Zastawiła pod kredyt wszystko, co miała, i rozkręciła podziemny świat. Dziś jest tu wodospad, gnomy i ukryte skarby.

- Złoto pobudza wyobraźnię – przyznaje Elżbieta Szumska, właścicielka kopalni. Ale w złotostockich sztolniach nigdy nie występowało w postaci samorodków znanych z Dzikiego Zachodu. – Tutaj jest jak cukier rozpuszczony w herbacie, obecny, ale niewidoczny – tłumaczy obrazowo pani Elżbieta.

Złoto było pozyskiwane z rudy arsenu, co oznaczało wiele zabiegów, które na koniec dawały czysty kruszec. Ale żeby turyści nie czuli się rozczarowani, że w kopalni złota nie widzą złota, w podziemiach został urządzony skarbiec. Leży w nim 1066 sztabek, co odpowiada 16 tonom cennego metalu, jakie wydobyto tu przez cały czas działania kopalni, czyli od średniowiecza.

Złote czasy kopalnia przeżywała w XVI w., kiedy jej ówcześni właściciele intensywnie eksploatowali złoża. Dostarczali wtedy rocznie 150 kg złota, czyli około 8 proc. całej jego europejskiej produkcji. Później losy kopalni były różne, od niemal całkowitych upadków po kolejne rozkwity. Dobra passa nastąpiła, gdy całość w XIX w. przeszła w ręce rodziny Güttlerów. Pojawiły się wtedy maszyny parowe, wydrążono też Sztolnię Gertruda, która ułatwiła transport rudy.

Po wojnie kopalnia działała jeszcze kilkanaście lat. Jej zamknięcie w 1961 r. było wyrokiem na tym niezwykłym dziele pokoleń górników. Woda zalała sztolnie – jakieś 300 km korytarzy, które przez stulecia podziurawiły tereny wokół Złotego Stoku.

– Jestem przekonana, że w takim labiryncie zostały ukryte jakieś skarby – mówi  właścicielka.

 

Chichot gnoma

Dokładnie 20 lat temu przywrócono do życia dwie sztolnie i otwarto je dla turystów. I wtedy w kopalni pojawiła się Elżbieta Szumska. Znajomy namówił ją, żeby spróbowała swoich sił jako przewodnik turystyczny. Zgodziła się oprowadzać w weekendy.

Już przy pierwszej wycieczce wiedziałam, że to moje miejsce – śmieje się. Kilka lat później postawiła wszystko na jedną kartę, zastawiła pod kredyt wszystko, co miała, i została właścicielką kopalni. Czyste szaleństwo? Otóż nie. – Znałam już wtedy kopalnię jak własną kieszeń, widziałam jej potencjał – mówi.

Ten potencjał sama uruchamiała krok po kroku. Kiedy przejmowała kopalnię, działały tylko dwie sztolnie i budka, gdzie sprzedawano bilety, pocztówki i hot dogi. Postanowiła połączyć sztolnie, usuwając zawał, który powstał po wysadzeniu w powietrze przez Niemców części chodników. Dzięki temu turyści mają teraz dużo ciekawszą trasę. Wchodzą przez Sztolnię Gertruda, przechodzą do Sztolni Czarnej Górnej, potem osiem pięter w dół do podziemnego wodospadu i na koniec wyjeżdżają podziemnym tramwajem przez Sztolnię Czarną Dolną – tę odgruzowaną. – Najtrudniej jest rozruszać maszynę – mówi pani Elżbieta.

Wokół Złotego Stoku jest dużo ciekawych miejsc, m.in. Góry Stołowe, Jaskinia Niedźwiedzia, Szczeliniec.

Musiała energicznie działać, żeby ludzie dowiedzieli się o kopalni w Złotym Stoku. Pomagały jej córki. Małgosia, młodsza, wymyśliła, że będzie gnomem. I przebrana w jutowy worek biegała po korytarzach, strasząc i rozśmieszając turystów. Pomysł się sprawdził i instytucja gnoma istnieje do dziś, choć kto inny wciela się w jego rolę. To też pokazało, że informacja, jak na przykład historia tego miejsca, jest ważna, ale turyści chcą się przede wszystkim dobrze bawić.  

Goście dobrze pamiętają spontaniczne akcje na przykład na prima aprilis, jeżeli akurat padną ich ofiarą. Jak pewna nauczycielka, która tego właśnie dnia zjawiła się ze szkolną wycieczką. Uwierzyła, że będzie ich oprowadzać kobieta w okularach ze szkłami jak denka od butelek i z laską dla niewidomych w ręku. Przewodniczka gromkim głosem zawołała, żeby grupa szła za nią. Nauczycielka stanowczo zaprotestowała i z pretensją zwróciła się do pani Elżbiety. Ta odparła, że przecież w kopalni i tak jest ciemno, więc trzeba tylko przewodniczkę ustawiać pośrodku korytarza, bo inaczej bardzo się obija o ściany. Nauczycielka otworzyła usta ze zdumienia, aż w końcu zrozumiała. Do dziś śmieje się ze swojej pierwszej wizyty w kopalni – bo na jednej się nie skończyło.

 

Złoty dukat

Pani Elżbieta dba też o to, żeby co roku była jakaś nowa atrakcja. W dawnej kuźni urządziła restaurację. Wymyśliła spływ łodzią w zalanej części Sztolni Gertruda, warsztaty z płukania złota. Izbę pamięci, w której zebrała pamiątki Złotego Stoku i jednocześnie zaangażowała mieszkańców miasteczka, by poszperali na strychach.

Odnalazła nawet wnuczkę dawnego właściciela kopalni – Barbarę Güttler, która podarowała do muzeum m.in. złoty dukat wybity w złotostockiej mennicy. Dwa lata temu zaczęła działać Średniowieczna Osada Górnicza. Stoją w niej drewniane machiny, jakich kiedyś używano do obsługi kopalni. To nie atrapy, lecz sprawne mechanizmy o zapomnianych dziś nazwach: koło deptakowe, młyn stęporowy. Tak jak przed wiekami napędzane są wodą lub siłą mięśni.

W tym roku też szykuje się coś specjalnego. W budynku Łamacza, w którym kiedyś kruszono złotonośną rudę, rusza Escape Room. W czterech pokojach (Biblioteka, Złoty Pociąg, Kajuta i Pokój do Góry Nogami) osoby spragnione wrażeń i zagadek będą sobie łamać głowy, żeby znaleźć wyjście.

Nic dziwnego, że kopalnia stała się obowiązkowym punktem programu wycieczek jadących do Kotliny Kłodzkiej. A że jest to naprawdę ciekawe miejsce, potwierdza Złoty Certyfikat Polskiej Organizacji Turystycznej, który został przyznany kopalni w zeszłym roku.

Dostałam go dokładnie po dwudziestu latach od rozpoczęcia działalności. To turystyczny Nobel, dla mnie ukoronowanie mojej pracy – mówi właścicielka kopalni.

Kopalnia Złota działa w Złotym Stoku przy ulicy Złotej 7. Do tego trzeba dodać złotego człowieka, jakim jest Elżbieta Szumska.

Autor: Barbara Żukowska

 

 
INFORMATOR

Kopalnia złota w Złotym Stoku przyjmuje turystów przez cały rok. Prócz podziemnej trasy (zwiedzanie z przewodnikiem ok. 1,5 godz.) jest dużo innych atrakcji, warto więc zarezerwować sobie więcej czasu. Można też przenocować – w pokojach w dawnej kuźni lub w pięknym pensjonacie Złoty Jar w pobliżu kopalni.

Więcej na kopalniazlota.pl.