Off-road to w powszechnym mniemaniu zajęcie dla twardzieli, mocnych jak ich samochody na terenowych grubych oponach, obudowane rurami i załadowane ekwipunkiem

Prawda jest nieco inna – w Polsce coraz bardziej rygorystyczne przepisy wykluczają jazdę po bezdrożach. Po drugie off-road jest dla każdego, kto nie boi się odrobiny wysiłku i niewygód. Jednym z ciekawszych dostępnych szlaków dla off-roadowców jest rzeka Bug. Konkretnie tereny przyległe do jej rozlewisk, np. okolice Terespola albo Długiego Kamieńskiego. Tam można znaleźć wystarczająco trudne dukty i drogi. A na leśników, strażników i policję amatorzy jazdy terenowej mają swój patent. – Trzeba szukać dróg lub czegokolwiek, co drogę przypomina, ale jest w jakikolwiek sposób oznaczone i jest legalną drogą publiczną. Jak jest zaznaczona na mapie albo zdezelowany drogowskaz wskazuje np. „Pionki 6 km”, to można jechać – tłumaczą. Taka wyprawa wzdłuż Bugu może zająć i tydzień. Jedzie się i po całkiem znośnych drogach szutrowych, i po wyboistych gruntówkach. Gdy spadnie deszcz – zaczyna się zabawa na całego. W ruch idą wyciągarki i taśmy holownicze, załogi aut muszą wysiąść, pieszo sprawdzać głębokość brodów, chodzić w błocie, a czasem nawet się w nim położyć, kiedy trzeba coś przyczepić lub sprawdzić pod samochodem. Pokonanie kilku kilometrów może zająć godziny. I nie ma objazdu, bo dookoła jest tylko gorzej. Ludzie muszą pracować zespołowo, ekipy samochodów, które pokonały jakąś przeszkodę, pomagają tym, którzy mają większe kłopoty. Liczy się zespół, a nie to, czy ktoś ma siłę zgiąć podkowę jedną ręką. Ciekawostką jest to, że wieczorny obóz off-roadowców warunkami wcale nie musi przypominać tych, jakie były na trasie – można liczyć nawet na prysznic! Otóż przez cały dzień na dachu lub masce auta wożone są czarne zbiorniki z wodą, która się ogrzewa od słońca lub silnika. I wieczorem można zmyć brud całodziennej walki na bezdrożach. W samochodach są ładowarki, zasilacze dla najrozmaitszego sprzętu – jeśli ktoś chce podładować laptopa. Poza tym najpiękniejszy wyprawowy standard: wieczorne ognisko, kiełbaski i zasłużony odpoczynek. No to w drogę: Ci, którzy nie mają auta terenowego, mogą wykupić miejsce w przygotowanym samochodzie np. takiej firmy jak "Bezasfaltu", co kosztuje ok. 250 zł za dzień. Posiadacze aut terenowych i SUV-ów mogą dogadać ułożenie trasy zgodnej z możliwościami ich aut – ale też będą musieli zapłacić ok. 200 zł od samochodu za opiekę przewodnika. Warto wejść na stronę www.polskioffroad.com