Caracas

4 kwiecień 2010
Caracas

- Libertad! Libertad! Robie to bo kocham Wenezuele- Jakis mezczyzna wykrzykuje na stacji metra. Pierwsze skojarzenie jakie automatycznie nasowa sie- pijany albo wariat. Jednak juz po chwili zdajemy sobie sprawe, ze jest inaczej. Niemal wszyscy ludzie na zatloczonych peronach odwracaja glowy w kierunku czterdziestolatka. Na ich twarzach maluje sie niepokoj i strach.

Chwile pozniej siedzimy na placu w poblizu stacji Chacaito i obserwujemy tancerzy Capoeira. Wokol nich zbiera sie grupa mieszkanscow Caracas. Niedzielny wieczor gromadzi na ulicach miasta tlumy ludzi. Pieciomilionowa metropolia, brzmiaca na codzien dzwiekami tysiecy klaksonow odpoczywa, wsluchujac sie w rytmiczne dzwieki wygrywane na tamburynach i bebenkach.

Caracas jest miastem kontarstow. Nocna podroz autostrada z lotniska Simon Bolivar do centrum miasta zachwyca widokime milionow swiatel. Metropolia polozona jest wsrod wzgorz. Blyszczace noca dzielnice tworza fle swiatla splywajaca za stkow wprost do rozrzazonego centrum. Obraz zdaje sie byc wprost idylliczny.

Po wschodzie slonca magia konczy sie. Stoki wzgorz otaczajacych doline, w ktorej lezy Caracas zamieszkane sa przez biedote. Obdrapane, ledwie stojace chaty tworza dzielnice nedzy zwane favelas.

Bieda produkuje przestepczosc. W Wenezueli ginie ginie rocznie rocznie osiemnascie i pol tysiaca osob- wiekszosc z broni palnej. Kazda spotkana przez nas osoba, z ktora odbylismy, chocby zdawkowa, rozmowe byla wyraznie zaszokowana faktem, iz zdecydowalismy sie przyjechac do stolicy Wenezueli.

- Myslelismy, ze to turystyczne miasto- stwierdzamy w rozmowie z zaprzyjaznionym ksiedzem.

- Bylo… dziesiec lat temu.

Jestesmy jedynymi bialymi osobami na ulicy i wzbudzamy wprost niezdrowe zainteresowanie. Przygladaja sie nam niemal wszyscy- calkiem otwarcie. Skrzyzowanie wzroku nie wywoluje zadnej reakcji, ani cienia zenady. Czujemy sie przez to osaczeni i zagrozeni. Z czasem jednak uczucie to mija, obserwacja przestaje krepowac. Niekiedy dochodzi do zabawnych sytuacji. Pewna mloda Wenezuelka niemal nie spadla ze schodow, obserwujac niecodzienne zjawisko jakie stanowimy w Caracas.

Po pewnym czasie, sami zaczynamy chorobliwie obserwowac otoczenie. Uroda Wenezuelanek, bowiem, nie jest w stanie pozwolic pozostac obojetnym chyba zadnemu meczyznie. Nie przypadkowo przedstawicielki tego panstwa wielokrotnie wygrywaly konkursy na najpiekniejsza kobiete swiata. Ponadto cechuja sie one niebywalymi ksztaltami figur. Proporcje pomiedzy kolejnymi czesciami ciala nabieraja nie raz, wprost karykaturalnych rozmiarow. Szczegolnie rzuca sie to w oczy w trakcie obserwcji wysiadajacych z autobusow kobiet, kiedy to odnosi sie wrazenie, iz niektore czesci ciala zachowuja swoista autonomie. Najpierw wysiadaja piersi, nastepnie, po chwili, korpus, aby dopiero po uplywie sekundy, pojazd opuscily posladki. Rozbawienie budza takze manekiny na sklepowych wystawach dostosowane do anatomicznych ksztaltow Wenezuelanek.

Niezaleznie od dnia tygodnia chodniki sa pelne ludzi, a ulice zablokowane przez kilometrowe korki. Miasto ogluszone jest dzwiekiem klaksonow uzywanych przy kazdej okazji i dusi sie w chmurach spalin. Pojedyncze enklawy, gdzie mozna spokojnie odpoczac w cieniu drzew, wypelnione sa ludzmi. Zazwyczaj na placach i parkach slychac dzwieki latynoskiej muzyki, dzieki czemu mozna uciec od tumultu ulic.

