Od niedawna do tego izraelskiego miasta możemy dolecieć tanimi liniami bezpośrednio z Polski. Sprawdziliśmy, co warto zrobić w Ejlacie w czasie weekendowej wizyty.

Widok z rafy

Zakładam maskę z rurką, naciągam płetwy na pięty i wkładam głowę pod wodę. Nie muszę schodzić głęboko. Przebogaty podwodny świat, jak z filmu Gdzie jest Nemo?, otwiera się tuż pod powierzchnią. Rafa koralowa w izraelskim Ejlacie przybiera kształt grzybów i gąbek, czasem – niezwykłych drzew, jakichś baobabów czy wierzb płaczących. Wokół mnie dziesiątki kolorowych ryb. Energetyczne błazenki, urokliwe graniki, pstry, szewrony, wargacze w co najmniej kilku odmianach, niemal fosforyzujące ryby motyle. Leniwa fistularia o patykowatym kształcie znienacka przyspiesza, gdzieś przemknie posępna barakuda. Obok niej – widowiskowy skalar. Tu ośmiornica, tam krewetka czy wreszcie meduza.

Snorkling, ale też nurkowanie w Morzu Czerwonym, to zawsze przygoda. Patrząc na kolorowe grzbiety i pyszczki o dziwnych kształtach, dość łatwo stracić kontakt z rzeczywistością. Niestety populacja ryb znacznie się zmniejszyła w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Ryby mylą plastikowe torebki z meduzami – którymi na co dzień się żywią. Od tego zdychają.

Gdy u nas jeszcze chłodno, tu temperatura wody to grubo ponad 20 stopni. Nurkować można w zasadzie przez cały rok.

 

Opcja dla leniwych

Rodzinny park rozrywki Coral World oferuje przegląd tego wszystkiego, co oferuje rafa (i nie tylko) w pigułce. Jest tu więc podwodne obserwatorium, gdzie ryby i morską florę podziwiać można zza grubej szyby, a potem wdrapać się na kilkunastometrową wieżę, skąd najlepiej widać kawał morza i miasto. Jest wielkie akwarium z okazami z całego świata – o określonych godzinach odbywa się tu ich karmienie. Jest basen z rekinami i ten z ogromnymi żółwiami. Jest wreszcie dość wyjątkowa łódź podwodna, która – za dodatkową opłatą – w ciągu 20 min obwozi turystów po zatoce.

W Ejlacie można też popływać z delfinami. Ale od razu ostrzeżenie: delfiny są tu dość chimeryczne i mogą się w ogóle na umówionym spotkaniu nie pojawić. Szansa jest podobno mniejsza niż 50 proc.

 

Na skraju pustyni

Po morskich atrakcjach siadam w jednej z wielu klimatycznych knajp na wybrzeżu. Na stół wjeżdżają pieczone bakłażany, humus, tahini i oliwki. Wszystko świeże, znakomite. Do tego niezłe miejscowe piwo. Przed nami wody zatoki Akaba. Jest czas, by się zastanowić, gdzie jesteśmy.

Ejlat ma ambicje stania się ważnym, popularnym kurortem nad Morzem Czerwonym. I ma ku temu wszelkie podstawy. Położone w oazie na skraju pustyni Negew miasto to najdalej na południe wysunięty punkt w całym Izraelu. Tuż za rogiem mamy granicę z Egiptem, po drugiej stronie zatoki wieczorami bez trudu dojrzymy z kolei światła jordańskiej Akaby.

Klimat jest tu najłagodniejszy w kraju.I nawet gdy zima zmrozi Jerozolimę czy Tel Awiw, redukując temperaturę do czterech czy pięciu stopni, tu zawsze jest osiem czy dziesięć stopni cieplej.
Ale największym skarbem Ejlatu i tak jest hipnotyzująca rafa koralowa. Myślę o tym, ponownie zakładając na twarz maskę do nurkowania.

 

Warto wiedzieć

Dojazd
Od niedawna do Ejlatu lata tani Wizz Air z Warszawy; w obie strony można przelecieć już za 600–700 zł. Z Krakowa lata z kolei Ryanair (ceny bardzo różne, zależnie od pory roku). 

Nocleg
Izraelskie hotele są raczej drogie, warto więc rozejrzeć się za hostelami i kwaterami. Godny polecenia jest Custo Guest House (Mihol Yasmine 10) – od ok. 150 zł za dwójkę. A także hostel Little Prince w centrum (ok. 165 zł za 2 os.).  

Rozrywka
Bilet do Coral World kosztuje 109 szekli, czyli ok. 120 zł. Sesja snorklingowa z delfinami to z kolei koszt 80 euro, czyli blisko 350 zł (w tym sprzęt ABC, czyli maska, rurka i płetwy plus opieka przewodnika).

Maciej Wesołowski