Uwielbiam Rumunię! A najbardziej Bukowinę! Wszystkie mity o niebezpieczeństwach na drodze, o rzekomym brudzie i wiekowym zacofaniu tego kraju trzeba włożyć między bajki

Archipelag malowanych cerkwi w Bukowinie – od 1993 r. na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO – zawdzięcza swe pochodzenie politycznym i militarnym sukcesom Stefana Wielkiego (1457–1504) i jego następców. Dziś, najmocniejszy z hospodarów mołdawskich, dumnie patrzy z pomników w tutejszych miasteczkach. Rumuńska Prawosławna Cerkiew, za życie wg ewangelii, ogłosiła go świętym. A ten za swego życia i jego następcy (m.in. Petru Raresz) pozostali hojnymi, fundując kilkadziesiąt warownych klasztorów i świątyń. Warownych, czyli praktycznych, ponieważ Turcja nie pozwalała mołdawskim hospodarom na budowanie twierdz i obronnych zamków. W czasie oblężeń, za solidnymi murami, chronili się miejscowi, i często z pomocą wojska, próbowali odpierać ataki najeźdźców.

Cerkwie są niewielkie i nawet w czasach historycznych, podczas nabożeństw, mogły pomieścić w środku jedynie duchownych i tych lepiej urodzonych. Reszta stała na zewnątrz, pod solidnymi okapami. To one sprawiają, że świątynie wyglądają jak monstrualne grzyby. Malowidła wewnętrzne – tworzone wg określonych reguł – są piękne i bogate, i choć zniszczone od dymu świec, tworzą wraz z ikonostasem niesamowite wrażenie sacrum. Ale to, co odróżnia cerkwie bukowińskie od pozostałych w prawosławnym świecie i stanowi o ich wyjątkowości, znajduje się na zewnątrz. Malowidła na ścianach zewnętrznych powstały w XVI wieku i – choć to nieprawdopodobne – część z nich przetrwała do dziś. Zwłaszcza te na ścianach zachodnich i południowych. Tu barwy w wielu miejscach zachowały swoje pierwotne nasycenie.

Dla niepiśmiennych chłopów i żołnierzy sceny z Biblii były jedynym czytelnym modlitewnikiem. A nawet czymś więcej – ideologicznym przesłaniem patriotycznych fundatorów. Sceny Sądu Ostatecznego, słynna Drabina cnót monastycznych czy żywoty osadzone są w krajobrazie Bukowiny. Święci z biblijnego panteonu mają czasem stroje i przedmioty z tych okolic, a pod postacią diabła nietrudno dostrzec tureckie rysy.
Co ciekawe, i miłe dla oka, każda z cerkwi ma swój dominujący kolor: Voronet – błękit, Humor – róż indyjski, Moldovita – spatynowaną czerwień, Sucevita – zieleń, a Arbore – zieleń malachitową. Błękit woronecki, jako unikalny i niespotykany gdzie indziej, wszedł na stałe do tzw. światowej palety barw.

Odległości między klasztorami z najcenniejszymi freskami wynoszą od kilku do kilkudziesięciu kilometrów. Objechanie archipelagu rowerem jest dobrym pomysłem, o ile kondycja pozwoli na pokonanie forsownych podjazdów. Z mnichami i mniszkami można – w kilku językach – uciąć ciekawą pogawędkę. Znający języki romańskie (włoski, francuski, hiszpański) szybko przyswoi rumuński, przynajmniej w stopniu podstawowym. W monastyrze Humor mniszka zagadała do mnie po polsku!

 

Tekst: Marek Tomalik, www.australia-przygoda.com