Z.C.
W stronę Cordillery Huayhuashi ruszyliśmy z samego rana z zapałem, który zgasł dość szybko, bo już w południe, gdy prawie 5 godzin musieliśmy czekaliśmy w deszczu w miejscowości przesiadkowej na kolejny transport. Gdy w drodze złapała nas śnieżyca zaczęliśmy się śmiać z naszych pomysłów. Na nasze szczęście Chiquian położone jest na 3400 m n.p.m. więc nie było tak źle. Ośnieżone szczyty Cordillery Huayhuashi udało nam się zobaczyć kolejnego dnia z punktu widokowego. Odsłoniły się z chmur tylko na chwilę, jakby specjalnie dla nas. 

Po słonecznym poranku, już o 10 zagrzmiała, nadciągnęły czarne chmury i lunął deszcz siąpiący do rana. O jakimkolwiek, choć dwudniowym trekingu musieliśmy zapomnieć, tym bardziej, że Rafałowi wejście na punkt widokowy sprawiało trudności i prawie go musiałam tam wnieść. Kolano ma nadal spuchnięte i wciąż kuleje. Gdyby nie optymistyczny pusty hotel z kolorowym pięknym ogrodem oraz WiFi byłoby kiepsko z nastrojami. W kolejny dzień sytuacja się nie zmieniła a trzeciego dnia z rana ruszyliśmy do stolicy. W Kordyliery wrócimy za 2 może 3 miesiące, gdy pogoda się zmieni. Wiemy już ile kosztuje 10 dniowy treking, zobaczymy, jakie ceny będą w stolicy regionu Huaraz i ruszymy w trasę. Takie mamy plany na najbliższe miesiące teraz przed nami Lima. Mieliśmy dojechać za dnia, ale jak to bywa z tutejszym transportem wysiedliśmy w ponad 8 milionowej, podobno niebezpiecznej, metropolii grubo po zachodzie słońca. Ciarki nam po plecach przeszły a że z oszczędności nie jeździmy taksówkami trzeba było zmierzyć się z czarnymi obskurnymi ulicami stolicy Peru. Jak to bywa w takich chwilach nie zostaliśmy sami?. Zaopiekowała się nami wesoła rodzinka, która po udzieleniu wytycznych odnośnie bezpieczeństwa i uważania na rabusi poprowadziła Gringo prawie pół godziny na główny plac starej części miasta - Plaza de Armas. W Peru wciąż trwają wakacje i sporo ludzi spędza je w stolicy, a co za tym idzie w hotelach pełno. Długo musieliśmy się nagimnastykować i uprosić by dostać nocleg na jedną noc. Przenocowaliśmy w „muzeum” w jedynce w cenie czwórki. Kryształowe lustra, gipsowe rzeźby, całe ściany w obrazach a na tarasie małe ZOO, w którym królowały pawie, papugi i żółwie. 
Zamiast cieszyć się z dojazdu do Limy i wyjść na spokojny spacer musiałam najpierw wyprać mój duży plecak i ciuchy, które w autobusie kompletnie zalane zostały śmierdzącym „ceso”, czyli serem. Kolejnego dnia z rana przenieśliśmy się do rodzinnego hotelu, również położonego w centrum, w zagłębiu drukarskim, z przystępną ceną i z dostępem do kuchni.
W Centralnej Limie atrakcjami turystycznymi są mało imponująca kolonialna zabudowa, kilka kościołów i zakonów, które obecnie są muzeami (w jednym żyje 12 dominikanów a w drugim 20 franciszkanów) dwa zielone place połączone deptakiem z mocno strzeżonym pałacem prezydenckim. 
W Miraflores, w willowej dzielnicy nadbrzeżnej jedyne, co można zrobić to udać się na zakupy w górujących drogich zagłębiach sklepowych, bo kąpiele w zimnym Pacyfiku do przyjemności nie należą. Dni w Limie mijały nam spokojnie niczym od siebie się nie różniąc.
Rana piliśmy kawę na balkonie, po południu wychodziliśmy na długie spacery. Rafał kurował kolano, z którym jest już coraz lepiej. W walentynki zatłoczone ulice centrum przybrały kolor czerwony od wszędobylskich balonów w kształcie serca a w tłusty czwartek opychaliśmy się pysznymi pączkami z budyniowym nadzieniem. Przed nami leniwy miesiąc. Musimy przeczekać porę deszczową a że kończy nam się Peruwiańska wiza, kierujemy się do Boliwii i naszego ulubionego La Paz. Pewnie z krótkimi przerwami w kilku miejscach po drodze.
Zapraszamy również do galerii fotografii z podróży w miare możliwosci uaktualnianej:
http://shutterstock.com/g/rchphoto
Żaneta i Rafał Cichawa – jesteśmy małżeństwem z Wrocławia; fascynują nas podróże z domem na plecach; przed nami wielka wyprawa, pozostawiliśmy rodzinę, przyjaciół, dom, pracę i wyruszamy w Świat; pierwsze nasze kroki kierujemy do Azji – startujemy 31.10.09 r. Warszawa- Moskwa – Delhi. Znajomych i przyjaciół oraz ludzi ciekawych Świata zapraszamy na Bloga. Postaramy się przekazać to co nas urzekło i przedstawić to co zobaczyliśmy w fotograficznym skrócie.
kontakt:
Zaneta - z.cichawa@onet.eu
Rafal - r.cichawa@onet.eu
Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże
| Komentarze: | ilość: 36 | punkty: 36 |
| Suma | 36 | 36 |
| Zobacz jak naliczane są punkty | ||
2012.05.11 – 14, Peru, Santa Cruz Trek – jeden z najpiękniejszych trekingów na Świecie!?:-(
2012.05.02 – 10, Peru, Huaraz, Huari, Caraz – Peru mniej znane z rodzinką - część IV
2012.04.29 – 05.02, Peru, Huanchaco – Peru mniej znane z rodzinką - część III
2012.04.26 – 28, Peru, Chachapoyas – Peru mniej znane z rodzinką - część II
2012.04.19 – 25, Peru, Lima, Chiclayo – Peru mniej znane z rodzinką - część I
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.