Krawędzie skalnych ostańców gładko przechodzą w ściany budowli. Przed nami Meteory. Cały ich rój.

Z  zielonej Niziny Tesalskiej wyrastają do 600 m ponad poziom morza piaskowcowe ostańce. Miliony lat erozji nadały im niezwykłe obłe kształty. Jakby tego było mało, na szczytach krawędzie skał przechodzą gładko w ściany budowli zwieńczone rdzawymi dachami. Przed nami Meteory. Cały ich rój. Dzisiaj tylko sześć z tych prawosławnych monastyrów (cztery żeńskie i dwa męskie) jest dostępnych dla turystów, choć wzniesiono ich przez wieki 24, każdy na innej skale. Współczesna „duchowa obsada” – co najwyżej kilkuosobowa, a i to nie we wszystkich klasztorach – to zaledwie drobna część tej, która w czasach świetności, w XVI w., żyła w ich murach.

Dlaczego powstały? Z potrzeby odosobnienia, porzucenia świata, poświęcenia się modlitwie, dla niezwykłego poczucia zawieszenia w przestworzach. Ale też bezpieczeństwa, jakie dawała ucieczka pod niebo. Jak powstały? Tak naprawdę nie wiadomo. Według jednej z teorii na początku były linki przyczepione do latawców, które umożliwiły zainstalowanie pierwszych sznurowych drabinek. Choć możliwe, że były to po prostu niezwykłe umiejętności wspinaczkowe jakiegoś śmiałka. Jedno jest pewne: zarówno wznoszenie, jak i potem życie w wybudowanych już monastyrach wymagało samozaparcia i hartu ducha. Ani dostanie się tu, ani funkcjonowanie, ani wydostanie nie było sprawą prostą. Jeszcze do początków XX w. wszelkie zaopatrzenie, wyposażenie i ludzi transportowano na górę w koszach lub siatkach na linie przymocowanej do kołowrotu (konstrukcja do obejrzenia w klasztorze św. Warłama), a między niektórymi skałami przemieszczano się po systemie drabin, czasem prawie pionowych, a czasem poziomych – trudno zgadnąć, które bardziej były niebezpieczne.

Zmieniający się świat, w tym potrzeby turystyki, wymusiły jednak wykucie schodów i zbudowanie solidnych pomostów. Pierwszy był wzniesiony na najwyższym ostańcu Wielki Meteor z 1336 r., założony przez Atanazego przybyłego z innej mnisiej republiki – góry Athos na Półwyspie Chalcydyckim. Trzeba jednak wyjaśnić, że monastyr stanowił jedynie nową formę i jakość w miejscowej kolonii odludków. Naturalne jaskinie Meteorów przyciągały bowiem i gościły pustelników od wieków, jakby sama natura swą niezwykłością skłaniała tu ludzi do duchowych poszukiwań.

Dzisiaj o samotności w Meteorach nie ma mowy – wręcz przeciwnie. W sezonie turystycznym odgrywający rolę gospodarzy tych miejsc mnisi i mniszki zamieniają się de facto w pracowników agencji turystycznej. Próżno tam szukać wyciszenia i spokoju. Ale nad wrażeniami warto popracować. Trzeba jednak zapomnieć o samochodzie, podchodzić pieszymi szlakami, zwłaszcza w porze poza szczytem sezonu, i uwolnić wyobraźnię. Pooglądać barwne freski, czasem makabryczne sceny męczeństwa, jak te w Wielkim Meteorze. Cerkiewka, refektarz, pracownia bibliograficzna, dekorowane szkatułki z relikwiami, stare ikony, ogromna beczka na wodę, prymitywne kuchenne sprzęty – wszystko to są materialne pamiątki życia bardzo prostego. Braciszkowie, wydając niewiele, gromadzili bogactwa czerpane z należących do klasztorów posiadłości na równinach. Patrząc na sąsiednie ostańce i zieleń u podnóża Meteorów, w szumie wiatru można poczuć potrzebę zerwania się do lotu. Duchowego, rzecz jasna.

NO TO W DROGĘ:

WARTO WIEDZIEĆ ■ Na teren monastyrów można wchodzić tylko w długim ubraniu zakrywającym ramiona i kolana. W godzinach popołudniowych, między 13 a 15, następuje przerwa w zwiedzaniu większości klasztorów. Co więcej, w różnych dniach tygodnia różne klasztory są zamknięte dla turystów, zatem zwykle jednego dnia nie można zobaczyć wszystkich. Najlepiej zatrzymać się w położonym u podnóża Meteorów miasteczku Kalambaka (5 km od monastyrów, docierają tu autobusy z Aten) lub leżącej jeszcze bliżej celu wsi Kastraki (hoteliki i kempingi), a rankiem podchodzić do celu.

KIEDY ■ Najlepiej w okresie przed- lub powakacyjnym, gdy temperatury (co ważne zwłaszcza dla piechurów) i ruch turystyczny (dziesiątki turystów wysypujące się z autokarów) są mniejsze.