Cesarz Neron miał biegaczy do noszenia wiader ze śniegiem. Smakował go z miodem i winem. Co powiedziałby na lody z ośmiornicy? A może wybrałby te o smaku kiszonej papryczki jalapeño?

Tysiąc smaków dookoła świata

Dzisiaj nie potrzebujemy już ani wanny, ani cynowych pojemników, a tym bardziej sztafety biegaczy. Nie trzeba też czekać na dźwięk charakterystycznej melodyjki. Wybór smaków sięga daleko poza czekoladę i wanilię. Tiramisu, guma balonowa i marchewka przestały zaskakiwać.

- W Polsce zawsze wybieram lody owocowe, ale podczas podróży pozwalam sobie na eksperymenty. W Japonii zachwyciły mnie lody z wasabi, które – gdy jest świeże – ma lekko słodki smak. Nie odważyłam się na razie spróbować lodów z ośmiornicy ani tym bardziej tych z konia. Jak twierdzą sami Japończycy – to zagrywka pod turystów.

W Belize na śniadanie pochłaniałam lody kokosowe. Na Bliskim Wschodzie ustawiałam się w kolejce po waniliowe lody obtoczone pokruszonymi pistacjami. Pobyt w Stanach zawsze zaczynam od kupienia pinty lodów waniliowych z kawałkami mrożonego surowego ciasta.  A na Filipinach zaskoczył mnie dźwięk charakterystycznej melodii. Od pana lodziarza, który krążył po placu katedralnym w Vigan – pięknie zachowanym kolonialnym mieście – kupowałam sorbet z mango i lody z fioletowego yamu, który w smaku przypomina słodkiego ziemniaka.

W różnorodności nikt nie pobije lodziarni Coromoto w Wenezueli, która oferuje 860 smaków (choć dziennie wystawia koło 70). Lodziarze prześcigają się w wymyślaniu nowych pomysłów: są lody bekonowe, czosnkowe, o smaku pizzy, a nawet koziego sera z karmelem albo kiszonej papryczki jalapeño.