21 stycznia 2010 - NABIRE

22 styczeń 2010
21 stycznia 2010 - NABIRE

Dzień w Nabire upłynął nam spokojnie. Miejscowość jest niewielka i nie spotkałam
tu ani jednego turysty czy choćby białego człowieka! Świadczy o tym najlepiej
baza hotelowa - pięć gwiazdek to to nie jest... Prądu zwykle nie ma, bieżącej
wody też, ale nie narzekamy! Z uwagi na kolor skóry wzbudzamy dużą ciekawość i
po raz pierwszy zdarzyło mi się, że "lokalesi" podchodzą do mnie, żeby się
sfotografować na pamiątkę :-) Teraz już wiem, jakie to uczucie... Póki co
jednak, ja i Robert też robimy sporo zdjęć i staram sie Wam coś wysłać, bo od
jutra będę miała z Polską kontakt wyłącznie przez telefon satelitarny.

Chodzę, zwiedzam, poznaję ludzi, zagaduję... To jest to, co lubię najbardziej!
Nawet zakupy świeżych owoców i warzyw na wyprawę stały się okazją do zawarcia
znajomości z przesympatyczną właścicielką straganu i jej córeczką. Odwiedziłam
też szkołę w Nabire, bo dzieciaki na całym świecie są zawsze najfajniejsze -
szczere, uśmiechnięte, otwarte. Opowiedziały mi, czego się uczą, jak spędzają
czas, jakie mają marzenia. Na szczęście niemal każda z dziewczynek z tego
zdjęcia marzy o skończeniu studiów... Na szczęście chcą też wyjechać z Nowej
Gwinei, bo nie widzą tu perspektyw. W tym regionie nie ma zbyt wiele możliwości
pracy - ruch turystyczny tu nie istnieje, komunikacja z resztą kraju jest
kiepska. Ludzie żyją z handlu lub pracują w kopalniach złota. Większość zysków
wędruje jednak do kieszeni Amerykanów, a ci niezbyt chętnie dofinansowują
wyspę... I tak koło się zamyka...

Znowu problemy... Przyszli przedstawiciele lokalnej ludności i pytają, dlaczego
lecę helikopterem, a nie idę przez dżunglę... Gdybym szła przez ich teren,
musiałabym zapłacić mnóstwo łapówek co kilka kilometrów i wszyscy byliby
zadowoleni. A tak - nie chcę im płacić haraczu... Więc ich zdaniem nie polecę
wcale, bo zamierzają blokować helikopter od rana :-( A ja po prostu nie mogę
pozwolić sobie na przedzieranie się przez dżunglę, bo nie mam aż tyle czasu -
zostawiłam w domu małą Marysię! Poza tym mam mnóstwo obowiązków w National
Geographic i muszę jak najszybciej wracać... Kiedyś możliwe było przejście przez
kopalnię złota, ale obecnie jest zamknięta do odwołania, więc wybrałam jedyną i
najbezpieczniejszą opcję...
Zrobiłam sobie z nimi zdjęcie na zgodę, ale raczej to nie pomoże. Planujemy
zapakować bagaż w nocy i wystartować ok. 5 rano, tuż przed świtem, licząc na to,
że nie zdążą nas zatrzymać. A zatem - trzymajcie kciuki!!!


  • Tagi:
  •  

Dodaj komentarz

Komentarze

  • Do moderacji
    2010-01-24 22:45

    Powodzenia!!!!

  • Do moderacji
    2010-01-22 14:51

    No no, w takim razie dużo powodzenia życzę!!!

  • Do moderacji
    2010-01-22 14:41

    Gęstego Powietrza!!! POWODZENIA i proszę o info.

  • Do moderacji
    2010-01-22 13:53

    Powodzenia

  • Do moderacji
    2010-01-22 10:40

    WSPANIAŁA WYPRAWA WSPANIAŁY BLOG. Pozdrawiam całą ekipę i czekam na kolejne relacje.

Martyna_W

  • 5/5
  • Ranga: Prenumerator
  • Płeć:Kobieta
  • Fotograf:Nowicjusz

O mnie

Krótko o wyprawie - dla niezorientowanych :-) Siedem lat temu rozpoczęłam projekt Korona Ziemi, polegający na zdobywaniu najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Pozostała mi jeszcze tylko jedna góra, na którą wybieram się już 17 stycznia - Piramida Carstensz ( 4 884 m n.p.m.) na Nowej Gwinei. Wyjeżdżam tam z moim partnerem wspinaczkowym z Antarktydy - Robertem Millerem. Po, mam nadzieję, szczęśliwym zakończeniu projektu - planowana jest wystawa zdjęć oraz pokaz filmu z całej Korony Ziemi. Bądźcie ze mną i śledźcie bloga!

Zapraszam również na moją stronę www.martynawojciechowska.pl

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się