Żeby rodzinne wakacje były udane trzeba mieć na nie pomysł. Bo podczas podróży z dzieckiem najgorsza jest nuda. Zresztą zadajcie swoim dzieciom pytanie, które z nich chce przeżyć przygodę życia? Zobaczycie, że każde!

A żeby już podczas wyjazdu nie mieć niemiłych niespodzianek, przygotowując się do letniej eskapady zawsze myślę o kilku najważniejszych punktach. To droga, miejsce i odpowiednie przygotowanie do podróży.
 

DROGA
 

Dla nas była długa, za to miałam czas na rozmowy z dzieckiem. Wyruszyliśmy z Białegostoku do Warszawy, gdzie wypożyczyliśmy nowego 5-drzwiowego Fiata Tipo, i dopiero tu ustawiliśmy nawigację na południe. Jechaliśmy w ciągu dnia, co wiązało się z kilkoma postojami na jedzenie i odpoczynek, dlatego jeśli macie taką możliwość, to podróżujcie z dzieckiem w nocy. Wówczas maluch śpi, a wy będziecie mogli szybciej dotrzeć do celu. Prowadziłam na zmianę z Tatkiem. Zmieściliśmy wszystkie bagaże, co w przypadku naszej rodziny nigdy nie jest takie proste, bo bagażnik ma pojemność aż 440 litrów! Idealnym rozwiązaniem dla dziecka i dla nas – mogliśmy spokojnie zająć się prowadzeniem auta – był 7-calowy ekran z nawigacją, na którym nasi chłopcy przez cały czas mogli obserwować, gdzie dokładnie jesteśmy, ile czasu zostało nam do celu i jak przebiega droga. Poza tym puszczaliśmy im audiobooki (jest wejście na pendrive) i muzykę ze smartfonów.
 

A ja nie mogłam doczekać się gór! Tak bardzo chciałam je wreszcie sfotografować pierwszy raz w życiu. Wieczorem dojechaliśmy do Krynicy-Zdroju. 
 

MIEJSCE
 

Naprawdę tutaj jesteśmy! Czekał nas wypoczynek na łonie natury, z oszałamiającymi widokami, wśród pięknych lasów, śpiewu ptaków, zdrowego jedzenia i świeżego powietrza. Zatrzymaliśmy się w wspaniałym hotelu w Krynicy-Zdrój, w którym odpoczywaliśmy po pieszych wycieczkach w ciągu dnia. Góry mają w sobie coś magicznego. Jesteśmy zauroczeni krajobrazami jakie zobaczyliśmy, moje dzieci jak nakręcone powtarzały „łaaaaaał, ale duzie te góry”. Mam nadzieje, że niedługo wrócimy w te regiony, aby mogły stanąć na niejednym szczycie.
 

PRZYGOTOWANIA
 

Spakowałam wszystko, co tylko mogłoby się przydać. Mnóstwo jedzenia, ubrania na ciepłą i zimną pogodę, jechaliśmy na trzy dni, a spakowałam nas na pięć. Zawsze wychodzę z założenia, że lepiej być przygotowanym na nieoczekiwany przebieg zdarzeń. Ale najważniejsze podczas tej rodzinnej eskapady było rodzinne auto. I nie chodziło tylko o przestrzeń, ale też, a może przede wszystkim o bezpieczeństwo.
 

ZALETY SAMOCHODU
 

Nie da się ukryć, że samochód znacznie ułatwił nam organizację i przebieg wyjazdu. Nie straszne nam były upały i nuda w czasie podróży, bo  jest wyposażony w klimatyzację, radio Uconnect z portem USB. Jednak nie to było dla nas najważniejsze. Dzięki aż 6 poduszkom powietrznym i systemowi wspomagającemu ruszanie na wzniesieniu czułam, że moja rodzina jest bezpieczna. Da mnie i dla męża wielkim udogodnieniem był czytnik SMS. System informował nas o wiadomościach, które przychodziły na sparowany telefon i czytał go, gdy sobie tego życzyliśmy.