Świat nie stoi w miejscu. Wciąż pojawiają się nowe możliwości, wynalazki, udogodnienia, zakazy, nakazy. Trudno za tym nadążyć, lecz warto spróbować, do czego namawia Monika Witkowska

Moda na igloo   To, że za kołem podbiegunowym można się przespać w igloo, to normalne, jednak ostatnio nastąpił prawdziwy „wysyp” wiosek igloo w Alpach. Śnieżno-lodowe chatki, w których turyści mogą przenocować, powstały na lodowcu w austriackim Solden, przy najwyższym szczycie Niemiec – Zugspitze i w Szwajcarii – koło Grindelwald (z widokiem na legendarną północną ścianę Eigeru) oraz nad jeziorem Trubsee koło Engelbergu. Nocleg na łożach ze śniegu (w ciepłym śpiworze) nie jest wcale tańszy od luksusowego hotelu – trzeba liczyć od 90 euro od osoby. Oprócz małych, kameralnych śnieżnych apartamentów w wioskach igloo jest też wielkie igloo-świetlica, a zarazem bar. Przy budowie tradycyjną technologię mieszkańców Północy zastąpiono nowoczesną techniką – nadmuchany wielki balon przysypano grubą warstwą śniegu (przydały się armatki). To, jak długo śnieżne domki przetrwa-ją, zależy oczywiście od pogody. Prohibido fumar Hiszpanie, którzy w europejskim rankingu palaczy zajmują mało chwalebne 2. miejsce (po Grekach) postanowili zabrać się za walkę z nałogiem. Obecnie pali ok. 1/3 hiszpańskiego dorosłego społeczeństwa, czyli 10 mln osób. Zakazem palenia objęto w pierwszej kolejności miejsca pracy, środki transportu i centra handlowe. Napisy „prohibido fumar” od nowego roku są już wszechobecne, a łamać zakazu zdecydowanie nie warto, bowiem najtańsze grzywny zaczynają się od 30 euro, kolejna „wpadka” kosztuje do 600 euro, a trzykrotne naruszenie przepisów – nawet 10 tys. euro!
Kwiat jak korona cierniowa  
Jedni mówią o nim marakuja, inni – passiflora (z łaciny) albo „owoc Pasji” (po angielsku jest to passion fruit), choć poprawna polska nazwa to męczennica jadalna. Pochodzi z Brazylii, ale rośnie w wielu tropikalnych krajach. Kuliste owoce okryte ciemnofioletową, pomarańczową lub żółtozieloną skórką, zawierające w swym wnętrzu liczne pestki otoczone galaretowatym miąższem, wykorzystuje się głównie na sok. Skąd taka oryginalna nazwa? Od biało-fioletowych kwiatów z licznymi białymi „nitkami” tworzącymi kształt korony porównywanej do korony cierniowej, którą miał Jezus. Siedem cudów współczesnego Świata   Jakie obiekty zostaną uznane za siedem cudów naszej planety, dowiemy się na początku przyszłego roku.
