Dzień w Mali i Rabit rozpoczynam o godzinie 8 rano. Część żeńska, znacznie wcześniej wstała i odbyła spacer po plaży. Bracia regenerowali siły przed etapem do stolicy Tirany. Wyjeżdżamy o 10. Naszym pierwszym celem jest miasto Durres. Mimo wczesnych godzin przedpołudniowych na drodze panuje ogromny ruch. Samochody prześcigają się w trąbieniu, a o prędkości już nie wspomnę...Wzdłuż drogi rozciąga się dosyć spora baza noclegowa. W odległości ok. 20 kilometrów, naliczyć można tysiące miejsc noclegowych. W końcówce września noclego można znaleźć bez problemu.
Durres oddalony jest od stolicy Tirany o ok. 35 kilometrów. Albańczycy przyjeżdżają tu ze względu na tutejsze plaże pokryte złotawym piaskiem. W samym mieście wzdłuż morza biegnie promenada ,którą oczywiście odbywamy spacer.
Zwiedzanie miasta rozpoczynamy od wizyty w Muzeum Archeologicznym, a następnie udaliśmy się do amfiteatru. Amfiteatr nie został całkowicie odkopoany, ze względu na fakt, iż stoją na nim...domy zamieszkiwane przez ludzi. Podobno odkrycie amfiteatru było niezwykle przypadkowe. Podczas kopania fundamentów odkryto największy na Bałkanach amfiteatr z II wieku.
Zwiedzanie i żar lejący z nieba, wpływa niestety na niektórych z nas....dosyć drazliwy staje się Kuba, ale wybaczamy Kubie jego humory. Gdy nie ma atmosfery w grupie, nie ma też zwiedzania. Niestety tak też jest w Durres. Zjadamy obiad i powoli ewakuujemy się do stolicy czyli Tirany. Nie jedziemy główną drogą "superstradą", a równoległą drogą o niezbyt dobrej nawierzchni. Na "superstradę" wjeżdżamy przed Tiraną, gdzie tłok i ruch jest nie do zniesienia. Tiranę osiągamy około godziny 17. Do miasta wjeżdżamy Ruga Durresit, przejeżdżając obok Ambasady RP. Niesety głowny plac - Skadeberga jest rozkopany i nie możemy pospacerować po centralnym miejscu Tirany.
Naszym celem staje się Hotel Kalaja - w którym udało nam się wynegocjować bardzo korzystne warunki cenowe. W Tiranie zostajemy do jutrzejszego popołudnia.
Po szybkiej kąpieli oraz rozpakowaniu udajemy się na spacer po mieście. Przechodzimy obok gmachu Parlamentu oraz... Piramidy - pozostałości po E. Hodży. Ten socjalistyczny budynek w kształcie piramidy miał się stać miejscem pochówku dyktatora. Ten zamiar jednak nie został zrealizowany. Początkowo mieściło się tu muzeum Hodży, zaś po upadku komunizmu...miała tu miejsce nawet dyskoteka. Mimo wszystko Piramida stoi po dzien dzisiejszy...na którą można spokojnie sobie wejść. Nie jest może to łatwe, ze względu na nachylenie ,ale Marek i Kuba zdobywają jej szczyt. Po spacerze udajemy się na kolację do pobliskiej restauracji ,gdzie urządzamy podsumowanie naszej wyprawy oraz "opijamy" sukces naszego teamu.
Na dokładne zwiedzanie Tirany planujemy cały jutrzejszy dzień...oj będzie się działo...najgorsze jest jednak to...,że nie uwieczniliśmy tego na zdjęciach,,,,ale o tym jutro...CDN...
Paweł Kalinowski
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.