Za sprawą domów publicznych, erotycznych fresków i fallicznych rzeźb Pompeje cieszą się sławą miasta rozpustnego. Ale to, co nam wydaje się bezwstydne, nie było takie w oczach starożytnych.

Co to za budynek? – pytam Mariellę Bruni, która oprowadza mnie po antycznych Pompejach. Przed niewielkim pomieszczeniem tłoczy się grupka ludzi. Przeważają Japończycy i Amerykanie. Do środka wchodzą niczym w procesji. – Bordello – odpowiada Mariella. – Jeden z najlepiej zorganizowanych lokali pod czerwoną latarnią.

Wchodzimy do wnętrza. Na parterze znajduje się pięć małych pomieszczeń z murowanymi łóżkami i latryna. To, co przyciąga widzów, to niewielkie malowidła ścienne przedstawiające różne pozy erotyczne. Pod każdym z fresków wypisana jest cena – od 2 do 8 assi (dla porównania: porcja wina kosztowała 1 assi).

W Pompejach czynnych było kilka domów publicznych. Pracowały w nich głównie niewolnice. Ale erotyczne freski zdobiły też ściany w podmiejskiej łaźni.

– W rozwiniętym społeczeństwie, jakim był bez wątpienia świat rzymski, sztuka erotyczna była inaczej rozumiana i interpretowana niż dzisiaj – tłumaczy prof. Antoni Guzzo, archeolog, dyrektor skansenu obejmującego antyczne Pompeje i Herkulanum.

– Ciała wyobrażane na freskach były tym, czym dla nas jest nagość na obrazach Tycjana. A tak dziś szokujące, wszechobecne w antyku motywy falliczne spełniały rolę dobrego proroctwa. Rzeźbione penisy zwisające nad drzwiami sklepów wróżyły obfitość. Na kształty falliczne stylizowano też wiele przedmiotów codziennego użytku.

W domu należącym do bogatych eks-niewolników (Casa dei Vetti) znajduje się malowidło przedstawiające Priapa, bożka płodności, którego ogromny członek spoczywa na jednej stronie wagi, zaś przeciwwagę stanowi sakwa pieniędzy. Bożka wyobraża także fontanna stojąca w ogrodzie.

– To nic innego jak próba zjednania sobie fortuny – wyjaśnia profesor. – To, co nam może wydawać się bezwstydne, nie było takie w oczach starożytnych. Inaczej malowidła te nie znalazłyby się w pomieszczeniach publicznych.

Przepaść pomiędzy teraźniejszością a rzeczywistością sprzed 2000 lat tworzą przede wszystkim dwa aspekty socjologiczne: pierwszy – kobiety nie miały praw cywilnych, drugi – istniało niewolnictwo. Nasza idea seksualności nie ma związku z ideą starożytną, w której nie mogło być mowy o partnerstwie. Nawet oficjalna żona to, owszem, pani, ale zawsze o dwa stopnie niżej od męża. Ponadto fakt, iż połowę społeczności tworzyli niewolnicy, sprawiał, że dodatkowo, poza związkiem małżeńskim, były do absolutnej dyspozycji panów ciała ludzkie, kobiety i mężczyźni niemający praw, pozbawieni możliwości wyrażania uczuć. Definicja prawna niewolnika brzmiała przecież: instrumentum vocale – przedmiot mówiący.

Gdybym więc przyjechała tu 2000 lat temu, zastałabym średnie miasto jakich wiele. Tętniło życiem, kwitł handel. Na całą okolicę słynęła miejscowa kapusta, cebula i suszone ryby. Ludzie odwiedzali świątynie, pili wino, zażywali kąpieli w łaźniach. Mieli wille nad morzem. Kochali sztukę, uprawiali politykę i seks.

Nie przypuszczali, że o północy z 24 na 25 sierpnia 79 roku czeka ich koniec świata. To wtedy z pobliskiego Wezuwiusza spłynęła na miasto zagłada. Zginęło ponad 1500 osób – głównie kobiety i dzieci. Pompeje umarły pod grubą warstwą lawy i wulkanicznych popiołów.

Mimo wielu archeologicznych odkryć największą turystyczną atrakcją Pompejów pozostają erotyczne freski. Gdy spacerowałam główną ulicą miasta, czułam się nieco osamotniona. Dopiero przed bordello zobaczyłam tłum.

Ciekawe, czy tak samo było 2 tysiące lat temu?

Tekst: Małgorzata Braczyk