Póki co, trwa głosowanie, w którym wziąć udział może każdy. Po wstępnej selekcji na liście znajduje się już tylko 21 miejsc i obiektów, od bardzo wiekowych po zupełnie współczesne. Rywalizują m. in. posągi z Wyspy Wielkanocnej, ateński Akropol, opera w Sydney, Timbuktu w Mali, Hagia Sophia w Stambule, Wielki Mur Chiński, wieża Eiffla, peruwiańskie Machu Picchu, nowojorska Statua Wolności, piramidy w Gizie (jedyny ze starożytnych siedmiu cudów, jaki przetrwał do czasów obecnych) i wiele innych. W prace mającej siedzibę w Zurychu New 7 Wonders Foundation zaangażowano międzynarodowe grono ekspertów, wśród których znalazł się m.in. prof. Federico Mayor – były dyrektor generalny UNESCO, Bertrand Piccard – słynny baloniarz i psychiatra, jak również wielu znanych architektów. Więcej o konkursie, zdjęcia nominowanych obiektów oraz możliwość głosowania: www.n7w.com
Mao – wielki brat   W chińskim mieście Shaoshan, gdzie urodził się i dorastał przywódca komunistycznych Chin Mao Zedong, powstaje muzeum należących do niego przedmiotów. Projekt pochłonie ok. 36 mln dolarów, przy czym prawie 2 mln zostaną wydane na poprawę ogólnej estetyki miasta, które ma się stać „narodową bazą patriotycznej edukacji”. Już teraz co roku Shaoshan odwiedza 3 mln gości, z których znaczna część rzeczywiście szczerze oddaje hołd nieżyjącemu od 30 lat politykowi. Otwarcie muzeum ma nastąpić w grudniu 2007 roku. Słonie w hotelu Jednym z powodów wyjazdów do Afryki jest możliwość oglądania z bliska dzikich zwierząt. Owa „bliskość” jest niekiedy wręcz szokująca, zwłaszcza gdy zwierzęta przechodzą przez tereny campingów czy hoteli. Na jednym z miejsc biwakowych w parku Serengeti częstymi gośćmi są np. hieny. Już nie raz zdarzyło się, że w środku nocy przegryzały one namioty, wywlekając plecaki, w których znajdowało się jedzenie (turystów uprzedza się, że prowiant powinni złożyć w okratowanej kuchni). Z kolei w lodgu Ark w kenijskim parku Aberdare główną atrakcją są słonie podchodzące do siedzących w fotelach i popijających kawę turystów niemal na wyciągnięcie ręki (tak naprawdę przychodzą do znajdującej się przed hotelem solnej lizawki). Czworonożne kolosy od dwunożnych istot dzieli jedynie przeszklona ściana. Słonie są też częstymi gośćmi w wybudowanym na ich ścieżce kompleksie turystycznym Mvuu Lodge w Zambii. Kto komu schodzi z drogi, chyba wiadomo... Półtoraroczni globtroterzy Aiden i Noe to półtoraroczne bliźniaki, które mimo młodego wieku zdążyły już zaliczyć półroczną podróż dookoła świata. Teraz, wraz z rodzicami (Polakami mieszkającymi w Belgii), odbywają 3-miesięczną podróż przez Afrykę. Celem jest przejechanie terenowym samochodem liczącej 8 tys. km trasy z Antwerpii do Timbuktu (przez Maroko, Mauretanię, Senegal, Gambię i Mali), a po drodze – życie niczym tamtejsi nomadzi. To, że podróże to zarówno przyjemności, jak i problemy, maluchy już wiedzą – zaraz po wjechaniu do Maroka chłopcy zgubili ulubione przytulanki. Więcej o wyprawie oraz aktualne miejsce pobytu globtroterskiej rodzinki: www.twinplanet.net
800 km na szczudłach.
