Opowiada Joanna Boczkowska-Crettenand, autorka bloga dziennikparyski.com za który została nominowana w konkursie Travelery.

Joanna Boczkowska-Crettenand, czyli Polka w Paryżu. Jej blog dziennikparyski.com to mądre, rzeczowe spojrzenie na to, czym żyje Francja, z perspektywy osoby urodzonej w Warszawie. Co zainspirowało cię do założenia bloga? Przyjazd do Paryża odmienił moje życie. Mam wrażenie, że urodziłam się na nowo. Niezliczona ilość wiadomości, wrażeń, źródeł inspiracji - wszystko to postanowiłam opisać, dzieląc się wiedzą o tym pasjonującym mieście z osobami, które byłyby nimi zainteresowane. To miasto, Paryż, mnie zainspirowało! Jak myślisz, za co zostałaś nominowana w konkursie TRAVELERY? Ponoć za rzetelną, rzeczową informację. Czym jest dla ciebie ta nominacja? Wielką radością i satysfakcją z docenienia mojej już sześcioletniej pracy. Dlaczego to ty powinnaś wygrać? Każdy bloger wkłada w pisanie sporo pracy i serca. Wiem to po sobie. Z natury jestem osobą skromną, a więc dość trudno jest mi powiedzieć, że mam być to akurat ja, ale może dlatego, że, mam wrażenie, pokazuję to miasto od trochę innej, mniej turystycznej i banalnej strony? Może dlatego, że mam kontakt z wieloma osobami, które swoim pisaniem zachęciłam do odwiedzenia Paryża? Marzę o podróży do... Marzeń, jak każdy, mam wiele. Może jeszcze raz Rumunia? Kraje Nadbałtyckie? Ukraina? To są moje klimaty. W tym roku przejechałam Transylwanię i Maramuresz i tęsknię za tym regionem Europy. Marzy mi się również podróż po południowej Polski: okolic Kotliny Kłodzkiej, Sląska. Na razie czytam i zbieram informacje. I... nie, nie marzę o egzotycznych podróżach. Bliższa jest mi Europa W podróży najbardziej lubię...

Klimaty miast. Są takie miasta, do których, gdy się wjedzie, to czujemy się jak u siebie w domu. Na przykład Lizbona, Marsylia albo Sighisoara. Uwielbiam wyszukiwanie małych zaułków. Nie znoszę podróżowania w grupie.

Moje miejsce w Polsce...

Urodziłam się w Warszawie, ale sercem jestem w Krakowie, to jest moja wielka miłość. W tym roku byłam tam dwa razy i tylko po to, żeby popatrzeć na ołtarz Wita Stwosza. Widziałam bardzo wiele pięknych rzeczy w życiu, ale nigdy nie widziałam nic tak pięknego jak właśnie dzieło niemieckiego mistrza.

Więcej o Travelerach przeczytacie tutaj.