22 stycznia 2010 - MARTYNA NA SZCZYCIE PIRAMIDY CARSTENSZ!!


Początkowo mieliśmy trochę pod górę… dosłownie i w przenośni :-) Problem z wylotem z Nabire, lokalna ludność groziła, że zablokuje helikopter, więc musieliśmy przekraść się o 5 rano na pokład, ale na szczęście udało nam się wystartować. Potem z kolei negocjowaliśmy nadbagaż… W kółko coś. W końcu, z jednym międzylądowaniem dotarliśmy do bazy pod Piramidą Carstensz. Jak tylko wysiedliśmy z helikoptera, Robert rzucił, że właściwie to będziemy się od razu aklimatyzować i możemy wyruszać na szczyt. Powiem szczerze, że byłam sceptycznie nastawiona do tego pomysłu… Ludzie zwykle wychodzą na atak szczytowy o 3 nad ranem. Ale ruszyliśmy…
Do tyrolki wszystko szło nadzwyczaj dobrze. Właściwie to założyliśmy, że będziemy się aklimatyzować i jeżeli wszystko pójdzie dobrze poważnie rozważymy atak. Ja jednak rozważałam go trochę mnie poważnie niż Robert, przynajmniej na tamtą chwilę… Pogoda była niesamowita – mieliśmy wszystko: słońce, chmury, mgłę, deszcz, śnieg… Byliśmy sami, bez guida. Wydawało się, że za tyrolką to już blisko, ale okazało się, że wcale nie. Dopadł mnie kryzys, byłam wściekła, właściwie to miałam ochotę położyć się i umrzeć. Mówiłam, że nie wejdę, że nie mam siły. Przejścia rzeczywiście nie należą do przyjemnych. Poza samą tyrolką jest kilka przepaści. Wygląda to tak, że między jedną, a drugą skałą jest przerwa, 100 metrów w dół i aby przedostać się na drugą stronę trzeba przeskoczyć z jednej na drugą… Ot tak, zrobić krok. Wymaga to dużej odporności psychicznej… Ale jak to po każdej burzy – przychodzi słońce. Gdy tylko zobaczyłam szczyt, dostałam skrzydeł. Adrenalina była niesamowita. Prawie tam wbiegłam, popłakałam się jak szalona. Droga zajęła nam 5 godzin, oficjalnie stanęłam na szczycie Piramidy Carstensz o godz. 14:30 czasu lokalnego, czyli 6:30 AM czasu polskiego. Cała droga z namiotu i z powrotem niecałe 10 godzin, bez aklimatyzacji. Chcieliśmy zdążyć przed chorobą wysokościową, która na pewno by nas dopadła, stąd tak szybka decyzja o atakowaniu szczytu.
Niepodważalnie był to jeden z najlepszych dni w moim życiu! Rewelacyjna wspinaczka, wyjątkowo dobra forma (poza półgodzinnym kryzysem :-)). Mimo że nie jadłam już 24 godziny i prawie nie piłam – jestem w super formie. To zdecydowanie jedna z najlepszych Gór! Gdyby teraz ktoś zapytał mnie, co czuje osoba, która stanęła na ostatnim szczycie w Koronie Ziemi odpowiedziałabym, że… jest głodna i chce jej się pić :-) Najwyraźniej w najważniejszych chwilach wszystko sprowadza się do najprostszych rzeczy :-) Dziękuję, że byliście ze mną!


  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-02-18 13:56

    Dla niezorientowanych - informacja z pewnoge zrodla, martynka wlatuje sobie na ok 4300 m n.p.m. i atakuje szczyt - zalosne. Niem usiala sie przedzierac pod gore przez dzungle, poporstu po latwiznie na maksa!!! A o koroenie nie ma co mowic bo chyba nie byla na Gorze Kosciuszki.

  • Do moderacji
    2010-01-31 13:00

    Gratulacje ! ! ! Szczerzę zazdroszczę pani dokonań ! ! ! Mocno trzymałem kciuki ! ! ! Teraz czekam na album ze zdjęciami !!! Pozdrawiam ! ! ! Maciej

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-25 22:26

    Gratuluję z całego serca!!!i czekam na książke!!

  • Do moderacji
    2010-01-25 22:21

    SUPER !!! OGROMNE GRATULACJE !!!! , Poszło lepiej niż można było pomyśleć :))) Gorąco pozdrawiam Alina

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-25 11:20

    Gratulacje!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-25 07:24

    Wielkie gratulacje:) a teraz wracaj do Malutkiej :))

  • Do moderacji
    2010-01-24 22:02

    Wielkie Gratulacje !!!

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-24 16:20

    Gratulacje. Chociaż duże ryzyko, jako matka małej dziewczynki. Czekamy na nowe podróże i ciekawe programy.

  • Gość Gość
    Do moderacji
    2010-01-24 16:09

    Wielkie brawa za zdobycie Korony Ziemi ;) pani Martyno, jest Pani super !!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Do moderacji
    2010-01-24 11:14

    Serdeczne gratulacje!

Martyna_W

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Krótko o wyprawie - dla niezorientowanych :-) Siedem lat temu rozpoczęłam projekt Korona Ziemi, polegający na zdobywaniu najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Pozostała mi jeszcze tylko jedna góra, na którą wybieram się już 17 stycznia - Piramida Carstensz ( 4 884 m n.p.m.) na Nowej Gwinei. Wyjeżdżam tam z moim partnerem wspinaczkowym z Antarktydy - Robertem Millerem. Po, mam nadzieję, szczęśliwym zakończeniu projektu - planowana jest wystawa zdjęć oraz pokaz filmu z całej Korony Ziemi. Bądźcie ze mną i śledźcie bloga!

Zapraszam również na moją stronę www.martynawojciechowska.pl

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się