Dość niekonwencjonalny sposób podróżowania, a przy tym – zarabiania pieniędzy na pomoc chorym dzieciom, wybrał 25-letni Krzysztof Dzienniak. W 2004 r. przejechał 8 tys. km przez całe Stany Zjednoczone na... rolkach. Wyruszył z Nowego Jorku, zakończył wyprawę w Kalifornii, w siedzibie Microsoftu, skąd wrócił z podpisanym przez Billa Gatesa czekiem na pomoc dwóm niepełnosprawnym dziewczynkom. Latem 2005 roku Dzienniak wsiadł na... kosiarkę i przemierzając 1,2 tys. km po polskich drogach, dojechał do Jana Kulczyka, który na pomoc chorym dzieciom dał 200 tys. zł. Ostatnia wyprawa niestrudzonego Krzyśka to zakończona przed ostatnim Bożym Narodzeniem 800-kilometrowa wędrówka na szczudłach, tym razem przez Niemcy, od Zgorzelca do Leverkusen, gdzie znajduje się główna siedziba koncernu farmaceutycznego Bayer. W ciągu 30 dni Krzysiek wywrócił się tylko 3 razy, natomiast dwa razy niemiecka policja kazała mu schodzić ze szczudeł. Wysiłek nie poszedł na marne – pieniądze z Bayera pozwoliły na zakup protezy ręki dla 6-letniej Emilki z Brzegu. Kulisy srebrnego ekranu W dobie cyfrowej rewolucji, gdy rzutniki slajdów odeszły do lamusa, na oglądanie zdjęć i filmów po powrocie z wycieczki wszyscy zbierają się przed telewizorem. Dzisiejsze nowoczesne ekrany pozwalają bowiem na projekcje obrazów w różnorodnych formatach i z doskonałą jakością. Życie ułatwiają jeszcze rozwiązania takie, jak np. zastosowane w nowej linii telewizorów Thomson Intuiva. Wystarczy w nich bowiem podłączyć do ekranu dowolne urządzenie zewnętrzne (jak kamerę wideo, komputer, osiem rodzajów kart z aparatów cyfrowych, pen drive, a nawet konsolę do gier), by sprzęt sam je rozpoznał i dostosował wszystkie parametry. O ile to przyjemniejsze niż przeglądanie zakurzonych albumów z odbitkami!


NAGRODY ZA LATANIE
Często podróżujesz samolotami? W takim razie masz szansę na darmowe bilety, prawo zabrania większego bagażu, skorzystanie z luksusowej poczekalni, prezenty rzeczowe i inne bonusy w Programach lojalnościowych „frequent flyer”. Jak to działa?
Wszystkie propozycje dla „częstych lataczy” opierają się na podobnej zasadzie: lecąc w trasę obsługiwaną przez danego przewoźnika lub jego partnerów, „zarabiamy” tzw. powietrzne mile. Jeśli już ich trochę nazbieramy, będziemy mogli wymienić je na nagrody. Niekiedy mile można otrzymać także bez przemieszczania się w przestworzach – np. za wynajem samochodów, noclegi w hotelach, zakupy w sklepach wolnocłowych, rozmowy przez telefon komórkowy etc. Szczegóły wyjaśniają regulaminy poszczególnych programów. Najłatwiej jednak mile „wylatać”. Przykładowo – w programie Miles & More, w ramach którego jesteśmy premiowani za korzystanie z usług PLL LOT, Lufthansy, Austrian Airlines, SWISS-a i współpracujących z nimi przewoźników (punkty dostajemy niezależnie od tego, którym z nich lecimy, byleby byli partnerami danego programu), za podróż z Warszawy via Frankfurt do Meksyku i z powrotem otrzymamy tyle punktów, że w nagrodę będziemy mogli sobie wybrać dowolną podróż którymś z wymienionych przewoźników po Europie. Z kolei po trzech takich lotach do Meksyku dostaniemy darmowy bilet np. do Egiptu, Kenii czy na Zanzibar. Podobnie jest i u innych lotniczych potentatów, którzy programom „częstego latacza” nadają swoje nazwy. Na przykład w British Airways jest to „Executive Club”, w KLM i Air France – „Flying Blue”. To, ile konkretnie za daną trasę dostaniemy punktów, zależy przede wszystkim od klasy podróży (za lot w pierwszej lub biznes punktów będzie dużo więcej niż za ekonomiczną), ale także od rodzaju biletu (tzw. klasy rezerwacji). Np. lecąc LOT-em z Warszawy do Londynu w klasie ekonomicznej, widełki zarabianych mil wahają się od 250 do 2500! W skrócie: im droższy bilet, tym więcej mil mamy przyznanych, ale są też