu kupić dzbanek mleka, kilka jaj, czasem ser. Teraz nie bardzo. Próbowałem kilka razy, ale udało się dopiero na Podhalu. Bo rano podjeżdża mleczarnia i zabiera to, co dobre, żeby rozwodnić, rozmydlić, pogorszyć i sprzedać cztery razy drożej.

Jeść, pić, spać. Jak pisał Ezra Pound: "Kiedy człowiek naprawdę myśli i czuje, to duka proste wyrazy".



Dzień 17 (~16 km)
Przełęcz Głuchaczki - Przełęcz Glinne - Hala Miziowa

Od rana ciężki deszcz i bolesna chwila prawdy: jestem kompletnie nieprzygotowany na taką pogodę. Pałatka w strzępach, parasol wyrzuciłem, nie mam nic nieprzemakalnego. A w górach już czuć jesień. Walory turystyczno-krajoznawcze wycieczki ustąpiły pięciogodzinnej walce ze ścianą deszczu. Co tu podziwiać, kiedy widoczność w porywach sięga 50 metrów? Krowy we mgle?

Ale spokojnie, nie mam ambicji pisania przewodnika. To jest blog, czyli osobisty dzienniczek faceta, którego wręcz śmieszą relacje z wypraw w dużej mierze przepisane z map, przewodników i folderów oraz okraszone informacjami, które każdy średnio rozgarnięty gimnazjalista może ściągnąć z Internetu. Jeżeli Szanowny Czytelnik tego właśnie oczekuje, to polecam Wikipedię. Hasło: Beskid Żywiecki.



  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2009-09-14 18:21

    @kwiatek - Absolutnie się nie zgadzam. W wielu gospodarstwach jest jakaś krowa lub dwie. Nie zaobserwowałem naocznie dramatycznego spadku pogłowia wołowiny! Myślę, że jest wręcz przeciwnie - dzięki normom unijnym mniejsi hodowcy mogą spokojnie sprzedać mleko, bo mają zapewniony zbyt, a mleczarnia jakość. Moje utyskiwania są uzasadnione tylko z perspektywy pieszego turysty, bo dla rolników obecna sytuacja, kiedy odbiorca co rano przyjeżdża po towar, jest, jak się domyślam, znacznie bardziej komfortowa niż za komuny. Moje rozmowy z góralami w Cichej na Podhalu, którzy gospodarują z dala od mleczarni i w związku z tym nie mają ułatwionego zbytu, dodatkowo to potwierdzają. No, ale oni z kolei mają oscypkowe zagłębie za miedzą ;)

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-08-31 16:55

    No to teraz już jesteś sławny: http://deser.pl/deser/1,83453,6983714,O_polskim_Yeti_pisze__The_Sun_.html

  • Do moderacji
    2009-08-31 11:47

    teraz już nie ma krowy z każdym gospodarstwie bo tego co komuna nie mogła zniszczyć przez 50 lat unia zniszczyła w 10 lat. Niezależnie nie czy masz tylko 1 krowę czy 100 i tak musisz spełniać te same wymagania unijne. Dlatego coraz mniej jest gospodarstw z przydomową hodowlą zwierząt.

te_em

  • 0/5
  • Ranga: Początkujący odkrywca
  • Płeć:Mężczyzna
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Widzę i opisuję ;-)

Zainteresowania: Kultura, Nauka, Podróże, Trekking, Literatura

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 30 punkty: 30
Suma 30 30
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się