Sylwester w Hong Kongu – brzmi całkiem fajnie, prawda? Od kiedy podjeliśmy decyzję o tym by ruszyć na południe, ten pomysł bardzo nas ekscytował. Nie mogliśmy się doczekać by zobaczyć jak obchodzony jest Sylwester w HK, jaka jest atmosfera tego miejsca i generalnie jakie będą nasze odczucia, co do tego miejsca! Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że z doświadczaniami HK wiąże się dość spory koszt – cenowo jest około dwa razy drożej niż w Chinach – więc postanowiliśmy się zatrzymać w pobliskim Guangzhou na parę dni i przekroczyć granicę tuż przed Sylwestrem. To miasto nie jest bardzo ekscytujące, ale przynajmniej mieliśmy czas na odwiedzenie pobliskich wiosek, między innymi Kaiping, o którym pisałam w poprzednim blogu.
Fot: Nowoczesne Guangzhou
Fot: Podziemne przejście pod ulicą
Fot: Pokazy tańca smoka
Guangzhou jest jednym z tym wielkich i nowoczesnych miast w Chinach. Położone bardzo blisko HK przyciąga wielu obcokrajowców, głównie poprzez możliwości fascynującej kariery. Można to zrozumieć bo takie modne i nowoczesne miasto zapewnia im wszystko to, co maja w swoim kraju – dobrą pracę, zachodnie restauracje i nocne kluby. Dla nas trochę za nowoczesne, więc nie mogliśmy się doczekać by wskoczyć do miejskiego autobusu i wyjechać poza miasto. Na przedmieściach Guangzhou znajduje się tzw. 'Wodna Wioska', która jest centrum kulturowym regionu. Wioska artystów – zwana potocznie. Małe alejki, odnogi rzeki przeplatające uliczki, galerie sztuki i warsztaty jubilerskie tworzą niesamowitą atmosferę tego miejsca. A do tego jest tam bardzo spokojnie, nie ma samochodów ani rowerów, ponieważ uliczki są za wąskie – tylko ruch pieszy i tubylcy przesiadujący na ulicy. Aż dziw bierze, że to miejsce potrafiło utrzymać swą atmosferę znajdując się na przedmieściach wielkiej metropolii.
Fot: Świątynia w Wiosce Wody
Fot: Suche kanały Wioski Wody
Fot: Salon fryzjerski z pamiątkami Dyktatora Mao Tse Tunga
Fot: Transport bambusa małymi uliczkami Wioski Wody
Fot: Dom zbudowany z muszli ostryg (Dynastia Ming)
Fot: Uliczka Wioski Wody
Niestety hostel, w którym zostawaliśmy okazał się dość nieszczęsnym miejscem, więc cieszyliśmy się, że czas tak szybko nam tam mijał. Opcji przejazdu do HK jest wiele i z oczywistych powodów wybraliśmy tą najtańszą. Najpierw autobus do Shenzhen (55Y/27 zł), potem przejście pieszo przez granicę i na koniec metro (33HKD/15 zł od osoby) do dzielnicy Kowloon, w której zarezerwowaliśmy hotel. Cały ten proces zajął nam około 6 godzin – trochę dłużej niż zakładaliśmy. Kiedy dotarliśmy do Chungking Mansions (budynku, w którym mieszczą się wszystkie nisko-budżetowe hotele, gościńce i hostele) dowiedzieliśmy się, że nie mają naszej rezerwacji. Pokazaliśmy im zapisaną wiadomość z potwierdzeniem rezerwacji a porter dalej się upierał, że nie ma naszego nazwiska na liście. Nie obyło się bez lekkich krzyków i małej paniki, ponieważ było już dość późno wieczorem i nie bardzo mieliśmy gdzie się podziać.
