Drzwi zamykają się, zegar odlicza czas. Masz godzinę na znalezienie sposobu, by wydostać się z pomieszczenia. To świetny pomysł na weekend dla poszukiwaczy przygód, zwłaszcza dla tych, którzy utknęli w miejskiej dżungli.

Zadanie jest proste. Wchodzisz z grupą osób do pokoju. Dwie osoby to minimum, trzy–cztery to optimum. Drzwi zamykają się za wami i macie określony czas, np. godzinę, na znalezienie sposobu, jak je ponownie otworzyć.

Główkuj!

Nie chodzi o rozwiązanie siłowe. Żadnego wyrywania kabli, desek, bo niektórym takie pomysły przychodzą do głowy. Musicie użyć przedmiotów, które znajdziecie w środku, posługując się logiką, umiejętnością obserwacji i wyciągania wniosków, korzystając z ogólnej wiedzy i np. podstaw matematyki.

Pomieszczeń jest kilka i by przejść z jednego do drugiego, trzeba się nieźle nagimnastykować – znaleźć ukryte klucze, odszyfrować kod, dopasować przedmioty, powiązać różne fakty, nazwy, obrazy.  Mnie gra tak pochłonęła, że zapomniałam o całym świecie.

Praca zespołowa

Tak się złożyło, że nie znałam nikogo w grupie, z którą weszłam do room escape’u. Widzieliśmy się po raz pierwszy na oczy i musieliśmy ze sobą współpracować. To była dodatkowa frajda. Od razu dało się zauważyć, kto z nas jest urodzonym przywódcą, a kto jest dobry z matematyki.

Nasz room nosił nazwę Muzeum, mieliśmy włamać się do sejfu i uciec z łupem przed upływem godziny. Czasem długo i gorączkowo szukaliśmy rozwiązania, ale go nie znajdowaliśmy. Wtedy odzywał się głos z zewnątrz, spoza roomu – tak, tak, można czasami liczyć na podpowiedź organizatorów, jeżeli utknie się nad jakąś zagadką. Ale większą satysfakcję daje samodzielne jej rozwiązanie.

Chcę jeszcze!

Przyznam, że momentami czułam się jak w grze komputerowej – taka jest zresztą geneza room escape’ów – przy czym wiedziałam, że zza rogu nie wyskoczy żadna poczwara, która mnie pozbawi jedynego życia. Było więc bezpiecznie, zabawnie, emocjonująco.

Wyszliśmy z Muzeum nieco po czasie, z wypiekami na twarzy, dyskutując, co było trudne, a co łatwe lub podstępne. Od razu zaczęłam się zastanawiać, jaki room wybrać na następny raz: Rycerski czy może Wehikuł Czasu?

Jak to zrobić? 

Room escape’y znajdziecie w dużych miastach, np. w Warszawie przy ul. Inżynierskiej 1 (sześć pokojów tematycznych). Cena za jedną zabawę (nie osobę, lecz grupę) 150–180 zł zależnie od terminu.

Tekst: Barbara Żukowska