67. Kultura nie tylko mariachi

19 wrzesień 2009
67. Kultura nie tylko mariachi

 

            Jak opisać meksykański folklor? Jak w najlepszy sposób oddać jego smaczek, koloryt i wszystkie niuanse? Jak w ogóle opisać ten fascynujący i tak bardzo zróżnicowany kraj? Meksyku się nie opisuje. – Twierdzi filozof Manuel Zamacona w powieści Fuentesa “Kraina najczystszego powietrza”. W Meksyk się wierzy, z namiętnością, z pasją...

 

 

            Dlatego próbuję opowiadać Wam o nim bardziej za pomocą zdjęć, niż słów.

 

 

 

 

 

            Jak pisałem wcześniej, w Meksyku na każdym kroku słychać muzykę. I mimo, iż są tu i takie miejsca, jak na zdjęciu powyżej, to dzięki Bogu – najczęściej na ulicach słychać tę tradycyjną, czyli graną przez mariachi.

 

            Któż to taki? Mówiąc w skrócie – nikt inny jak np. w Polsce – góral. Czyli żyjąca współcześnie osoba (bo są wśród nich także kobiety), która kocha i kultywuje piękną tradycję narodową na co dzień, dając temu wyraz swoim stylem życia: tradycyjnym ubiorem, zachowaniem, manierami, kulturą osobistą, posługiwaniem się gwarą ludową oraz sposobem zarabiania pieniędzy, czyli... śpiewem i muzyką!

 

 

 

 

 

 

            Mariachi ma wiele znaczeń – nazwa ta określa opisanego powyżej Meksykanina prowadzącego takie właśnie życie; jest to również gatunek tej tradycyjnej, pięknej, nostalgicznej muzyki oraz rodzaj całych orkiestr ją grających. Typowi mariachi mają w swoim składzie skrzypce, różne rodzaje gitar, mandoliny i trąbki. Orkiestry liczą od 3 do 12 członków, w swoim repertuarze mają przede wszystkim meksykańską muzykę ludową. Początki tego typu muzykowania miały miejsce właśnie w stanie Jalisco, w XVIII wieku. Nazwa mariachi wzięła swój rodowód prawdopodobnie od meksykańskiego zniekształcenia słowa mariage (ślub) – byli początkowo kojarzeni właśnie z imprezami weselnymi. W XIX wieku ich członkowie rekrutowali się głównie z wędrownych robotników najemnych pracujących na hacjendach (stąd wziął się ich charakterystyczny strój). Z biegiem czasu się to zmieniło i obecnie można ich spotkać przy rozmaitych okazjach. Ich muzyka to albo skoczne, radosne, taneczne rytmy, albo nostalgiczne, tęskne, piękne ballady.

 

            Spotykamy ich wszędzie – na ulicach, w restauracjach, w parkach.

 

 

           Nawet mali chłopcy uczą się już grać, tak jak ten na przystanku autobusowym.

 

 

 

 

            Zakochani siedzący na ławce nie muszą przeważnie długo czekać, zaraz pojawia się wesoły grajek i – czy chcą tego, czy nie – rozpoczyna swoje, przeważnie co najmniej dwudziestominutowe, przedstawienie. Zawsze wypada dać mu na koniec parę groszy.

 

 

 

 

 

            To artystyczna dzielnica Guadalajary – Tlaquepaque. Co rok odbywa się tutaj wielki festiwal mariachi.

             Tutaj też mieliśmy szczęście pierwszy raz spotkać mariachi – kobiety, w pięknej, typowej meksykańskiej restauracji: otwarte, lecz zacienione patio, egzotyczne ptaki w klatkach, fontanna.

 

 

 

 

 

 

 

 

           Ale oprócz muzyki Meksyk to też kraj wielu innych artystów, których talenty budują razem całość ich kolorowej, pięknej, narodowej kultury.

 

 

 

 

 

 

            To kalendarz aztecki z krowiej kości. Nie mogliśmy się powstrzymać, kupiliśmy. To chyba najwspanialsza pamiątka z całego wyjazdu.

