Do widzenia Wam, canto cantare

19 sierpień 2010
Do widzenia Wam, canto cantare

Ostatni dzień w Chengdu Panda Base mogłabym opisać jednym słowem: Chaos. Jeszcze przed wejściem do biura Huang He zleca mi zredagowanie i edycję publikacji o dwóch populacjach pandy wielkiej żyjących wysoko w górach na północy Syczuanu. "Nie ma sprawy" - mówię i w moich rękach ląduje prawie 30-sto stronicowy plik papieru. W biurze nie było wiele czasu na relaks. Ba! Zanim zdążyłam się rozpakować, zapukała Zhang Liang z prośbą o pomoc w przygotowaniu sali na wykład o statystyce. Żaden problem -  mój altruizm nie miał granic. 

Kiedy w końcu znalazłam chwilę czasu dla siebie, okazało się, że to właśnie ta chwila, w której trzeba się wybrać na lunch. Chiński lunch ma to do siebie, że załatwia się przy nim wiele spraw, więc przed opuszczeniem stołówki byłam umówiona z Huang He na analizowanie danych z jego projektu i z Hou Rong na prezentację moich wyników. Wyników, które wciąż nie były opracowane. Ale to okazało się być najmniej ważne.

Wykład o statystyce przeprowadzał amerykański profesor: Simon Jakiśtam (ach, moja słaba pamięć do nazwisk!). I choć nie jest to moja ulubiona dziedzina (tak jakbym lubiła jakąkolwiek dziedzinę biotechnologii ;-)), nie mogłam przepuścić okazji do rozmowy w dobrze znanym mi języku. Podczas czterech godzin wykładów, z czego większość czasu przypadała na tłumaczenie z angielskiego na chiński, jedyną rzeczą, na której potrafiłam się skupić, było zastanawianie się, jak bardzo niegrzeczne będzie wyjście w samym środku tych wszystkich interesujących wywodów. Przyzwoitość i fakt, że poza tą salą i tak czeka mnie ogrom naukowej roboty, nie pozwalały mi opuścić sali. Tym sposobem dotrwałam do końca wiecznie trwającego wykładu, a zagraniczny gość w końcu zwrócił na mnie uwagę. 

- Cześć, jestem Simon. Wiesz może, gdzie mógłbym się zatrzymać za niewielkie pieniądze, bo chciałbym zostać w Chengdu przez kilka dni.

Zanim zdążyłam mu opowiedzieć o moim cudownym hostelu, w którym za 30RMB oferują nowy pokój z łazienką i balkonem, Hou Rong krzyknęła z drugiego końca sali:

- O, Simon. My zarezerwowaliśmy dla Ciebie hotel. W samym centrum miasta, w tybetańskim stylu.

- Dzięki. A ile będzie mnie to kosztowało, bo nie chciałbym czegoś luksusowego, wystarczy mi najprostsze wyposażenie.

- 495RMB, ale Baza zapłaci za wszystko.

- O nie, nie, nie. To bardzo miło z waszej strony, ale muszę odmówić.

- Nie ma mowy, już wszystko jest ustalone.

Wymiana tych grzecznościowych, przesłodkich zwrotów trwała chyba dłużej niż sam wykład. Sama nie wiem, dlaczego chciałam doczekać do jej końca. Może przez to frustrujące uczucie, że 500 yuanów to mój 10-dniowy budżet? Może dlatego, że te pieniądze można by było przeznaczyć na badania, pokłady bambusa, czy kilogramy jabłek? A może dla samej dzikiej przyjemności patrzenia na to, jak Chińczycy, z uporem maniaka, kłaniają się Simonowi w pas, oferując mu nie tylko hotel, ale też obdarowując go tysiącem prezentów: pluszowe panda dla dzieci, kubek dla żony, kalendarze, notatniki, długopisy, pocztówki, breloczki - po krótce, wszystko, co można dostać w pandzim sklepie z pamiątkami. 

Na korytarzu, kiedy wszystkie podziękowania i gorące słowa dobiegły końca, zaczepiłam Hou Rong:

- Przepraszam, chciałabym jeszcze przedstawić Pani wyniki moich badań.

- Ach, tak. Faktycznie, byłabym zapomniała. Proszę szybko do biura, ma pani 5 minut.

W pięć minut nie da się za wiele przedstawić z całego miesiąca pracy. Skończyło się na tym, że zostałam poproszona o zostawienie wyników, zdjęć płytek mikrobiologicznych i moich wniosków na biurku. Odrobinę zbita z tropu tym brakiem zainteresowania, pożegnałam się z Zhang Liang i Sarą, które zrobiły dla mnie niesamowicie wiele i kiedy tylko byłam w potrzebie lub potrzebowałam wyładować złość przy piwie, zawsze były tam dla mnie. 

Pakowanie przebiegało jak zwykle w pośpiechu. 20 minut do odjazdu pociągu, a ja dopiero opuszczam hostel. "Gdzie są te cholerne taksówki?!" Nie mogłam się spóźnić na ten pociąg, po prostu nie mogłam. I nie spóźniłam się. 5 minut przed odjazdem byłam przy bramce. Udało się! Welcome to Yunnan. 

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-08-21 19:19

    Oj nie, dosyć już pand na najbliższe kilka lat ;-) Trzeba zacząć odkrywać nowe, ciekawsze miejsca, bo laboratorium chyba nie jest dla mnie.

  • Do moderacji
    2010-08-21 15:35

    Ciekawe miałaś praktyki. Nie szkoda Ci, że się skończyły, czy może cieszysz się, że już nie masz tylu obowiązków? Będziesz tęsknić za pandami? ;]

martynaoj

  • 1/5
  • Ranga: Miłośnik wojaży
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Początkujący naukowiec, zawzięty poszukiwacz przygód, miłośnik sportu - to właśnie ja.

Zainteresowania: Nauka, Podróże, Pływanie., Chiny, Tour de france

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 11 punkty: 84
Komentarze: ilość: 7 punkty: 7
Konkursy: ilość: 1 punkty: 50
Suma 19 141
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się