Pobyty w Sztokholmie kojarzą mi się z wędrowaniem wzdłuż brzegu, siedzeniem nad brzegiem lub oglądaniem brzegu z pokładu niewielkich stateczków. Do tego trochę słońca, słony wiatr, przeglądające się w wodzie zabytki i oto mamy idylliczną atmosferę miasta.

Ingmar Bergman stwierdził kiedyś, że Sztokholm to ogromna wioska wśród lasów i jezior. Może i coś w tym jest, tyle że to jednak najbardziej wielkomiejska wioska świata. Rozsiana jest na 14 wyspach i stałym lądzie, w który z kolei wbija się zatoka Saltsjön i jezioro Melar.
Zaledwie jedną trzecią powierzchni szwedzkiej stolicy stanowi teren zabudowany, reszta to szlaki wodne, lasy i parki. W tle wciąż słychać tu rozwrzeszczane mewy i dyskretne odgłosy przybijają- cych statków. Do tego Sztokholm chwali się najczystszym powietrzem ze wszystkich europejskich stolic.
Niewiele brakowało, by co najmniej część tego miasta zniknęła z powierzchni Ziemi. A to za sprawą Alfreda Nobla, najsławniejszego mieszkańca Sztokholmu. Wynalazca dynamitu podczas prac nad udoskonaleniem nitrogliceryny wysadził w powietrze rodzinny dom, swego brata i kilka innych osób. Nie wiadomo, kto i co byłoby następne, gdyby nie władze miasta, które kazały Noblowi wynieść się ze swoimi doświadczeniami poza granice Sztokholmu. Ale dziś do stolicy Szwecji ściągają tysiące turystów tylko po to, by podążać śladami tego wynalazcy i nagrody jego imienia.
Gdy zwiedzamy miasto promem – dla przyjemności, bo Sztokholm ma 53 mosty i komunikacja samochodowa nie stanowi tu problemu – najlepiej wsiąść na wyspie Kungsholmen, pod ratuszem. Solidna budowla z 1923 roku o dość kontrowersyjnej urodzie, ważna jest na noblowskiej mapie. Schody do Sali Błękitnej, gdzie odbywa się doroczny bankiet z okazji rozdania nagród Nobla, są specjalnie wyprofilowane, by schodząc po nich, nie plątać się w długiej sukni z trenem. Nic dziwnego – tędy przechodzi król i królowa Szwecji oraz laureaci. Sala Balowa wyłożona jest mozaiką z ponad 18 milionów ceramicznych płytek, pokrytych 24-karatowym złotem. To robi wrażenie. Z ratusza idziemy do Grand Hotelu, jednego z najbardziej luksusowych w Sztokholmie. Tu zatrzymują się laureaci nagród Nobla. Od pięciu lat nocują w niemal blięniaczo do siebie podobnych pokojach. Taki noblowski apartament składa się z sypialni, salonu, pokoju do pracy, garderoby i łazienki. To właściwie luksusowe M-3, do którego jeszcze doklejone jest drugie, podobne mieszkanko dla osób towarzyszących. Jeżeli zwykły śmiertelnik chce wynająć pokój w Grand Hotelu w okolicach dnia rozdania Nobli, powinien zadbać o rezerwację jakiś rok wcześniej. Apartament kosztuje 12 tys. koron (ok. 6 tys. zł).
Cały Sztokholm można obejrzeć z jed-nego miejsca – górującej nad miastem 155-metrowej wieży telewizyjnej Kak-nästornet. Oglądana stąd panorama jest absolutnie niesamowita. Na górę można wdrapać się na piechotę, albo skorzystać z szybkich wind. Nowi właściciele restauracji na 28. piętrze (wieża ma 34 piętra) zadbali o rewelacyjnych kucharzy, by piękne widoki wzbogacić rozkoszami podniebienia. Specjalnie przystosowane szyby pochłaniają 75 proc. słonecznego żaru, dzięki czemu we wnętrzu można czuć się komfortowo.
Z wieży widać nie tylko miasto, ale i Archipelag Sztokholmski. Nie ma na świecie drugiego takiego skupiska porośniętych sosnami wysp i wysepek. Warto wybrać się na niezwykłą wycieczkę statkiem po Archipelagu: pięcio- lub siedmiogodzinny rejs przez wspaniały krajobraz. A zaraz potem można wpaść do niesamowitego Muzeum statku „Waza”. Jedyny eksponat w tym muzeum – XVII-wieczny okręt „Waza” – stoi w wielkiej przyciemnionej hali, a jego maszty wystają ponad dach. Miał być dumą szwedzkiej marynarki – Gustaw II Adolf z dynastii Wazów chciał, by przyćmił wszystkie jednostki, jakie wcześniej zbudowano. Cieśle użyli drewna z tysiąca wyselekcjonowanych dębów, zaś kadłub pokryli setkami rzeęb. Galeon ważył ponad 1000 ton, ale był za wysoki. 10 sierpnia 1628 roku, pod żaglami, majestatycznie odbił od brzegu i... równie widowiskowo zatonął po przepłynięciu 1300 metrów. Ţycie straciło 120 osób. Wydobyty został dopiero w 1961 roku. To jedyny na świecie taki obiekt, podniesiony i zachowany w całości. Archeolodzy odnaleęli na nim tysiące przedmiotów należących do załogi.  



