PODSUMOWANIE7 lat, 7 szczytów, 7 kontynentów... Boże, 7 lat to naprawdę kawał czasu! Kiedy zaczynałam projekt Korona Ziemi, chyba nie do końca zdawałam sobie sprawę z tego, na co się tak naprawdę porywam... Przez ten czas wiele się nauczyłam, straciłam kilku przyjaciół, zyskałam nowych, zostałam mamą (!) i, przede wszystkim, nabrałam ogromnej pokory. Jestem zupełnie innym człowiekiem! Co czuję? Tak długo realizowałam swoje marzenie, że chyba też radość z sukcesu przychodzi...
Drugi dzień w namiocie... Pogoda, początkowo łaskawa, teraz daje nam popalić. Ulewa jest tak intensywna, że nie ma mowy o żadnym spacerze na zewnątrz. A tak bardzo chcieliśmy wspiąć się jeszcze na jakiś z okolicznych szczytów. Coż... Po dobie spędzonej w namiocie, w akcie desperacji, mieliśmy już schodzić na dół o własnych siłach. W tej sytuacji jednak poczekamy aż przestanie padać i nadleci helikopter. Jak widać nie może być tak, że wszystko się układa :-) Póki co jednak...
Początkowo mieliśmy trochę pod górę… dosłownie i w przenośni :-) Problem z wylotem z Nabire, lokalna ludność groziła, że zablokuje helikopter, więc musieliśmy przekraść się o 5 rano na pokład, ale na szczęście udało nam się wystartować. Potem z kolei negocjowaliśmy nadbagaż… W kółko coś. W końcu, z jednym międzylądowaniem dotarliśmy do bazy pod Piramidą Carstensz. Jak tylko wysiedliśmy z helikoptera, Robert rzucił, że właściwie to będziemy się od razu aklimatyzować i możemy...
Dzień w Nabire upłynął nam spokojnie. Miejscowość jest niewielka i nie spotkałamtu ani jednego turysty czy choćby białego człowieka! Świadczy o tym najlepiejbaza hotelowa - pięć gwiazdek to to nie jest... Prądu zwykle nie ma, bieżącejwody też, ale nie narzekamy! Z uwagi na kolor skóry wzbudzamy dużą ciekawość ipo raz pierwszy zdarzyło mi się, że "lokalesi" podchodzą do mnie, żeby sięsfotografować na pamiątkę :-) Teraz już wiem, jakie to uczucie... Póki cojednak, ja i...
Póki co wyprawa nie jest zbyt męcząca... W Jakarcie na lotnisku mieliśmy tyle wolnego czasu, że postanowiliśmy pójść do SPA na jawajski masaż. Okazało się, że drobnej budowy Jawajka miała tyle siły, że omal nie połamała mi kręgosłupa! Poza tym, to bodaj najweselszy wyjazd górski w moim życiu :-) Robert jest doświadczonym wspinaczem i facetem, który do wszystkiego (także do siebie) ma dystans, więc żartujemy niemal cały czas. Wiemy, że przed nami konkretny, trudny cel do...
Biak to już niemal kraniec świata… Dotarliśmy tu o 5 nad ranem po całej nocy w samolotach. Trzy godziny snu i znów jesteśmy na lotnisku, gdzie pakujemy się do małego Twin Ottera. Za około godzinę będziemy na Nowej Gwinei. Wow!Nasz limit bagażu na lot do Nabire to 10 kg na głowę, mamy go razem 50 kg – liny, namioty, śpiwory, jedzenie… Robert uparł się jednak, że nie będzie płacił! Założył na siebie cały strój wspinaczkowy, w bagażu podręcznym ma chyba 20 kg, a w pasie… owinął...
Krótko o wyprawie - dla niezorientowanych :-) Siedem lat temu rozpoczęłam projekt Korona Ziemi, polegający na zdobywaniu najwyższych szczytów wszystkich kontynentów. Pozostała mi jeszcze tylko jedna góra, na którą wybieram się już 17 stycznia - Piramida Carstensz ( 4 884 m n.p.m.) na Nowej Gwinei. Wyjeżdżam tam z moim partnerem wspinaczkowym z Antarktydy - Robertem Millerem. Po, mam nadzieję, szczęśliwym zakończeniu projektu - planowana jest wystawa zdjęć oraz pokaz filmu z całej Korony Ziemi. Bądźcie ze mną i śledźcie bloga!
Zapraszam również na moją stronę www.martynawojciechowska.pl
Prenumeratorów naszych magazynów zapraszamy do odwiedzania Klubu Prenumeratora.
Znajdziecie w nim między innymi: konkursy z nagrodami, zniżki w sklepie, zaproszenia na wystawy oraz imprezy National Geographic. Dodatkowo istnieje możliwość poddania swoich zdjęć ocenie przez profesjonalnych fotografów. To jednak tylko niektóre atrakcje, jakie przygotowaliśmy dla naszych prenumeratorów.
Dodaj komentarz
Aby zamieścić ten komentarz, musisz należeć do społeczności National Geographic.