- Wszystko się zmienia. Na korzyść. – z zadowoleniem podsumowała naszą rozmowę Ly, dwudziestoletnia studentka transportu lotniczego. Poznałyśmy się w pociągu w drodze z Pekinu do Datong. Po trzech godzinach nieśmiałego przyglądania się i wdzięczenia, odważyła się odezwać. Przedstawiła mi się jako Patricia. Azjaci, którzy zaczynają uczyć się angielskiego, mają w zwyczaju wybieranie sobie zachodniego imienia. Czasem robi to za nich nauczyciel. Wszystko po to, by cudzoziemcowi łatwiej było zapamiętać imię rozmówcy oraz by taki Azjata lepiej i bardziej swojsko czuł się obcując z Europejczykiem czy Amerykaninem. Zawsze mnie to trochę śmieszyło. Szczególnie wtedy, gdy żółtoskóra osoba po przyjeździe do Polski, z myślą, że spędzi tu trochę czasu, wybierała sobie słowiańskie imię, którego zresztą używała. Jakże komiczna była to sytuacja, gdy słyszałam rozmowę telefoniczną pewnego koreańskiego dyplomaty, który trzymając słuchawkę przy uchu zaczął dialog „Cześć! Tu Czarek mówi”, albo gdy dowiedziałam się, że znajoma stuprocentowa Azjatka dla znajomych jest Krysią. Jest w tym jakiś zgrzyt audio-wizualny między doborem imienia a twarzą osoby, która je przyjmuje. Nienaturalność bije po oczach. Stąd też zawsze proszę o podanie (i napisanie) prawdziwego imienia i staram się je używać, nawet jeśli do najprostszych nie należy. W przypadku Ly problemu nie było.
Wracała akurat do domu. Pociąg z Pekinu wyruszył o dwunastej w południe. Do rodzinnego miasta miała dopiero dojechać popołudniu następnego dnia. Czekała ją długa droga na siedząco w klasie „soft seat”. W stolicy tylko studiuje, ucząc się przy okazji pilnie angielskiego i szukając możliwości jego praktykowania. Chciałaby kiedyś móc pracować w zawodzie, na lotnisku, mieć kontakt ze światem. Żądna wiedzy, żądna rozwoju.
- Ktoś mi powiedział, że młodzi Chińczycy uczą się angielskiego, ale w większości nie do końca wiedzą po co, nie widzą sensu. Jak to jest?
- Myślę, że sens widzą. Problem w tym, że nie wiedzą jak i gdzie tego angielskiego użyć. Zdają sobie sprawę, że w tym całym procesie uczenia bardzo ważne jest mówienie, ale nie wiedzą z kim mają ćwiczyć. W ich codziennym życiu ludzie mówią głównie wyłącznie po chińsku. Ale to pewnie się zmieni. Teraz ludzie przywiązują wagę do wykształcenia. Kiedyś tak nie było, bo większość nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ważna jest edukacja. Ci, którzy chcieli się uczyć, nie mieli z kolei pieniędzy na szkołę. Obecnie i rząd i społeczeństwo wie, jak ważna jest nauka. Pozakładano wiele szkół. Rodzice bardzo koncentrują się na edukacji swoich dzieci. Analfabetyzm bardzo spadł.
- To dobrze, że moja chińska generacja ma taką świadomość – pomyślałam. Jak wiele się jeszcze zmieni, gdy ten kraj wychowa dwa, trzy wyedukowane pokolenia. Dziadkowie Ly prawdopodobnie są niepiśmienni. Większość starszych Chińczyków nie potrafi czytać ani pisać. Nie mieli możliwości się nauczyć. Jedynie mała grupa starszych osób posługuje się znakami.
Przypomniała mi się pewna sytuacja. Jedna z tych, w których usilnie próbowałam z A. znaleźć drogę do Podziemnego Miasta. To było w Pekinie, w okolicy zabudowanej hutongami, które są masowo wyburzane, wypierane przez nowoczesne apartamentowce i biurowce. Wszyscy pochowani w swoich tradycyjnych chatkach, gdzieniegdzie tylko jakiś rubaszny Chińczyk w przykurzonym podkoszulku, który nie umiał w żaden sposób nam pomóc. W końcu na horyzoncie pojawiła się pogodna babcia. Pokazałam jej, czego szukamy. Roześmiała się, ale chcąc stanąć wysokości zadania, wzięła kartkę. Przyglądała się uważnie znakom, wodząc po nich palcem i za każdym razem stukając w jeden z nich wypowiadała jego czytanie na głos. Reszty nie znała. Po minucie czy dwóch uśmiechnęła się, kiwnęła głową na znak, że nie potrafi odczytać i oddała zapiski.
Obecnie w Chinach jest obowiązek minimum dziewięcioletniej nauki. Wszyscy muszą uczyć się pisać i czytać.
A polska edukacja zmierza w kierunku dziadka Ly.
to no my też możemy być nativami w Chinach - państwo pełne sprzeczności i zawsze cię zaskoczy.
To prawda, poziom edukacji w CHinach się podnosi, a szczególnie w dużych miastach kładzie się nacisk na naukę angielskiego. Niektórzy mają własną metodę, aby móc poćwiczyć sobie angielski. Pewien student w Pekinie dosłownie czatował na turystów przed mauzoleum Mao i zagadywał wszystkich po kolei , mając nadzieję na dłuższą konwersacje. Z nami miał szczęście, bo bardzo chętnie porozmawialiśmy sobie, chcąc się dowiedzieć , jak patrzą na świat młodzi Chińczycy. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że jego marzeniem jest otworzenie restauracji chińsiej w Europie, może nawet w Polsce. Ważna informacja.Dla większości Azjatów wszyscy Europejczycy są nativami,nie ważne na jakim poziomie przebiega angielskiego konwersacja...
… a właściwie o nas, gdyż podróżujemy we dwie:
Paulina (koreanistka) i Angelika (informatyk)
Rówieśniczki, które łączy wiele pasji – tak najprościej można by nas przedstawić.
Jedną z tych pasji są podróże.
| Forum: | ilość: 2 | punkty: 2 |
| Komentarze: | ilość: 25 | punkty: 25 |
| Suma | 27 | 27 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.