2012.02.07 – 17, Peru, Chiquian, Lima – Lima “kupy” się nie trzyma

Z.C.
W stronę Cordillery Huayhuashi ruszyliśmy z samego rana z zapałem, który zgasł dość szybko, bo już w południe, gdy prawie 5 godzin musieliśmy czekaliśmy w deszczu w miejscowości przesiadkowej na kolejny transport. Gdy w drodze złapała nas śnieżyca zaczęliśmy się śmiać z naszych pomysłów. Na nasze szczęście Chiquian położone jest na 3400 m n.p.m. więc nie było tak źle. Ośnieżone szczyty Cordillery Huayhuashi udało nam się zobaczyć kolejnego dnia z punktu widokowego. Odsłoniły się z chmur tylko na chwilę, jakby specjalnie dla nas.


Po słonecznym poranku, już o 10 zagrzmiała, nadciągnęły czarne chmury i lunął deszcz siąpiący do rana. O jakimkolwiek, choć dwudniowym trekingu musieliśmy zapomnieć, tym bardziej, że Rafałowi wejście na punkt widokowy sprawiało trudności i prawie go musiałam tam wnieść. Kolano ma nadal spuchnięte i wciąż kuleje. Gdyby nie optymistyczny pusty hotel z kolorowym pięknym ogrodem oraz WiFi byłoby kiepsko z nastrojami. W kolejny dzień sytuacja się nie zmieniła a trzeciego dnia z rana ruszyliśmy do stolicy. W Kordyliery wrócimy za 2 może 3 miesiące, gdy pogoda się zmieni. Wiemy już ile kosztuje 10 dniowy treking, zobaczymy, jakie ceny będą w stolicy regionu Huaraz i ruszymy w trasę. Takie mamy plany na najbliższe miesiące teraz przed nami Lima. Mieliśmy dojechać za dnia, ale jak to bywa z tutejszym transportem wysiedliśmy w ponad 8 milionowej, podobno niebezpiecznej, metropolii grubo po zachodzie słońca. Ciarki nam po plecach przeszły a że z oszczędności nie jeździmy taksówkami trzeba było zmierzyć się z czarnymi obskurnymi ulicami stolicy Peru. Jak to bywa w takich chwilach nie zostaliśmy sami?. Zaopiekowała się nami wesoła rodzinka, która po udzieleniu wytycznych odnośnie bezpieczeństwa i uważania na rabusi poprowadziła Gringo prawie pół godziny na główny plac starej części miasta - Plaza de Armas. W Peru wciąż trwają wakacje i sporo ludzi spędza je w stolicy, a co za tym idzie w hotelach pełno. Długo musieliśmy się nagimnastykować i uprosić by dostać nocleg na jedną noc. Przenocowaliśmy w „muzeum” w jedynce w cenie czwórki. Kryształowe lustra, gipsowe rzeźby, całe ściany w obrazach a na tarasie małe ZOO, w którym królowały pawie, papugi i żółwie.

Zamiast cieszyć się z dojazdu do Limy i wyjść na spokojny spacer musiałam najpierw wyprać mój duży plecak i ciuchy, które w autobusie kompletnie zalane zostały śmierdzącym „ceso”, czyli serem. Kolejnego dnia z rana przenieśliśmy się do rodzinnego hotelu, również położonego w centrum, w zagłębiu drukarskim, z przystępną ceną i z dostępem do kuchni.

W Centralnej Limie atrakcjami turystycznymi są mało imponująca kolonialna zabudowa, kilka kościołów i zakonów, które obecnie są muzeami (w jednym żyje 12 dominikanów a w drugim 20 franciszkanów) dwa zielone place połączone deptakiem z mocno strzeżonym pałacem prezydenckim.


W Miraflores, w willowej dzielnicy nadbrzeżnej jedyne, co można zrobić to udać się na zakupy w górujących drogich zagłębiach sklepowych, bo kąpiele w zimnym Pacyfiku do przyjemności nie należą. Dni w Limie mijały nam spokojnie niczym od siebie się nie różniąc.

 Rana piliśmy kawę na balkonie, po południu wychodziliśmy na długie spacery. Rafał kurował kolano, z którym jest już coraz lepiej. W walentynki zatłoczone ulice centrum przybrały kolor czerwony od wszędobylskich balonów w kształcie serca a w tłusty czwartek opychaliśmy się pysznymi pączkami z budyniowym nadzieniem. Przed nami leniwy miesiąc. Musimy przeczekać porę deszczową a że kończy nam się Peruwiańska wiza, kierujemy się do Boliwii i naszego ulubionego La Paz. Pewnie z krótkimi przerwami w kilku miejscach po drodze.
 
Zapraszamy również do galerii fotografii z podróży w miare możliwosci uaktualnianej:

http://shutterstock.com/g/rchphoto

Dodaj komentarz

ZRCichawa

  • 0/5
  • Ranga: Początkujący odkrywca
  • Fotograf:Zaawansowany

O mnie

Żaneta i Rafał Cichawa – jesteśmy małżeństwem z Wrocławia; fascynują nas podróże z domem na plecach; przed nami wielka wyprawa, pozostawiliśmy rodzinę, przyjaciół, dom, pracę i wyruszamy w Świat; pierwsze nasze kroki kierujemy do Azji – startujemy 31.10.09 r. Warszawa- Moskwa – Delhi. Znajomych i przyjaciół oraz ludzi ciekawych Świata zapraszamy na Bloga. Postaramy się przekazać to co nas urzekło i przedstawić to co zobaczyliśmy w fotograficznym skrócie.
kontakt:
Zaneta - z.cichawa@onet.eu
Rafal - r.cichawa@onet.eu

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 36 punkty: 36
Suma 36 36
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się