2010.02.20-21 Indie, Jaipur - Puszkar

Dzien czternasty
R.C.
Na ostatni dzien pobytu w Jaipurze zostawilismy sobie do zobaczenia Fort Amber, pieknie polozny na zboczu gory, nad jeziorem, ktore niestety wyschlo, zlocisty fort. Krotkie podejscie pod gore i jestesmy na glownym dziedzincu. Fort jest przepiekny, odrestaurowany, z przepieknie zdobiona brama glowna. Zwiedzanie fortu zajelo nam kilka godzin. W poblizu byl do zobaczenia jeszcze jeden fort ale po wrazeniach z Fortu Amber dalismy sobie spokoj, zwlaszcza ze jeszcze w planach mielismy zachod slonca na Forcie Tygrysim, z piekna panorama na Jaipur. Wracajac do miasta, zerknelismy na palac na wodzie i zatrzymalismy sie na obiad, w sklepie kupilismy kilka piw. Negocjacje z rikszarzem zajely na  tyle duzo czasu ze prawie na zachod slonca nie zdazylismy. I tak zawiozl nas na skraj gory na ktorej fort stal, a nie na fort, i z przemilym usmiechem pokazal droge do gory, wedlug niego to bylo jakies 10 min.  Tylko Mateusz ambitnie wbiegl na gore, do fortu i obejrzal w calosci przepiekny zachod slonca nad Rozowym Miastem, My zostalismy po drodze, ale tez bylo milo. Pozostal wieczorny spacer po miescie, zajadanie sie slodyczami, odwiedzenie kilku swiatyn w ktorych odbywaly sie modly, pobladzenie, posilek w budkach przy drodze i juz prawie ”zamordowani” bylismy w naszym domku.
Dzien pietnasty
M.L.
Dzis ruszamy dalej. Zostawiamy jeszcze bagaze w hotelu i kierujemy sie w strone Rozowego Miasta. Zwiedzamy male swiatynie, po ktorych oprowadzaja nas opiekujacy sie nimi kaplani. Tlumacza nam troche symbolike posazkow, pozwalaja zrobic kilka fotek. Po drodze zagladamy jeszcze na dworzec kolejowy bo chcemy juz z Mateuszem kupic sobie bilety z Udajuru do Dehli. Stajemy w kolejce dla turystow i bojownikow o wolnosc. Jestem jedyna kobieta w kolejce i oczywiscie ze wszystkich stron do okienka pchaja sie Hindusi, w dupie majac kolejke. W koncu nie wytrzymuje i zaczynam sie na nich wydzierac - po polsku, dopiero na koniec wlacza mi sie angielski. i co? podzialalo! wszyscy spuszczaja glowy w dol i potulnie ustawiaja sie w kolejce. Nawet facet z okienka przestaje obslugiwac osoby ktore probuja sie wepchnac poza kolejka. Wpadamy jeszcze do przydworcowego baru na przepyszne thali (59 Rs) i ruszamy w poszukiwanie jakiegos autobusu do Adzmeru z ktorego sprobujemy dostac sie do Puskharu. Znajdujemy takowy dosc predko za 100Rs od osoby, jednyny problem to taki ze nie jedzie stricte do Adzmeru a gdzis w okolicach nas wysadza. Niech bedzie. Na poczatku mala awanturka w autobusie bo facet sprzedajacy bilet uparl sie na mijsca na ktorych mamy usiasc choc prawie caly autobus pusty. Potem robi sie afera o nasze bagaze i praktycznie wychodzi na to ze 70 litrowe plecaki mamy trzymac niemalze na kolanach... Po drodze zaczyna robic sie naprawde goraco, w powietrzu unosity sie piasek. Podroz miala trwac 2 godz, ale przeciez to Indie wiec jdziemy ponad 4 godz. Wysiadamy przy jakies drodze 15 km od Adzmeru, stamtad dostajemy sie do miasta riksza, a dalej juz za 10 rs autobus do Pushkaru. Adzmer i Pushkar rozdziela pasmo wzgorz wezowych. Samo miasto jest oczywiscie jednym z swietych miejsc hinduzimu (co bardzo ucieszylo Rafala ;) ) ,jest tam ponoc ponad 400 swiatyn i jezioro z 52 ghatami. Nie wolno pic alkoholu ani uzywac narkotykow, nie mozna jesc miesa ani jajek, ubierac sie wyzywajaca, trzymac publicznie za reke. Centrum zamkniete jest dla pojazdow. Oczywiscie jest juz ciemno gdy jestesmy na miescu i zaczynamy szukac hotelu. Wynajmujemy pana z wozem, na ktorym jada nasze bagaze i zaczynamy rozgladac sie za noclegiem. Trafiamy w koncu do hotelu Everest nocleg 350 Rs za double room. Wieczorem idziemy sie jeszcze przejsc po miescinie i co sie okazuje...jezioro wyschlo... zapowiada sie ciekawie..
R.C.
Marta zapomniala dodac ze tylko w miescie Puszkar jest prohibicja, ale poza miastem juz nie, dokladnie za tabliczka informujaca o wyjezdzie z miasta mozna najesc sie kurczakow dowoli, kupic jaki sie chce alkohol i pewnie sie jeszcze dobrze zabawic, tylko droga wiedzie przez pustynie. W samym miescie tez podadza piwo w restauracji, ale ceny zaporowe, 130 Rs za butelke.


Zapraszamy do galerii fotografii z podróży w miarę możliwosci uaktualnianej:
http://shutterstock.com/g/rchphoto

Dodaj komentarz

ZRCichawa

  • 0/5
  • Ranga: Początkujący odkrywca
  • Fotograf:Zaawansowany

O mnie

Żaneta i Rafał Cichawa – jesteśmy małżeństwem z Wrocławia; fascynują nas podróże z domem na plecach; przed nami wielka wyprawa, pozostawiliśmy rodzinę, przyjaciół, dom, pracę i wyruszamy w Świat; pierwsze nasze kroki kierujemy do Azji – startujemy 31.10.09 r. Warszawa- Moskwa – Delhi. Znajomych i przyjaciół oraz ludzi ciekawych Świata zapraszamy na Bloga. Postaramy się przekazać to co nas urzekło i przedstawić to co zobaczyliśmy w fotograficznym skrócie.
kontakt:
Zaneta - z.cichawa@onet.eu
Rafal - r.cichawa@onet.eu

Zainteresowania: Kultura, Fotografia, Podróże

Aktywności użytkownika

Komentarze: ilość: 33 punkty: 33
Suma 33 33
Zobacz jak naliczane są punkty

Mój blog

Ostatnio odwiedzili mój profil

Dla prenumeratora

Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.

X

Dodaj komentarz

Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.

Zarejestruj się Zaloguj się