Przekonanie, że „chińskie” znaczy „tanie”, zgubiło już wielu podróżników. Od wielu lat ceny w Chinach nie odbiegają od tych europejskich. Na szczęście mamy na to sposoby

To było twarde lądowanie w Pekinie. Wszystkie wyobrażenia o chińskiej stolicy legły w gruzach w ciągu kilku godzin. Zamiast ciasnych klimatycznych uliczek z małymi domkami, czyli hutongów, zobaczyłam dużo wielkich murowanych osiedli. W restauracyjnym menu widniały raczej pizzę i sushi niż kaczka po pekińsku. Z ulic zniknęły też rowery. Spodziewałam sie ich przynajmniej dziewięć milionów, jak z piosenki Katie Meluy (Nine million bicycles in Beijing). Ich miejsce zastąpiło świetnie działające metro. Szanghaj i Hongkong też nie rozpieszczają romantycznych podróżników, którzy szukają antycznej kultury, duchowości i orientalnych klimatów. Już od lotniska witają ich bowiem drapacze chmur, szybka kolej i atrakcje, za które trzeba słono płacić.

Na szczęście szybko się zorientowałam, ze magia Pekinu całkowicie nie zginęła. I że można ja odnaleźć za zupełnie niewielkie pieniądze. Choćby w pięknie zachowanym Zakazanym Mieście, buddyjskich klasztorach, na polach ryzowych czy obok nieuczęszczanego odcinka muru chińskiego, gdzie nie dojeżdżają wycieczki. Dzięki tym miejscom to właśnie w Chinach, nazywanych Państwem Środka, czuje się jak na krańcu świata. Przystępnym, magicznym i prawdziwie made in china.

 

9 sposobów na tanie Chiny

Zdradza Dagmara Płonka - podróżniczka, menedżerka w szanghajskim NGO. Uważa, że najlepiej poruszać się po Szanghaju na rowerze. Prowadzi blog dagidrogi.com.

 

1. Zapomnij o świętach

W Chinach mieszka 1,3 mld ludzi i prawie wszyscy chcą spędzić święta z rodziną. Nie trzeba wiec mieć wybujałej wyobraźni, żeby uzmysłowić sobie, co się tu dzieje w trakcie festiwali i świat. Bilety na te dni są zazwyczaj wykupione z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. Ceny noclegów podnoszone są nawet o 300 proc.! Dlatego staraj się unikać tych dat: 9–15 lutego 2013 r. (wtedy obchodzony jest chiński Nowy Rok), 13–15 czerwca (festiwal smoczych łodzi) oraz początku października (bo wtedy zaczynają się w Chinach szkolne wakacje).

 

2. Podróżuj po kolei

Podróż pociągiem nie tylko jest najbezpieczniejszym, ale tez najciekawszym sposobem przemieszczania się po Chinach. Wybiera go bowiem większość lokalsów. Z doświadczenia wiem, że najlepsze historie można usłyszeć, korzystając z najtańszej klasy. Choć komfort jazdy i czas podróży pozostawia trochę do życzenia, to dla tych rozmów i kilkudziesięciu juanów w kieszeni warto rozpatrzyć tę opcję. Dla porównania: za bilet z Szanghaju do Pekinu najszybszym i najdroższym pociągiem zapłacimy ok. 300 zł. Dystans 1,3 tys. km pomiędzy miastami pokonamy w 5 godz. Podczas gdy za najtańszy pociąg zapłacimy 90 zł i spędzimy w nim 21 godz. W Chinach należy pamiętać, ze bilety można nabyć jedynie w mieście, z którego się wyjeżdża. Ważne jest też, że są one sprawdzane nie tylko przy wejściu na stacje, ale tez przy opuszczaniu dworca na stacji docelowej. Aktualny rozkład jazdy znajdziesz na www.travelchinaguide.com.