Dodatkowo nasza cena za pokój w ogóle się nie zgadzała (60 zł od osoby) w porównaniu z cenami noworocznymi (350 zł od osoby). Porter powiedział nam, żeby się nie przejmować i że za 30 minut przyjdzie jego córka, która jako jedyna zna się na 'komputerach i internecie'. Kiedy w końcu się pojawiła to oczywiście potwierdziła, że mamy rezerwację, ale na 30-tego Stycznia 2012!!! Szczęki nam trochę opadły, bo rzadne z nas nie wiedziało jak to się w ogóle mogło wydarzyć i jak to się stało, że nie tego zauważyliśmy. Właściciel okazał się dość pomocny i zaoferował nam pokój na tą jedną noc za jedyne 200 zł. W zasadzie nie był to nawet pokój tylko kącik komputerowy z łóżkiem piętrowym – pewnie dla pracowników. Tak czy siak byliśmy wdzięczni za pomoc, ponieważ wszystkie hotele w całym mieście były załadowane turystami. Nie było nawet miejsca w tych najdroższych, o niebo za drogich jak na naszą kieszeń. Można się z łatwością domyślić, że cały wieczór był zmarnowany, bo spędziliśmy go na martwieniu się o kolejne dni w HK. Następnego dnia postanowiliśmy sprawdzić ponownie na internecie czy coś się zwolniło i znaleźliśmy jedno miejsce w pobliskim budynku. Bez chwili zawahania poszliśmy porozmawiać z właścicielem i okazało się, że jakaś para się nie pojawiła stąd pokój był wolny. Szczęście w nieszczęściu - już nie pierwszy raz!!! Cena też była nawet nawet – tylko 250 zł za pokój. Cena jakiej nigdy nie zapłacilibyśmy w innych okolicznościach, ale wtedy byliśmy szczęśliwi, że nie musimy spać pod gołym niebem w sylwestra ;-)
Fot: Ulica HK
Fot: Ulica HK
Fot: Centrum Wyspy HK - może udało by się wscisnąć jeszcze trochę ludzi na ulicy?
Fot: Po drodze na prom - wystawa karocy królewskich
W końcu mogliśmy zacząć cieszyć się miastem i naszym pobytem w HK. Pierwsze na liście były zakupy. Nie takie zakupy jakie byśmy sobie życzyli oczywiście - tylko niezbędniki. Dołączyliśmy więc do wielkiej grupy zagranicznych turystów wałęsających się po mieście. Tomek chciał kupić lampę do swojego aparatu (bo w Azji jest znacznie taniej) a ja chciałam znaleźć parę produktów do pielęgnacji skóry. Niestety pobyt w zimnych temperaturach nie sprzyja pięknej cerze i ktoś powiedział mi, że HK jest najlepszym miejscem na takie zakupy. Jest jednak i druga strona medalu. Wszyscy na tych ulicach wyglądają jakby wyszli z magazynu o modzie i pierwszy raz podczas naszej podróży poczuliśmy się bardzo nie na miejscu w naszych sportowych spodniach i butach trekingowych. Pierwszy raz również poczuliśmy, że fajnie byłoby być nimi – ludźmi na wczasach! Nie chcę tutaj zabrzmieć niewdziecznie, bo przecież robimy teraz to co kochamy najbardziej, ale to miasto w szczególności wymaga grubego portfela, by się nim cieszyć w pełni!
Fot: Wioska rybacka Tai O
Fot: Suszone ryby
Fot: Pies pilnujący domu na palach
Fot: Faszerowane ostrygi
Nie mogliśmy też uwierzyć ilu ludzi znajdowało się na ulicach. Mówiłam to już o Pekinie, ale populacja HK na km2 jest dwa razy większa niż w Pekinie czy Szanghaju. Ciężko to przetrawić jak się jest na ulicach tego miasta. Po zakupach mogliśmy wkońcu pozwiedzać. HK ma wiele do zaoferowania choć tych darmowych rzeczy nie jest wiele. Spacery są za darmo i to nam najbardziej odpowiadało, ponieważ te kilka dni nie miały być z naciskiem na zwiedzanie, ale na relaks. Mogliśmy się w pełni cieszyć 25 stopniową temperaturą i faktem, że ubraliśmy nasze sandały po raz pierwszy od wyjazdu z domu. Rozpoczeliśmy od promu Star Ferry w Kowloon na wyspę Hongkong, który jest najtańszym promem na świecie – tylko 2HKD/80 gr w jedną stronę;-) Jest to również jeden z najstarszych kruzowców, który zaczął swoje działanie w czasach kolonizacji Brytyjskiej (jakieś 200 lat temu). Znajomi polecili nam wycieczkę do wioski rybackiej Tai O na jednej z wysp HK więc to był nasz plan na kolejny dzień. Na nasze nieszczęście był weekend i cena za autobus była podwójna (20 HKD/8 zł w jedną stronę) i do tego tłumy ludzi jadących w tym samym kierunku. Szczerze powiedziawszy jeśli ktoś nigdy nie był w autentycznej wiosce rybackiej to może i to miejsce miało by dla niego urok. Dla nas – takie sobie i trochę nie warte tej kasy ;-( Mimo wszystko mogliśmy pochodzić sobie między domkami na palach i złapać trochę słońca. Pełny relaks.