Każdy może też zostać konstruktorem „Wazy”. Specjalne symulacje komputerowe umożliwiają zwiedzającym dobieranie balastu w zależności od wysokości okrętu i siły wiatru. Mnie się nie udało. Zatopiłam „Wazę” kilkakrotnie. Ale i tak dostałam nagrodę – Leif Malmberg, głó-wny konserwator, wpuścił mnie na prawdziwy pokład! A to nie lada wyróżnienie. Turystom wolno chodzić tylko dookoła okrętu i po specjalnych przejściach i balkonach. Na pokład wchodzi zaledwie kilka osób w roku. Ostatnich dziennikarzy – przedstawicieli amerykańskiej telewizji – wpuszczono tu rok przede mną. Ubrana w specjalne kapcie, podążyłam więc przez pokłady galeonu.
Marynarze mieli tu żyć miesiącami – okręt był takim miasteczkiem na wodzie, z kuchnią, magazynami, miejscami do spania. Jak tu ciemno i nisko! Nawet ekskluzywne kajuty oficerów wydają się ciasne. Wrażenie ciasnoty ustępuje zupełnie, gdy ogląda się „Wazę” z zewnątrz. Tysiące zdobiących okręt rzeęb było niegdyś pomalowanych na wszystkie kolory tęczy. Muzeum Statku „Waza” ma w sobie coś z narkotyku. Ilekroć jestem w Sztokholmie, muszę tu przyjść i patrzeć na dumną sylwetkę galeonu.
Skoro jesteśmy już przy snach o potędze, w Sztokholmie nie wolno ominąć Zamku Królewskiego i Gamla Stan, czyli Starego Miasta. To plątanina uliczek z mnóstwem kafejek i sklepików z pamiątkami. Na niemal każdym rogu siedzi tu muzyk albo młody śpiewak. Na spacer po Starym Mieście najlepiej udać się w południe, gdy na zewnętrznym dziedzińcu pałacowym odbywa się zmiana warty, trwająca 40 minut. Warto przy okazji zajrzeć do pełnych przepychu wnętrz Pałacu Królewskiego.
Jeśli chodzi o pałace władcy, ja jednak wolę otoczone zielenią Drottningholm – królewską rezydencję położoną 11 km od centrum Sztokholmu. Architektura XVIII-wiecznych zabudowań Drottningholm nawiązuje do Wersalu i ma niewiele sobie równych w Europie. To pier-wszy szwedzki obiekt wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Do pałacu można dojechać, ale najlepiej dopłynąć promem z wyspy Kungsholmen. Po zwiedzeniu tutejszego muzeum trzeba przejść się po pięknym parku. Przy odrobinie szczęścia zobaczycie może którąś ze szwedzkich księżniczek? Tu, na obrzeżach Sztokholmu, rzeczywiście czuć sielskość wsi. Królewskiej, luksusowej.
Prawdziwą dawną szwedzką wieś poznacie jednak na wyspie Djurgarden, w skansenie, najstarszym na świecie muzeum na otwartym powietrzu. Został założony w 1891 roku, stoi w nim 155 budynków z różnych epok. Tutaj można dowiedzieć się, jak sto lat temu wyglądały szwedzkie stroje, jedzenie, dmuchanie szkła czy wytwarzanie prostych przedmiotów gospodarstwa domowego. Pracownicy tego muzeum mają o wiele więcej obowiązków niż tylko oprowadzanie turystów czy prace biurowe. Muszą umieć wypiekać chleb tradycyjnymi metodami, dbać o kury i kaczki, lepić garnki i talerze. Niby poważne to miejsce, ale ludzie bawią się tam historią jak dzieci klockami. I widać, że to lubią. Wielka wioska Sztokholm to rzeczywiście jedna z najwspanialszych metropolii Europy.

MIASTO W KIESZENI
Warto mieć W zwiedzaniu Sztokholmu pomogą szczegółowe mapy, trasy wycieczek, adresy hoteli wybranych restauracji, kawiarni, barów, sklepów i targowisk. Cena det: 25 zł. Zamówienia: (0*22) 607 02 62, www.nationalgeographic.pl