bilety (np. pracownicze lub z promocji), za które nie dostaniemy punktów. Bywają i promocje odwrotne, gdy za jakąś trasę możemy otrzymać np. podwójną liczbę mil (do 15 marca jest tak w programie Mile & More za podróże LOT-em z Warszawy do Madrytu). Plastik do kolekcji Aby zbierać mile, najpierw musimy oficjalnie zgłosić się do uczestnictwa w programie. Nic za to nie płacimy, nie ma też znaczenia, czy latamy na danej trasie dwa razy w miesiącu, czy jest to nasza pierwsza podróż i nie wiemy, kiedy będzie następna. Nie odgrywa też roli, czy należymy do konkurencyjnych programów – możemy mieć kilkanaście plastikowych kart, od różnych przewoźników. O druk zgłoszenia najlepiej zapytać stewardessę w samolocie lub obsługę na lotnisku. Czasem można go znaleźć w bezpłatnych magazynach pokładowych, które mamy w kieszeni przy fotelu w samolocie, albo – w przypadku większości znanych linii – na ich stronach internetowych. Po wysłaniu zgłoszenia pod wskazany adres po pewnym czasie otrzymamy potwierdzenie przyjęcia do programu i plastikową kartę z naszym numerem identyfikacyjnym. Od tej pory przy każdej podróży podczas odprawy biletowo-bagażowej lub też, jak np. w British Airways – w czasie wykupywania rezerwacji, pokazujemy kartę „częstego latacza” i od razu mamy naliczane punkty. Inny system jest w British Airways, gdzie wystarczy wpisać na stronie internetowej programu rejsy, którymi się leciało, i mile zostaną naliczone. O stanie naszego konta milowego będziemy co jakiś czas informowani pocztą lub mailem.
Wybór należy do ciebie Bilet, jaki nam przysługuje za „zarobione” mile, możemy wykorzystać sami albo podarować go komuś innemu. Mile możemy też wykorzystać w inny sposób – np. podwyższając sobie klasę podróżowania (lecimy na normalnie płatny bilet, ale przeraża nas długi lot w zatłoczonej i ciasnej klasie ekonomicznej – w tym wypadku za mile możemy przenieść się do klasy biznes). Możemy też zebrane mile wymienić na nagrody rzeczowe (w PLL LOT są to np. eleganckie wyroby skórzane, szwajcarskie scyzoryki czy bony książkowe). Jedno jest pewne – warto mile zbierać! POSZUKAJ W INTERNECIE Informacje o programach lojalnościowych największych potentatów lotniczych: www.miles-and-more.pl , tel. (022) 5777 222 – program m.in. PLL LOT, Lufthansy, Austrian Airlines, SWISS, w którym liczą się także punkty zgromadzone u partnerów sojuszu Star Alliance tj. m. in. SAS, Air Canada, United Airlines, Varig, Singapore Airlines, US Airways i in. www.britishairways.com/execc lub tel. (022) 529 90 39 – informacje o programie British Airways, w którym liczą się mile zgromadzone także u innych partnerów aliansu One World, czyli w American Airlines, Iberia, Finnair, Qantas Airways, Cathay Pacific, LanChile, Aer Lingus i in. www.skyteam.com (zakładka „Benefits”) – program aliansu Sky Team, do którego należą m.in. KLM, Air France, AlItalia, Continental Airlines, Czeskie Linie Lotnicze CSA, Aero Mexico i inne. ODLOTOWO
Regularnie do Iraku Pierwszą europejską linią lotniczą, która odważyła się na wprowadzenie do rozkładów regularnych połączeń do Iraku, jest Austrian Airlines. Z Wiednia do irackiego Erbil od marca można latać dwa razy w tygodniu, od maja liczba rejsów zostanie zwiększona do trzech.

Piątka liderów Polacy lubią latać, zwłaszcza odkąd pojawiły się tanie linie. Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego w ciągu 9 miesięcy 2005 roku z polskich lotnisk wyleciało blisko 7,7 mln pasażerów (2 mln więcej niż rok wcześniej), przy czym 27,89 proc. regularnych przelotów (czyli z pominięciem czarterów) stanowią podróże tanimi liniami. Na pierwszym miejscu w przewozach jest nadal LOT (45,51 proc. pasażerów), a dalej kolejno: Wizz Air (11,64 proc.), Lufthansa (6,08 proc.), SkyEurope (4,77 proc.) i Centralwings (4,74 proc.).

