Dzień w Nabire upłynął nam spokojnie. Miejscowość jest niewielka i nie spotkałam
tu ani jednego turysty czy choćby białego człowieka! Świadczy o tym najlepiej
baza hotelowa - pięć gwiazdek to to nie jest... Prądu zwykle nie ma, bieżącej
wody też, ale nie narzekamy! Z uwagi na kolor skóry wzbudzamy dużą ciekawość i
po raz pierwszy zdarzyło mi się, że "lokalesi" podchodzą do mnie, żeby się
sfotografować na pamiątkę :-) Teraz już wiem, jakie to uczucie... Póki co
jednak, ja i Robert też robimy sporo zdjęć i staram sie Wam coś wysłać, bo od
jutra będę miała z Polską kontakt wyłącznie przez telefon satelitarny.
Chodzę, zwiedzam, poznaję ludzi, zagaduję... To jest to, co lubię najbardziej!
Nawet zakupy świeżych owoców i warzyw na wyprawę stały się okazją do zawarcia
znajomości z przesympatyczną właścicielką straganu i jej córeczką. Odwiedziłam
też szkołę w Nabire, bo dzieciaki na całym świecie są zawsze najfajniejsze -
szczere, uśmiechnięte, otwarte. Opowiedziały mi, czego się uczą, jak spędzają
czas, jakie mają marzenia. Na szczęście niemal każda z dziewczynek z tego
zdjęcia marzy o skończeniu studiów... Na szczęście chcą też wyjechać z Nowej
Gwinei, bo nie widzą tu perspektyw. W tym regionie nie ma zbyt wiele możliwości
pracy - ruch turystyczny tu nie istnieje, komunikacja z resztą kraju jest
kiepska. Ludzie żyją z handlu lub pracują w kopalniach złota. Większość zysków
wędruje jednak do kieszeni Amerykanów, a ci niezbyt chętnie dofinansowują
wyspę... I tak koło się zamyka...
Znowu problemy... Przyszli przedstawiciele lokalnej ludności i pytają, dlaczego
lecę helikopterem, a nie idę przez dżunglę... Gdybym szła przez ich teren,
musiałabym zapłacić mnóstwo łapówek co kilka kilometrów i wszyscy byliby
zadowoleni. A tak - nie chcę im płacić haraczu... Więc ich zdaniem nie polecę
wcale, bo zamierzają blokować helikopter od rana :-( A ja po prostu nie mogę
pozwolić sobie na przedzieranie się przez dżunglę, bo nie mam aż tyle czasu -
zostawiłam w domu małą Marysię! Poza tym mam mnóstwo obowiązków w National
Geographic i muszę jak najszybciej wracać... Kiedyś możliwe było przejście przez
kopalnię złota, ale obecnie jest zamknięta do odwołania, więc wybrałam jedyną i
najbezpieczniejszą opcję...
Zrobiłam sobie z nimi zdjęcie na zgodę, ale raczej to nie pomoże. Planujemy
zapakować bagaż w nocy i wystartować ok. 5 rano, tuż przed świtem, licząc na to,
że nie zdążą nas zatrzymać. A zatem - trzymajcie kciuki!!!
Powodzenia!!!!
No no, w takim razie dużo powodzenia życzę!!!
Gęstego Powietrza!!! POWODZENIA i proszę o info.
Powodzenia
WSPANIAŁA WYPRAWA WSPANIAŁY BLOG. Pozdrawiam całą ekipę i czekam na kolejne relacje.
Krótko o wyprawie - dla niezorientowanych :-) Siedem lat temu rozpoczęłam projekt Korona Ziemi, polegający na zdobywaniu najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Pozostała mi jeszcze tylko jedna góra, na którą wybieram się już 17 stycznia - Piramida Carstensz ( 4 884 m n.p.m.) na Nowej Gwinei. Wyjeżdżam tam z moim partnerem wspinaczkowym z Antarktydy - Robertem Millerem. Po, mam nadzieję, szczęśliwym zakończeniu projektu - planowana jest wystawa zdjęć oraz pokaz filmu z całej Korony Ziemi. Bądźcie ze mną i śledźcie bloga!
Zapraszam również na moją stronę www.martynawojciechowska.pl
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.