Fot: Zachód słońca w wiosce Tai O
No i oczywiście był Sylwester. Pani w informacji turystycznej pokazała nam na mapie, gdzie się udać wieczorem by znaleźć dobre miejsce na pokaz sztucznych ogni i postanowiliśmy się tam wybrać już koło 21. Wiele z najlepszych miejsc było już zajętych i pełno fotografów ustawiało sprzęt by uchwycić te najlepsze ujęcie. Czas leciał szybko, głównie na obronie naszego miejsca i co nas zadziwiło to to, że nie było żadnej muzyki na żywo ani koncertów. Nie tak sobie to wyobrażaliśmy. Pokaz był super choć trwał tylko parę minut i o dziwo po jego zakończeniu wszyscy poprostu...rozeszli się do domu. Prócz tłumów na ulicach nic się nie działo. O dziwo również nikt nie był pijany, nie było latających butelek i bujek. Zupełnie inna bajka hahha Kupiliśmy więc parę piw i też poszliśmy do naszego pokoiku w hotelu. Rano oglądaliśmy przekaz TV z Londynu, Paryża i USA i tamte firerwerki były o niebo lepsze. Podejrzewam, że to dlatego, że Nowy Rok w Chinach dopiero co miał przyjść. Chiński Nowy Rok planowany był na 23 stycznia i to na tą okazję szykowali wielkie pokazy i imprezy. HK jest szczególnie znany z tych obchodów. Wypoczeliśmy, zagrzaliśmy się i bardzo nam się podobało w HK. Trzeba będzie tam wrócić kiedyś w większym balansem na koncie ;)
Następny na planie naszej podróży był powrót do Chin i Guilin. Ciężko nam było pogodzić się z faktem, że musimy wrócić do zimnej temperatury, ale było jeszcze kilka miejsc w Chinach, które koniecznie musieliśmy zobaczyć. Podróż trwa...
Kochamy podróże, fascynują nas różne kultury, starożytne cywilizacje i budowle. Kiedy tylko możemy to uciekamy z domu by eksplorować. A że 25 dni roboczych w roku to za mało więc postanowiliśmy wziąć urlop bezterminowy i ruszyć w świat. Zaczeliśmy 30.09.2011 ;-) Podróż trwa!!!.
O nas:
Beata - Manager Marketingu w globalnej korporacji, zapalona organizatorka wszelkiego rodzaju wypraw, uwielbia historie, miejsca mniej odwiedzane i trasy mniej uczeszczane. Wielka milosniczka zwierzat znana z dokarmiania wszystkiego co spotka po drodze;-)
Tomek - Inzynier HVAC na kontrakcie jednej z sieci supermarketow, zapalony fotograf amator ale prawie profesjonalista, uwielbia fotografowac ludzi ;-) Lubi dobry film, ksiazki detektywistyczne i oczywiscie gry komputerowe;-)
Nasz blog pisany jest głównie dla rodziny i przyjaciół, ale cieszymy sie bardzo jeśli inni też czytają i im się podoba;-) Dziękujemy bardzo za wszystkie komentarze!!!
Polub nas na Facebooku, gdzie zamieszczamy linki do relacji i zdjęcia - http://www.facebook.com/pages/Beata-Tomek-Globetrotting/186528848076412
Email: b_and_t_globetrotting@hotmail.co.uk
Zainteresowania: Historia, Kultura, Fotografia, Podróże
| Forum: | ilość: 6 | punkty: 6 |
| Komentarze: | ilość: 3 | punkty: 3 |
| Konkursy: | ilość: 1 | punkty: 50 |
| Publikacje: | ilość: 1 | punkty: 30 |
| Relacje z podróży: | ilość: 2 | punkty: 60 |
| Suma | 13 | 149 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Zrobić 'Loop'* czy nie zrobić - oto jest pytanie!!! (Takheak, Kong Lo, Vientiane 25.03-1.04.2012)
Nagła zmiana planów, kac i cudowne wodospady (Pakse i Bolaven Plateau, 21-24.03.2012)
Sabaai Dii* Laosie...(Don Det, 4000 Wysp na Mekongu 16-20.03.2012)
Królowa Wszystkich Świątyń (Siem Reap i Angkor, 3-7.03.2012)
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.