"Nadszedł taki dzień, kiedy uświadomiłam sobie, że jeśli nic nie zmienię w moim życiu, to umrę" - opowiada Joanna Posoch.

Ucieczka za miasto

Joanna Posoch, etnografka, wyprowadziła się z Warszawy, żeby rozpocząć nowe życie na wsi. Wybrała Nowe Kawkowo. Na Warmię sprowadziła stary drewniany łemkowski dom z Beskidu Niskiego i zaczęła uprawiać lawendę. A Jakby tego było mało, stawia też gliniane piece, zajmuje się zielarstwem oraz malowaniem na ceramice i tkaninach. Oprócz tego prowadzi pierwsze w Polsce żywe muzeum lawendy.

- Nadszedł taki dzień, kiedy uświadomiłam sobie, że jeśli nic nie zmienię w moim życiu, to umrę. Zwyczajnie i po prostu - mówi właścicielka plantacji. - Udręka poranków, gdy wstawałam zmęczona, i wieczorów, gdy równie wyczerpana kładłam się spać. W tygodniu zmęczenie towarzyszyło mi stale i w żaden sposób nie mogłam się od niego uwolnić. Postanowiłam więc rzucić pracę i przenieść się na wieś - wyjaśnia Joanna, która wydała nawet książkę "Lawendowe pole. Poradnik dla tych, którzy chcą opuścić miasto na dobre".

 

Wszystko z lawendy

Dwa lata temu Joanna otworzyła Lawendowe Muzeum Żywe im. Jacka Olędzkiego (etnograf, profesor Uniwersytetu Warszawskiego), w którym pokazuje,co można zrobić z lawendy, organizuje wiejskie warsztaty alchemiczne na temat samodzielnego wytwarzania naturalnych kremów, wody aromatycznej i olejków eterycznych. W swoim gospodarstwie przyjmuje też letników.

- Latem, kiedy lawenda kwitnie, zbieramy fioletowe kwiaty, suszymy je w bukietach, potem możemy zanurzyć w ciepłej oliwie albo zalać alkoholem czy miodem. Przydadzą się takie domowe zapasy na jesień czy zimę - opowiada właścicielka plantacji.

Obok wyrósł Tajemniczy Ogród, w którym znajdziemy rośliny zielarskie i te zapomniane. Rośnie ich już ponad 250, wśród nich m.in. werbena, szczeć i topinambur, dalej szarłat (amarantus), czarnuszka i pasternak.

 

Lawendowa stołówka

Teraz Joanna zbiera środki na lawendową stołówkę. Chciałaby, aby stołówka mogła utrzymywać muzeum. Dzięki niej w dalszym ciągu wstęp do niego będzie bezpłatny. I zapowiada, że potrawy będą wegetariańskie, wegańskie, bez cukru, glutenu, a pewnie i bez soli. Ma być zdrowo i pysznie. Zresztą nie może być inaczej, skoro jedzenie przygotuje z tego, co rośnie w ogrodzie.

- Każda wpłacająca osoba, niezależnie od wysokości wpłaconej kwoty, otrzyma posiłek, który będzie akurat dostępny danego dnia w naszej stołówce - zachęca Joanna.

Więcej: lawendowepole.pl

Autor: Michał Cessanis