 

3. Chiny? Naturalnie!

Zamiast wydawać juany w drogich chińskich miastach i liczyć, czy uda ci się przetrwać kolejny dzień, rusz w naturę. Wybierz się na otwarte przestrzenie Mongolii Wewnętrznej (to chiński region autonomiczny), przejedz po Karakorum Highway czy zdecyduj się na trekking wzdłuż Wąwozu Skaczącego Tygrysa. Wszystkie te miejsca można w prosty sposób odwiedzić na własną rękę i podziwiać gratis.

 

4. Z klasą, bez kasy

Ponieważ większość atrakcji turystycznych Szanghaju jest płatna (i to słono!), warto skorzystac z opcji gratis. Za darmo w tym najdroższym chińskim mieście możesz zwiedzić Muzeum Szanghajskie czy tez centrum sztuki współczesnej M50, przespacerować się wzdłuż rzeki Huangpu, podziwiając architekturę Bundu, odwiedzić jeden z wielu targów (staroci, jedwabiu, herbaty czy… insektów!) lub odkryć tajemnice shikumenów, czyli tradycyjnych niskich domów z przełomu XIX i XX w.

 

5. Z prędkością światła

Jeśli przylatujesz do Szanghaju na lotnisko Pudong, warto skorzystać z szybkiego pociągu Maglev. Bilet na niego kosztuje 30 zł, a doświadczenie jechania z prędkością ponad 430 km/h jest bezcenne. Pociąg pokonuje 30-kilometrową trasę dokładnie w 7 min 20 s! www.smtdc.com/en

 

6. Darmowy fitness

Jeżeli zależy ci na zachowaniu formy podczas podróży po Chinach, nie musisz zapisywać się do klubów fitness ani płacić za wejście do klubów tańca. Wystarczy, że rano dołączysz do grup trenujących na świeżym powietrzu tai-chi lub wieczorem zakręcisz się wokół Chińczyków, którzy na ulicy lub w parku pląsają w rytm walca lub salsy.

 

7. Jedz po chińsku

Czyli przy pomocy pałeczek i dzieląc się potrawami z innymi. Popularne jest tu bowiem „jedzenie z jednej miski”. Nabierając pałeczkami porcję, zmieścisz mniej niż na widelcu, do tego będziesz musiał poczekać, aż miska wróci do ciebie. Efekt? Zyskasz uznanie lokalsów, zjesz mniej i będziesz biesiadował dłużej, dzięki czemu oszukasz mózg i żołądek, a w portfelu zostanie więcej juanów. Zamów np. pikantna zupę malatang. Cena ok. 5–10 zł za porcję.

 

8. Metoda na kalkulator

W Chinach negocjuj zawsze i wszędzie. No, może za wyjątkiem publicznych środków transportu. Regułą jest tu bowiem brak reguł i jednej określonej ceny. I nie chodzi o obniżenie ceny o 5 proc. Na targowiskach i w sklepach z pamiątkami rozpoczynaj od 25–30 proc. ceny rzuconej przez sprzedawcę. W hotelach i hostelach norma jest negocjowanie 20–30 proc. rabatu. Nie bój się bariery językowej! Do negocjowania sum zwyczajowo wykorzystuje się kalkulatory. Sprzedawca, widząc obcokrajowca, szybko wystukuje na nim swoją kwotę i udostępnia go klientowi, by nabił swoją propozycję.

 

9. Wrażenia murowane

Każdy kto wybiera się do Państwa Środka, powinien przejść się po Wielkim Murze Chińskim. Dobrym miejscem wypadowym jest Pekin. Wiele biur i naganiaczy w całym mieście oferuje do niego wycieczki za kilkadziesiąt złotych. Najczęściej w okolice miejscowości Badaling, która dosłownie oblężona jest przez turystów i sklepikarzy. Dlatego znacznie lepiej wybrać się na mur samemu. Na przykład w okolice Simatai, gdzie jest szansa, że będziesz miał go tylko dla siebie. Dojedziesz tam autobusem podmiejskim numer 980 (ok. 90 km). Cena w dwie strony to ok. 15 zł.