WIEŚCI ZE STOKÓW
Narty w samolocie
Coraz częściej na narciarski urlop lecimy samolotem. Czy za przewiezienie nart musimy dopłacać? Wszystko zależy od przewoźnika. Np. w Lufthansie i Alitalii, jeśli mieścimy się w regulaminowym limicie bagażu (w klasie ekonomicznej zwykle 20 kg), wówczas narty lub deskę bierzemy gratis, a płacimy przy przekroczeniu limitu. W Lufthansie będzie to kwota jak za 3 kg nadbagażu, czyli przy trasie do Monachium  93 zł, z kolei w Alitalii – 30 euro. U innych przewoźników (Centralwings, Swiss, Austrian Airlines) narty nie mają nic wspólnego z głównym bagażem – niezależnie od tego, ile waży nasza torba, sprzęt na stok (jedną parę nart lub deskę) bierzemy za darmo.
Jedwabna kuracja Po całym dniu na stoku fryzura nie zawsze wygląda tak, jakbyśmy tego chcieli. Z pomocą przychodzi Silk Therapy, produkt z nowej serii BioSilk firmy Farouk Systems. W skład preparatu wchodzi jedwab, który ułatwia układanie włosów i nadaje im zdrowy wygląd, a poręczne opakowanie łatwo zabrać ze sobą na wyjazd. www.farouk.com.pl Narty po turecku Jednym z oryginalniejszych pomysłów na zimowy wyjazd mogą być narty w… Turcji. W górach Anatolii działa 7 ośrodków narciarskich. Do najpopularniejszych należy położony zaledwie 150 km od Stambułu masyw Ulu Dag koło Bursy, gdzie narciarze mają do dyspozycji 15 wyciągów (gondolka, krzesełka, orczyki). Śnieg jest gwarantowany do kwietnia – w szczycie sezonu jego pokrywa sięga trzech metrów. Sprzęt możemy pożyczyć na miejscu, przy czym warto wiedzieć, że narty po turecku to… „kayak”. Przegląd tureckich ośrodków narciarskich znajdziemy na stronach www.tourismturkey.org/special-interest/winter-ski/winter.html Tatrzański skipass   Gospodarze polskich stoków wciąż nie mogą dogadać się w sprawie objęcia różnych stoków jednym skipassem, w przeciwieństwie do naszych południowych sąsiadów. No cóż, tym chętniej będziemy jeździli w słowackie góry, m.in. w Wysokie Tatry, gdzie od tej zimy wprowadzony został „Tatrzański skipass”. Jego posiadacze mogą korzystać z wyciągów w Tatrzańskiej Łomnicy (Łomnica i Jamy), Smokowcu, na Strbskim Plesie i w Liptowskiej Teplicy. Karnet 6-dniowy to 3300 koron (około 340 zł) w przypadku dorosłych i 1980 koron (210 zł) dla dzieci do lat 12. Więcej informacji: www.tatry.sk
www.parksnow.sk Kask lepiej mieć Warto pamiętać (żeby potem nie zaczynać jazdy od zakupów), że we Włoszech wszyscy młodociani narciarze i snowboardziści (do lat 14) muszą jeździć w kaskach. Za jazdę bez kasku grożą kary finansowe. Wprowadzenie takiego obowiązku rozważają Austriacy. Ale niezależnie od przepisów w kasku jeździć powinniśmy – dla swojego bezpieczeństwa.
