Czym tak naprawdę jest joga? Gimnastyką, stylem życia, filozofią? To z pewnością nie zadanie do wykonania, ale uważne słuchanie swojego ciała i dbanie o nie.

Leżę na cienkiej macie, wokół mnie z 50 osób, głównie studentów, którzy przyszli tu zaliczyć zajęcia. To moja czwarta lekcja. Na poprzednich albo unikałam pozycji odwróconych, albo zasypiałam w trakcie. Tym razem jestem zdeterminowana. W rękach trzymam pasek, pasek zahaczyłam o nogę, nogę próbuję odciągnąć w bok. Jednocześnie staram się nie uderzyć w głowę przyjaciółkę, która leży 10 cm ode mnie. Ale noga nie za bardzo pozwala się odciągnąć – czuję biodra, kręgosłup, ścięgna i stawy. Słyszę głos nauczyciela „od-dy-chaj-cie, od-dy-chaj-cie. Wdech wędruje do bioder, wydech zabiera stamtąd ból. Od-dy-chaj-cie”. Prycham i szepczę w ucho przyjaciółki: „Zabrało ci ból? Bo mi to raczej ta cała joga tylko bólu dodaje”. Nauczyciel woła: „Cisza tam, bo wyrzucę z sali!”. Więcej na zajęcia nie wracam. WF na studiach zaliczam, tańcząc flamenco.

 

O drodze dojścia

Kiedy miałam 19 lat, joga kojarzyła mi się tylko z gimnastyką kręgosłupa i z indyjskim mistycyzmem. Żadną z tych form nie byłam zainteresowana. Pomimo pięciu lat antropologicznych studiów umknęły mi słowa Mircei Eliadego z jego traktatu Joga. Nieśmiertelność i wolność, że joga pozwala osiągnąć wyzwolenie z doczesności, […] prawdziwą, niewypowiedzianą wolność. Może wtedy wcześniej zainteresowałabym się starożytną indyjską filozofią, której celem było zrozumienie sekretów naszej podświadomości – i wyzwolenie od popędów, które przynoszą nam cierpienie.  
Zasady jogi po raz pierwszy spisał filozof Patańdźali. Jego Jogasutry to 195 sentencji ułożonych w cztery księgi. Są podstawą klasycznego systemu jogi nazywanego raja jogą, jogą królewską. Asany – pozycje, z którymi dzisiaj kojarzona jest joga – są tylko jego niewielką częścią. Równie ważne są oddech, medytacja, asceza, odpowiednia dieta, a nawet sposób zachowania.
Jogą, jako mniej lub bardziej skomplikowaną sekwencją asan, Zachód zachwycił się w XX w. dzięki Krishnamacharyi. Ten charyzmatyczny jogin, uzdrowiciel i uczony z Mysore zmodernizował starożytną filozofię, a jego uczniowie stworzyli style praktykowane dziś na całym świecie przez ponad 300 mln ludzi, według szacunków International Yoga Federation.

 

O jogicznych mocach

Do jogi wróciłam po kilku latach. Tym razem starannie wybierałam nauczyciela i szkołę. Aż znalazłam miejsce z niewielką salą. To dawało mi pewność, że nauczyciel będzie mnie widział. I jeśli będzie taka potrzeba, skoryguje moje ustawienie. Odpowie też na pytania. Piotr Künstler, do którego trafiłam, praktykuje jogę od 26 lat, a uczy od 13. Asana jest dla niego tylko wyjściem do pracy z oddechem i świadomością: – Bardziej niż na perfekcyjnym ustawieniu pozycji zależy mi na ich właściwej sekwencji – mówi.

Żeby dotrzeć głębiej, najpierw trzeba się nauczyć prostych ruchów: skręcanie barków, ustawienie miednicy, równomierny nacisk na stopy. Wszystko ma znaczenie. – Właściwa sekwencja wpływa również na oddech, a to podnosi wewnętrzną energię, którą praktykujący jogę odczuwają jako lepsze samopoczucie –dodaje Piotr.

Podobało mi się takie podejście. Na zajęcia przyszłam w luźnym stroju, na bosaka i na czczo. To ważne, żeby nie jeść przez 2 godz. przed ćwiczeniami. Zapamięta to każdy, kto choć raz musiał tuż po obiedzie robić skręty i pozycje odwrócone. Matę pożyczyłam w szkole, tak samo klocki, paski i koce. Byłam gotowa na oświecenie.

Po kilku zajęciach zaczęłam się niecierpliwić. Przecież już znam psa z głową w dół, wiem, że w trójkącie mam dociskać tył stopy do ziemi, a w kiju ramiona trzymać przy tułowiu. A tu ciągle powtarzamy to samo. Muszę przejść obowiązkowe zajęcia początkujące, ponownie zapoznać się z podstawami asan. A ja chcę więcej i szybciej: bardziej się zmęczyć, stanąć na głowie. – W mojej metodzie kładę nacisk na ciągłe powtarzanie stałych elementów, a to jest nudne – stwierdza Piotr. – Niektórzy oczekują, że cały czas będzie działo się coś ciekawego, na tym właściwie polega cała nasza kultura. Dlatego największym wyzwaniem jest wytrwałość.

 

O absolutnej wolności

Zaciskam zęby i wytrzymuję. Szybko widzę pierwsze efekty. Zamiast zmuszać moje ciało do czegoś, na co nie jest gotowe, przygotowuję je do kolejnych, coraz trudniejszych pozycji. Mięśnie stają się silniejsze i bardziej giętkie. Pracuję z oddechem. Mniej się stresuję, jestem spokojniejsza. Przez kilka lat na zajęciach pojawiam się przynajmniej trzy razy w tygodniu. Wytrwałości mi nie brakuje, ale przeszkodą stają się częste wyjazdy. W podróże zabieram cienką matę – da się ją złożyć, zmieści się do plecaka. Zawsze mam też pasek do jogi. Ale nie znam dobrych szkół w Sajgonie czy Tokio. Zajęć szukam w internecie. W hotelowych pokojach ćwiczę oddech z hawajskim mistrzem, pocę się do instrukcji rosyjskiej kobiety-robokopa, splatam ręce, słuchając skandynawskiego akcentu, i wyginam ciało w łuk razem z panią wyglądającą jak Jane Fonda.

Aż znajduję Adriene Mishler, która jogę potrafi zamienić w świetną zabawę. Ciężko mi nawet powiedzieć, w jakim stylu ćwiczy. To połączenie hatha-jogi z płynnymi sekwencjami (vinyasą), trochę tam bardziej wysiłkowej ashtangi, trochę pracy z oddechem, energią, trochę psychologii. Zaczynam szukać, bo mam potrzebę systematyzowania. I znajduję słowa Krishnamacharyi: Nauczaj tego, co jest odpowiednie dla ucznia. Bo joga to osobiste doświadczenie. Nie ma jednej drogi. Tak samo jak nie ma jednej jogi. Anne Cushman w tekście Previously Untold Yoga History Sheds New Light napisanym dla portalu Yoga Journal porównuje jogę do drzewa banianu – symbolu Indii o poskręcanych pędach zamienionych w korzenie. Choć każdy jest inny, to setki pędów podtrzymują jedno drzewo – pierwotną ideę jogi: dążenie do duchowego rozwoju.