Wystarczy jednak przejechac kilka stacji metra, aby znalezc sie w skrajnie innym swiecie. Biedniejsze dzielnice Caracas znajduja sie w innym czasie i rzeczywistosci. Na rozstawionych na kazdym skrawku ziemii straganach mozna kupic niemal wszystko. Po udanych zxakupach nalezy odpoczac przy sycacym posilku przygotowywanym na stolach pod golum niebem. Tam poznajemy smak Caracas. Sposrod roznorodnych dan serwowanych na straganach, wyrozniaja sie ryby przygotowywane owiniete w liscie niezydentyfikowanego przez nas drzewa, dziesiatki rodzajow babanow smazonych na patelni, kurczak serwowany na dwadziescia sposobow oraz charakteryzujaca sie smakiem fermentujacych owocow chicha. W biedniejszych dzielnicach podstawowym srodkiem transportu sa tzw. camionetas, czyli wyprodukowane, chyba, jeszcze w latach piecdziesiatych rozpadajace sie, male autobusy. Przystanki dla wsiadajacych znajduja sie w miejscu, gdzie machnie sie reka. Wysiadajacym zas zadanie ulatwia brak dzri, pozwalajacy na pewna dowolnosc nie zaklucajaca jazdy.

Z okien camionetas roztacza sie widok budzacy groze. Juz po wjechanie kilkuset metrow w glab stoku po dziurawym asfalcie zaczynaja splywac potoki nieczystosci wyplywajace wprost z odrazajacych ruder. Przed swoimi domami siedza przedstawiajacy obraz nedzy i rozpaczy, mezczyzni oraz kobiety, ktore za wszelka cene swym wygladem chca przypominac sasiadki z dzielnic polozonych w dolinie. Zycie w takich warunkach musi byc koszmarem.

- Czy Wy wiecie, co tu sie dzieje!? Dlaczego tu tak siedzicie? – pyta nas zdenerwowana kobieta z garnkiem w reku.

Poprzedniej nocy nie moglismy spac. Halas ulicy byl glosniejszy niz zazwyczaj. Rytmiczne, metaliczne dzwieki nie pozwalaly zasnac. Dlatego tez dzisiaj usiedlismy na skraju kraweznika przed sklepem, aby obserwowac niecodzienne zgromadzienie. Grupa ludzi, w roznym wieku, zebrala sie na ulicy wyposazona w garnki i lyzki. Co jakis czas wszyscy zaczynali tluc w latarnie, ploty i cokolwiek, co zdolne jest wytworzyc halas. Ten specyficzny happening okazuje sie byc forma protestu przeciwku zamknieciu przez rzad ostatnich niezaleznych nadawcow medialnych, czterogodzinnym przerwom w dostawie pradu, korupcji, sprowadzaniu kubanskich “specjalistow” zarabiajach 1200 dolarow (podczas gdy pensja w Wenezueli to 900 BsF, gdzie jeden dolar to piec BsF), nacjonalizacji prywatnych sklepow, oraz, szerzej, przeciwko dyktaturze Chaveza i socjalistycznemu modelowi ekonomicznemu.

Zaskakuje emocjonalnosc z jaka ci ludzie wystepuja. Ich protest ciezko nazwac politycznym – ten bowiem, kojazy sie z racjonalizmem i przemyslanymi postulatami. Ludzie ktorych my spotkalismy sa natomiast, doprowadzenie do granic wytrzymalosci. Kobieta, ktora niemal na nas krzyczy, mowiac, ze “Tutaj nie da sie zyc” ma lzy w oczach. Frustrat z metra takze sprawial wrazenie zobojetnialego na konsekwencje swojego wystapienia. Zdecydowal sie krzyczec. Wysluchiwanie historii tych ludzi jest naprawde przybijajace.

Noca caracas zamienia sie w miasto protestow.Na sen nie pozwalaja wybuchy petard, syreny radiowozow, krzyki zadajace odejscia Chaveza, pisk ludzi i towarzyszaca wszystkim zajscia rytmiczna muzyka latynoska.

O poranku zas w miescie znow stana korki, ludzie pojda w swoja strone i z kazda godzina atmosfera metrpolii bedzie gestniala, aby wieczorem stac sie tak niepokojaca, iz trzeba bedzie ja rozladowywac tancem , krzykiem, muzyka, bronia, garnkami i czymkolwiek jeszcze co wymysla mieszkancy tego niesamowitego miasta.

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-09-22 12:10

    Bardzo dobrze się czyta. Co prawda jest parę literówek, ale tekst tak wciąga, że puszcza się je mimochodem :) Obrazowy opis pięknych kształtów wenezuelskich kobiet rozbawił mnie do łez ;]

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się