OLEJ NA ARKTYCZNE MROZY   Sprzedaż specjalnego oleju napędowego, który nie zablokuje silnika nawet podczas podróży w czasie srogiej zimy, rozpoczyna w Polsce Statoil. Arktyczny olej napędowy dostępny będzie przede wszystkim na stacjach w tych regionach, które najsilniej odczuwają powiewy lodowatego powietrza znad Syberii – a więc we wschodniej części kraju. Przystosowany jest do zasilania silników diesla pracujących w temperaturze do –36oC. Od zwykłego oleju napędowego różni się m.in. dodatkiem substancji przeciwdziałających blokowaniu przez parafiny filtru paliwa. Podobne paliwo sprzedawane jest zazwyczaj na stacjach w Skandynawii – w obrębie koła podbiegunowego. W Polsce będzie dostępne w dystrybutorach do końca lutego 2006 r. PODRÓŻ Z ESENCJĄ SMAKU Robert Sowa, szef kuchni hotelu Jan III Sobieski w Warszawie i kucharz piłkarskiej reprezentacji, zwolennik zdrowej i lekkiej kuchni, bogatej w warzywa i owoce, ryby i owoce morza, propagator kuchni polskiej, ale inspirowanej i wzbogaconej doświadczeniami kulinarnymi z podróży zagranicznych, zebrał swoje przepisy w książce „Esencja smaku”. Publikacja Sowy adresowana jest do wszystkich, którzy chcą poznać kuchnię fuisine i szukają inspiracji do kulinarnych eksperymentów i wprowadzania nowych smaków, poznanych podczas wędrówek po świecie. Książka została nominowana w sześciu kategoriach do międzynarodowej nagrody Gourmet Voice 2006 podczas tegorocznej, drugiej już edycji The Gourmet Media World Festival w Cannes, gdzie spotykają się przedstawiciele mediów branży kulinarnej z całego świata. E-PODRÓŻ www.przyjazne.pl– pierwszy w Polsce tego typu portal stworzony z myślą o osobach niepełnosprawnych. Informacje zawarte na stronach ułatwią im poruszanie się nie tylko po najbliższej okolicy, ale nawet zaplanowanie dalszej podróży. Jest więc wykaz bazy noclegowej i gastronomicznej „bez barier”, informacje o kinach czy basenach dostosowanych do potrzeb niepełnosprawnych. Dzięki forum można na bieżąco wymieniać uwagi, dzielić się wrażeniami, a także poznać inne osoby mające podobne problemy. Zrobiono nawet miejsce na oferty biur podróży z propozycjami dla niepełnosprawnych i kontakty do firm i organizacji, które pomagają w uaktywnieniu się (propozycje wędkowania, nurkowania, obozy rehabilitacyjno-wspinaczkowe itp.).

www.alpineskimaps.com – na tych opisanych po angielsku stronach, nawet nie znając języków obcych, łatwo możemy wyszukać mapy większości alpejskich regionów narciarskich (do wyboru: Szwajcaria, Austria, Włochy, Francja i Niemcy). Co ważne, są to zarówno mapy zimowe przydatne dla narciarzy (schemat wyciągów, nartostrady, wysokości szczytów etc.) jak i letnie, z których można skorzystać podczas górskich wędrówek. Uzupełnieniem są plany niektórych miast i popularnych wśród turystów kurortów alpejskich. www.pogoda.onet.pl – wszystko jedno, czy wybieramy się na narty, czy pod palmy albo czy będziemy w kraju, czy też na drugim końcu świata – warto sprawdzić, jaka tam, gdzie jedziemy, jest pogoda, zarówno aktualna, jak i prognozowana na najbliższe dni. Przynajmniej będziemy wiedzieli, jakie ubrania zabrać! Narciarzy zainteresują zapewne informacje o tym, jakie w popularnych polskich ośrodkach zimowych panują warunki – ile jest śniegu, czy zapowiadane są opady, czy kursują wyciągi. Niestety nie ma jeszcze informacji z regionów alpejskich (co najwyżej możemy sprawdzić najbliższe duże miasto).