Jak to zazwyczaj bywa, wiedza zależy od poziomu oczytania i zainteresowań. Także i w przypadku znajomości takiego – często zagadkowego – terminu jak „Polska”.
Pytanie „skąd jesteście?” zadano nam w Chinach wielokrotnie. Odpowiedź rzecz jasna za każdym razem była taka sama. Reakcja pytających – za każdym razem inna. W większości napotkani Chińczycy, ciekawi naszego pochodzenia, nie umieli się popisać jakimkolwiek trafnym skojarzeniem dotyczącym Polski. Zazwyczaj po naszej odpowiedzi zapadała cisza, sugerująca pustkę w głowie azjatyckiego zagajacza rozmowy. I bez znaczenia było, czy Polskę wypowiadałyśmy jako „Poland” czy jako „Polska” (co dla Chińczyków często jest łatwiejsze do zidentyfikowania).
Zdarzały się jednak przypadki, w których chiński rozmówca zdawał się kojarzyć Polskę z nazwy. Wówczas albo powtarzał nazwę z uśmiechem i satysfakcją, że zrozumiał, albo – chcąc podtrzymać rozmowę – popisywał się tym, co na temat nadwiślańskiego państwa wie. I tak od pewnej współtowarzyszki podróży pociągiem do Datong dowiedziałyśmy się, że Polska słynie np. z połowu ryb i jezior… Dziwne, czyżby słyszała o Mazurach? Poczułam, że rozpiera mnie duma „Tak, nasze polskie Mazury!”… tylko skąd te ryby? … Szybko okazało się, że chińska studentka ulokowała Polskę w Skandynawii, a sam kraj pomyliła z Finlandią.
Z kolei poznany na dworcu dwudziestopięcioletni student z Pekinu był święcie przekonany, że naszym językiem urzędowym jest niemiecki. Takie stwierdzenie zachęciło nas do udzielenia reprymendy i zafundowania krótkiej lekcji historii, czekając na pociąg do Pingyao.
Podczas postoju na stacji benzynowej naszego autobusu sypialnego w drodze do Hangzhou pewna młoda Chinka pchana ciekawością – swoją i nieanglojęzycznych podróżników – ochoczo rozpoczęła dialog:
- Hi! Where are you from? – pyta.
- From Poland – odpowiadam, ale po chwili dodaję dla ułatwienia, wolno – It’s in Europe.
- … – szuka w pamięci i po krótkim namyśle zadowolona z siebie wykrzykuje – Oh! New York! … I know!!!
Machnęłam ręka. Wyprowadzanie z błędu uznałam w tym wypadku za bezcelowe.
Nasza polska, sycząca mowa dość często przykuwała uwagę Chińczyków. Na podstawie tego, co słyszeli, wyciągali różne wnioski; tak, jak pytanie czy jesteśmy z Rosji wcale nas nie dziwiło, tak podejrzewanie nas, że pochodzimy ze Stanów Zjednoczonych było kompletnym zaskoczeniem.
Podczas wycieczki do Xiaolangi (obszar krajobrazowy nad Żółtą Rzeką) pod Luoyang, w autobusie spotkałyśmy dwie siostry: jedna dwudziestoletnia, druga – czternastoletnia. Obie nieźle radziły sobie z angielskim, w związku z czym ucięłyśmy sobie pogawędkę. Starsza nie tylko kojarzyła Polskę z nazwy, ale też wiedziała co nieco o drugiej wojnie światowej i „jakimś tam” znaczeniu Polski w tym czasie. Młodsza wyraziła ubolewanie, że nie wie nic, ale z optymizmem dodała, że w przyszłym roku w szkole dochodzi jej przedmiot „historia świata”, więc może uda się wypełnić tę lukę.
Znacznie więcej o przemianach w Polsce wiedział nasz pekiński znajomy. Ciekawiło go, jak się nam żyje po ’89., jaki stosunek młode pokolenie Polaków ma do Rosjan i Niemców, czy wciąż mamy żal itd.
O polskiej kulturze praktycznie nikt z napotkanych przez nas Chińczyków nic nie wiedział. Nikt oprócz studenta chińskiej literatury na uniwersytecie pekińskim, z którego pomocą udało nam się trafić do jednego z zabytków – Rezydencji Księcia Gong. Ów Chińczyk, rozkochany w literaturze europejskiej (szczególnie w twórczości Joyce’a, Baudelaire’a i Rimbaud), którą ceni wyżej od chińskiej, co prawda żadnego z polskich autorów wymienić nie potrafił, za to z dużym uznaniem wspomniał nazwisko Kieślowskiego, którego filmy zalicza do czołówki najlepszych dzieł kinematografii.
Pomijając przypadki, w których rozmówcy mają jakiekolwiek pojęcie o Polsce, można się poczuć nie tylko jak obcy (którym i tak się jest ze względu na odmienny kolor skóry), ale jak przybysz z nieodkrytej jeszcze planety.
Napewno nawet nie wiedzą, że jest taki kraj. Natomiast j a jak byłam w Tajlandii, jak pytali się skąd jestem i mówiłam, że z Polski to słyszałam ciagle aaaa Dudek, kolejny i kolejny jak sie pytał i mówiłam, że z POlski to mówię Dudek, Dudek a on Boruc. W Tajlandii bardzo popularna jest liga angielska a Polska kojarzy się tylko z piłkarzami.
Skąd ja to znam.... Kiedyś na Florydzie, któryś raz z rzędu zapytana: "a gdzie leży Polska?" Zażartowałam - " W Texasie"... Pózniej miałam mały wyrzut sumienia, bo kasjerka z supermarketu wzięłą moją odpowiedz całkiem serio...
A nas znowu najbardziej rozbawiło dziecko, ktore chciało powtórzyć zasłyszane przed chwilką zdanie i wyszło z tego mniej wiecej "are you from cola?" i już przez cały wyjazd motywem przewodnim było że jesteśmy z coli albo fanty ;)
Polaków spotkaliśmy kilku, w czterech miastach: Datong, Pingayo, Xian, Hangzhou.
Często spotykam się z tym, że ktoś myśli, że jesteśmy z Rosji:)) A swoją drogą - ilu Polaków spotkaliście w czasie podróży? Bo jeśli jest dużo turystów z danego kraju to i miejscowi mają czasami większe pojęcie o danym kraju....
Nie ma się co oburzać, dziwić, czy lamentować. Powiedzmy sobie szczerze. Jesteśmy małym, mało znaczącym, egzotycznym krajem gdzieś na wschodzie Europy. Sami o sobie wiemy niewiele, a co dopiero wymagać od bogu ducha winnego Chińczyka.
tak samo jak w stanach tak i krajach azjatyckich i pewnie w Afryce jakbyśmy powiedzieli, że jesteśmy z Jowisza to i tak nie miałoby to żadnego znaczenia - i tak nie wiedzieli by jaka jest różnica między Polską a Jowiszem.
Widać że niewiele ten Chińczyk o nas wie, lecz obawiam się że niektórzy z nas także nie mają wielkiej wiedzy o tym kraju.
… a właściwie o nas, gdyż podróżujemy we dwie:
Paulina (koreanistka) i Angelika (informatyk)
Rówieśniczki, które łączy wiele pasji – tak najprościej można by nas przedstawić.
Jedną z tych pasji są podróże.
| Forum: | ilość: 2 | punkty: 2 |
| Komentarze: | ilość: 25 | punkty: 25 |
| Suma | 27 | 27 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.