CZECHO-SŁOWACKI ZLATY BAŻANT. (48)

Rano zwinęliśmy się ze Zlatych Piasków przepisowo, ale wszyscy czuliśmy się jak… muchy w smole? Trudno znaleźć słowa opisujące to, co czujemy w drodze powrotnej z naszych wojaży, gdy już dobrze wiemy, że tam – zaraz za zakrętem – jest już Polska, dom. Myślę jednakże, że jest to uczucie nieobce wszystkim innym podróżnikom. Czas jakiego, ja osobiście, potrzebuję na oswojenie się z tym uczuciem jest na tyle długi (okres przejazdu z Turcji do Polski) – że przeraża mnie myśl o zrobieniu tej samej trasy samolotem – za szybko! Dostałabym jakiejś zapaści albo pogrążyła się w otchłani rozpaczy! I nie ja jedna tak czuję, myślę, że to dlatego tak kochamy podróże samochodowe!?! ;)

W Bratysławie odwiedziliśmy jeszcze… TESCO ;) w celu zakupienia leków przeciwbiegunkowych – nasz ogromny zapas zdążył się wyczerpać! Rzuciło się nam w oczy, że miasto bardzo się zmieniło – urosło, rozwinęło się, wypiękniało… Policzyliśmy, że zwiedzaliśmy Bratysławę (tak żeby zwiedzać,
a nie przejeżdżać, czy wpaść po coś)… całe długie JEDENAŚNIE LAT TEMU (1998 – „Stolice Europy”)!!! Trzeba by chyba kiedyś poodnawiać kilka Europejskich miejsc. Z ciekawostek: ceny jedzeniowo-papiernicze (mimo iż w Euro) wyglądały mi na sporo niższe niż w Polsce!

Mały (ale już niedługo, niższy ode mnie o marne… 4 cm?!) Jaś dalej strasznie źle się czuł… Objawy miał bez zmian. Na stacjach benzynowych… „rojno”, bo to się już nie nazywa „tłoczno”. Do tego nadal bardzo międzynarodowo! Austriacy, Czesi, Węgrzy, Słowacy, Polacy, Turcy, Słoweńcy, Ukraińcy, Niemcy i Rumuni… I na pewno jeszcze kogoś pominęłam.   

Zaraz po 12 niepostrzeżenie przedostaliśmy się do Czech. I tu czekała nas wielka „niespodzianka”,
a może raczej rozczarowanie? Do zeszłego roku kupowaliśmy zarówno na Słowacji, jak i w Czechach – „Zlatego Bazanta”. Śmialiśmy się zawsze, z mocnym przymrużeniem oka, że jest on po prostu  Czecho-Słowacki. Tyle, że… nie wiem jak innym, ale mnie się ta marka zawsze kojarzyła tak naprawdę z Czechami… A tu? Na Słowacji kupiłyśmy takie, na którym pisało dumnie – „ORIGINAL SLOVAK BEER”, w Czechach powinno było na nas czekać identyczne, tyle, że z „CZECH” zamiast „SLOVAK”.
A tu?! Jak to szło… „ORIGINAL SLOVAK EXPORT BEER”, a czeski tylko dystrybutor na tylnej etykietce małymi literami… Poczułam się trochę dziwnie. Czyżby się w końcu dogadali w sprawie „marki”?!

Do Polski wjechaliśmy zaraz przed zachodem słońca, a do Wrocławia dotarli już po zmroku… Home sweet Home? Hmmm…  

  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-09-17 11:35

    Uwielbiam Złotego Bażanta i Słowację :)))

  • Do moderacji
    2009-09-15 00:50

    A pomysł z kominkiem bardzo mi się podoba! Choć tak najbardziej, to marzy mi się... podłoga...

  • Do moderacji
    2009-09-15 00:50

    Ach, my już nie pierwszy raz to przechodziliśmy :) Dziękujemy za troskę :) Na szczęście wszystko już gra i śpiewa :)

  • Do moderacji
    2009-09-11 09:14

    "w celu zakupienia leków przeciwbiegunkowych – nasz ogromny zapas zdążył się wyczerpać!" Proponuje zrobić badania na obecność pasożyta ameby w organizmie... właśnie tak czasami się objawia... Podróżując i pijąć wodę z różnych zródeł wcale o to nie trudno... Pozdrawiam, Beata

  • Do moderacji
    2009-09-03 15:19

    znam takich co z Włoch przywieźli "trochę" kamieni i obłożyli nimi kominek w salonie. Wygląda niepowtarzalnie, ale jakby była kontrola graniczna to ciekawa by była mina celnika.

  • Do moderacji
    2009-09-01 00:27

    Hmmm... :) prawda! Czuję się jakby to napisał ktoś znający nasze wojaże na wylot ;)

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-08-31 15:32

    Samochód :D Nie trzeba wysyłać zakupionego dywanu pocztą (a potem modlić się całą drogę, żeby doszedł na nasz adres... a nie tego pana w okienku, w którym go nadawaliśmy), można sobie powyrywać po drodze trochę kaktusów i bezpiecznie je gdzieś ukryć (żeby mieć żywą pamiątkę), przywieźć ile się chce alkoholu (żeby przyjaciele zasmakowali tamtych stron), no i do bagażu (który nie musi ważyć 20/15 kg) można wpakować tyle muszelek, że dałoby się nimi wyłożyć ściany w łazience, kuchni... i ozdobić nimi samochód :D

  • Do moderacji
    2009-08-31 11:54

    ja wolę wracać samochodem, jest się bardziej niezależnym i więcej zakupów można zrobić :-)

  • Do moderacji
    2009-08-30 20:13

    A może. Wszystko się dzieje za szybko żeby zrozumieć "co jest grane?" :)

  • Do moderacji
    2009-08-30 20:08

    Wydaje mi się, że pod tym względem samolotem wraca się łatwiej niż samochodem. Samochodem jakoś tak zawsze jest smutno:(

juthere

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Minimum nadmiernych wygód i maximum przygód i świata, to nasze motto ;)

ZAPRASZAMY WKRÓTCE (październik/listopad 2009) NA: http://juiran09.wordpress.com/

A JUŻ NA: http://jutherejuhere.wordpress.com/funny-stuff/ - śmieszne teksty z podróży Syria&Jordania 2007.

Sitem płynęli, po morzu płynęli,
Sitem płynęli po morzu.
Mimo przyjaciół uwag i rad,
W burzliwy, wietrzny, niebezpieczny świat
Sitem płynęli po morzu.

A gdy odbili od brzegu w swym sicie,
Wszyscy krzyknęli: "Wy się potopicie!"
A oni: "Płyniemy na wiatry i burze.
Co tam, że sito nasze nie jest duże,
My sitem płyniemy po morzu." :)

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 51 punkty: 51
Publikacje: ilość: 1 punkty: 30
Prenumeraty:   punkty: 200
Suma 52 281
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się