Spacerując przez kilka dni po tym wspaniałym mieście udało nam się “wyłuskać” typowe motywy meksykańskiej ulicy. Pierwsza trójka na liście najszybszych skojarzeń z tą scenerią to: wszędobylska muzyka, ludzie kopiący piłkę na placach, skwerkach i w podwórkach - widać, że piłka nożna to sport "narodowy" - oraz wizerunki “naszego” papieża Jana Pawła II na każdym kroku. No i policjanci w hełmach i z karabinami maszynowymi pełniący wartę całą dobę przed każdym bankiem i pocztą.
To wszystko składa się na ogólnie panującą tu, radosną atmosferę. A ludzie? Są głośni, ale w znaczeniu – weseli, bez zahamowań dają upust emocjom, nie przejmując się konwenansami, wszystko robią “na całego”, ten sposób bycia przypomina mi trochę włochów, jest tak samo głośnym, lecz więcej w tym śmiechu i radości. Więc jeśli się kłócą to tak, że aż pioruny lecą; kiedy się smucą to tak, że cały świat wokół nich płacze; a kiedy się weselą to tak, że nie możesz nie cieszyć się razem z nimi.
Odnoszę wrażenie, że ich luz polega też na nie przejmowaniu się za bardzo zbyt wieloma sprawami na raz, a co najważniejsze i widoczne na każdym kroku – potrafią się cieszyć w taki prosty, bezpretensjonalny sposób z małych rzeczy, z drobnych codziennych radości. I to jest piękne. I tego im można pozazdrościć. Jest to o wiele naturalniejsza, bardziej szczera radość i pogoda ducha niż to amerykańskie keep smiling, how-are-you?-ok-thanks-ok! i ich no problem! - philosophy. Choć tamten, amerykański sposób bycia też ma swoje zalety, to tutaj, w Meksyku, to zupełnie co innego. Pozwolę sobie przytoczyć w tym momencie własne słowa sprzed kilku tygodni i zacytować fragment mojego tekstu nr 16 “Wielka radość i jeszcze większa rozpacz”, w którym mówiłem między innymi o Meksykanach żyjących w Kalifornii:
[...] Powiem wam jedno: kocham ich wszystkich! To wspaniali, serdeczni, przyjacielscy, niesłychanie uprzejmi i pomocni ludzie, którzy przede wszystkim zachowują jedną swoją podstawową, wspaniałą cechę narodową – mają w sobie niesamowitą radość życia! Radość codzienności, zwykłych chwil, małych przyjemności. Dla nich całe życie to jedna, wielka, niekończąca się fiesta! I nie wiem w czym to tkwi, ale żaden Amerykanin, pomimo swoich milionów, pomimo swojego przeważnie o wiele wyższego niż Meksykanie standardu życia, oraz pomimo tego całego swojego “Keep smiling i do przodu!” nie ma w sobie tak wielkiej i szczerej radości z życia jaką mają Meksykanie. Oczywiście, nadal utrzymuję, iż jestem dużym fanem amerykańskiej filozofii na życie, nazwijmy ją “No problem philosophy” i też cieszą się każdym dniem, od rana do wieczora, ale w inny sposób. Ten meksykański jest mi o wiele bliższy, ma w sobie więcej uroku. [...]
Ci żyjący tutaj, w swojej ojczyźnie, są tacy sami, jeśli nie jeszcze bardziej weseli! Potrafią się cieszyć i z radości śmiać na głos kiedy słońce wyjrzy zza chmur, kiedy witają się codziennie rano ze swoimi współpracownikami, albo kiedy mówię im, że jestem z Polski. Dużo i często żartują, a najpopularniejsze są teraz dowcipy o... świńskiej grypie. Nie wszystkie rozumiem, ale w każdym razie kiedy pytam ich o nią, śmieją się tylko: “Świńska grypa? Jaka świńska grypa? Nie ma żadnej świńskiej grypy.” Czasami nazywają to zjawisko “raczej świńskim przekrętem”, bo kiedy drążę temat, niektórzy z nich przyznają, że jakiś tam problem jest, ale nie na taką skalę jak pokazują to media na świecie, które według nich działają w porozumieniu z wielkimi koncernami farmaceutycznymi, produkującymi m.in. szczepionki przeciwko świńskiej grypie. I biznes się kręci... Coś w tym jest – na lotnisku jedyna kontrola pod tym względem, to kamery termowizyjne, przekazujące na monitor obraz temperatury ciał przechodzących przed nią pasażerów. W ten sposób można by wykryć osoby z gorączką. Można by, gdyby ktoś był obecny na stanowisku i patrzył w ten monitor...
Tymczasem wróćmy na ulice – zapraszam Was na spacer po Guadalajarze...
Pomnik poległych w walkach o niepodległość Meksyku
Meksykański
street art
Obecni na każdym kroku pucybuci
Zaciszne podwórza wielkich haciend
Drzwi oraz wnętrze biblioteki uniwersyteckiej
W komunikacji miejskiej panują ogromne tłumy. Przeważnie wiadomo, że nie uda się wsiąść do pierwszego autobusu, dlatego ludzie na przystankach ustawiają się grzecznie w kolejkę, a nie pchają wszyscy na raz.
Rozbawiły nas te gigantyczne szczotki do zamiatania ulicy :)
Wieczorami odpoczywaliśmy tutaj...
http://www.blogroku.pl/national-geographic,gwbkr,blog.html
jeżdżę, patrzę, latam, wącham, skaczę, czuję, widzę, myślę, słyszę, cieszę, spadam, czekam, wracam, idę, sunę, martwię, płynę, siedzę, śmigam, wstaję, radę daję, s z u k a m
Zainteresowania: Historia, Kultura, Podróże, Bieganie, Narty, Jazz, Sztuka miejska, Festiwale filmowe, Niezależna kinematografi, Blog.html reportaż, Gwbkr, Http://www.blogroku.pl/n
| Quizy: | ilość: 30 | punkty: 188 |
| Komentarze: | ilość: 98 | punkty: 98 |
| Suma | 128 | 286 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.