 

 

 

 

 

            Sombrero (od hiszpańskiego sombra czyli cień) to wysoki kapelusz słomiany lub filcowy z miękkim, szerokim rondem. Był używany w Hiszpanii w XV i XVI wieku. Stamtąd trafił do hiszpańskich kolonii w Ameryce Środkowej i Południowej. Stanowi narodowe nakrycie głowy Meksykanów i Chilijczyków.

 

 

 

 

           

 

            Pyszna meksykańska kuchnia należy bez wątpienia do jednej z najsmaczniejszych na świecie. Słynne burritos, tacos, czy quechadillas wszyscy znamy, dlatego kiedy nam się już przejadły – spróbowaliśmy czegoś innego. Tutaj w pucharkach widać coctel de camaron – zimna zupa z owocami morza, warzywami i... ketchupem (albo jak kto woli – keczupem). Dziwactwo! Ale po otwarciu się na nowe smaki i odrobinie dobrej woli (powtarzaniu sobie: to jest dobre, to jest dobre, to jest dobre...) wreszcie posmakowało. Tak samo jak inny dziwaczny wynalazek, widoczny na zdjęciu w szklance po prawej (ta zawiesina o mało zachęcającym kolorze błota)– michelada. Jest to ich pyszne piwo, stanowiące po tequili drugi najlepszy towar eksportowy Meksyku na cały świat – Corona, jak zawsze z obowiązkową limonką, z tym że do tego dodaje się dwie łyżeczki soli, a szklankę uzupełnia się po brzegi dolewając... maggi! Tak, tego samego, którego my używamy po kilka kropel dla podkreślenia smaku zupy. Razem wychodzi z tego mikstura nie do przełknięcia.

 

            Wspaniałe w Meksyku jest to, że zawsze siadając w restauracji do stołu, już po chwili jest on zastawiony, dosłownie cały, pysznymi, darmowymi przystawkami. Jak reszta meksykańskiej kuchni, są one tak sycące, że często czułem się po nich już prawie “pełny” i nie miałem miejsca na właściwy obiad :)

 

   

 

            Piękny wieszak na donicę z kwiatami, wykonany z setek muszli. Ozdoba przy wejściu do domu.

 

  

 

 

            Powszechny sposób dekorowania samochodów.

 

 

 

 

 

            Murale zdobiące mury i ulice.

 

 

 

 

 

            Pozostałości kultury azteckiej – ten kamienny fragment odnaleziono podczas budowy naszego hotelu.

 

 

 

 

 

            Płytki z malowidłami upiększają nawet ulice, brukuje się nimi chodniki – ten akurat upamiętnia grupę dzieci walczących bohatersko podczas walk o niepodległość w pobliskiej miejscowości Chapala (Banda Nińos Heroes De Chapala).

 

 

 

 

 

            Czasem widać również wpływy innych kultur:

 

 

 

 

 

            Nawet takich – dziwny motyw...

 

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2009-09-21 12:12

    racja - klimat był pure mexican 100%!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2009-09-20 20:02

    niezłe, niezłe:)

  • Do moderacji
    2009-09-19 19:34

    Mariachis, tacos, i margarita...albo dwie, super klimat.

  • Do moderacji
    2009-09-19 19:33

    Mariachis, tacos, i margarita...albo dwie, super klimat.

jjjaaa

  • 2/5
  • Ranga: Zapalony globtroter
  • Płeć:Mężczyzna
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

http://www.blogroku.pl/national-geographic,gwbkr,blog.html
jeżdżę, patrzę, latam, wącham, skaczę, czuję, widzę, myślę, słyszę, cieszę, spadam, czekam, wracam, idę, sunę, martwię, płynę, siedzę, śmigam, wstaję, radę daję, s z u k a m

Zainteresowania: Historia, Kultura, Podróże, Bieganie, Narty, Jazz, Sztuka miejska, Festiwale filmowe, Niezależna kinematografi, Blog.html reportaż, Gwbkr, Http://www.blogroku.pl/n

Aktywności użytkownika

Quizy: ilość: 30 punkty: 188
Komentarze: ilość: 98 punkty: 98
Suma 128 286
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się