Wszędzie we Włoszech smakuje świetnie. Także w obskurnych barach, w pociągach, a nawet na lotniskach.

Wystarczy powiedzieć un caffé, per favore i każdy barman będzie wiedział, że chodzi o espresso. Co więcej: jeśli po godz. 12 zamówimy inny rodzaj kawy, np. cappu­ccino, wyda się, że jesteśmy turystami. Włosi piją espresso od rana do nocy, zamawiają po każdym posiłku, bo podobno ułatwia trawienie. I tak od 1884 r., gdy wymyślono je w Turynie. Espresso to coś więcej niż po prostu mała kawa z pianką crema. Nazwa pochodzi od słowa espressivo, które oznacza „wyrazisty, wyraźny”. By ten wyraźny smak uzyskać, przez 7 g zmielonej kawy trzeba przefiltrować wodę o temperaturze 88°C. Błyskawicznie – w 25 sekund, pod ciśnieniem 9 barów. I podawać w ogrzanej filiżance. Brzmi skomplikowanie, ale Włosi mają to we krwi. Choć, jak na włoskie standardy, od stosunkowo niedawna. Kawę do Włoch sprowadził w XVII w. papież Klemens IX, czyli Giulio Rospigliosi, który mawiał, że „grzechem byłoby pozostawić ją tylko dla niewiernych”. Znawcy Italii twierdzą, że bez kawy nie da się zrozumieć tożsamości Włochów. Z pewnością z espresso podróż po Italii będzie smakować lepiej. (AB)

 

NO TO W DROGĘ: GDZIE ■ Np. w Tazza D’Oro (Via degli Orfani 84), Sant’ Eustachio (Piazza di Sant’Eustachio 82, Rzym), Goppion Caffe (Sestiere Cannaregio 5517, Wenecja), palarni w okolicach Piazzale Loreto w Mediolanie... Ale tak naprawdę wszędzie we Włoszech, a nawet – choć trudno w to uwierzyć – w samolotach włoskich liniach lotniczych.