Życie namorzynów to życie na skraju – ta ziemno-wodna formacja rośnie okrakiem między lądem a morzem. Za miejsce do życia obrała sobie obszary, gdzie z nieba leje się żar, gdzie muł dusi korzenie, gdzie zasolenie uśmierciłoby każdą zwykłą roślinę w ciągu paru godzin.

A mimo to lasy i zarośla namorzynowe, czyli mangrowe, należą do najbogatszych ekosystemów Ziemi – najbardziej złożonych i charakteryzujących się największą produkcją biologiczną. W koronach drzew gnieżdżą się liczne ptaki, korzenie oblepione są małżami; przybywają tu na łowy węże i krokodyle. To szkółka dla narybku, żerowiska małp, jeleni, nadrzewnych krabów, nawet kangurów; rezerwuar nektaru dla nietoperzy i pszczół.
Namorzyny są formacją roślinną budowaną przez mniej więcej 70 gatunków roślin należących do kilkunastu rodzin, przede wszystkim rodziny korzeniarowatych. Spotykamy tu jednak również palmy, ketmie (hibiskusy), ostrokrzewy, a także przedstawiciele rodzin ołownicowatych, akantowatych, motylkowatych (bobowatych) i mirtowatych. Rosną tu i płożące się krzewinki i 60-metrowe, wysokopienne drzewa. Namorzyny najpowszechniejsze są w Azji Południowo-Wschodniej (prawdopodobnie tu właśnie wyewoluowały), ale spotkać je można w strefie tropikalnej w różnych miejscach świata. Większość z nich występuje w pasie przyrównikowym, nie przekraczającym na północ i południe 30 stopni szerokości geograficznej, jednak pewne wyjątkowo odporne gatunki typowe dla roślinności namorzynowej przystosowały się do klimatu umiarkowanego, a jeden z nich znajdziemy aż na Nowej Zelandii. Niezależnie od tego, gdzie występują, rośliny namorzynów mają jedną wspólną cechę: są doskonale przystosowane do tego skrajnego środowiska. Każda roślina ma system ultrafiltracji niedopuszczający soli do  wnętrza organizmu oraz skomplikowany system korzeniowy umożliwiający życie w strefie pływów. Część z nich ma specjalne korzenie oddechowe, zwane pneumatoforami, które sterczą nad podłoże i zaopatrują roślinę w tlen; inne wykształciły silne rozwinięte korzenie podporowe, podobne do szczudeł czy przypór (skarp), które utwierdzają je w grząskim podłożu.

Te rośliny – dosłownie – budują ląd. Aborygeni z bagien północnej Australii mówią, że pewien gatunek z lasów mangrowych przypomina ich praojca, Giyaparę, który krocząc przez grzęzawi-sko, pobudził drzewa do życia. Plątanina korzeni zatrzymuje niesiony przez rzeki materiał i powoduje jego osadzanie; pnie i gałęzie chronią przed erozyjnym działaniem fal morskich.
Choć namorzyny odgrywają tak ważną rolę, na całym świecie znajdują się w niebezpieczeństwie. Porośnięte przez nie tereny zajmuje się na saliny (zakłady przemysłowe wytwarzające sól przez odparowanie wody morskiej), stawy hodowlane, dzielnice mieszkaniowe, drogi, instalacje portowe, hotele, pola golfowe czy gospodarstwa rolne. Namorzyny wymierają także z powodu ciosów pośrednich: wycieków ropy, zanieczyszczeń chemicznych, nadmiaru zawiesin w wodzie, zaburzenia równowagi między wodą słodką a słoną. Apele o ich ochronę zyskały szeroki odzew po wielkim tsunami na Oceanie Indyjskim w 2004 r. W miejscach, gdzie lasy namorzynowe były nietknięte, zadziałały jako bariera pochłaniająca energię fali; straty materialne były tam mniejsze, podobnie jak liczba ofiar. Po tej tragedii inicjatywy na rzecz „zagospodarowania” buldożerami tych tarcz biologicznych ocenia się już nie tylko jako niesłuszne, lecz wręcz kryminalne.

W Bangladeszu nigdy o roli namorzynów nie zapomniano; państwo to przywiązuje wielką wagę do zdolności tej formacji roślinnej do stabilizowania brzegów i zatrzymywania osadów. Bangladesz jest krajem nizinnym, o długiej, nieosłoniętej linii brzegowej, ponadto borykającym się z ogromną gęstością zaludnienia (875 osób na km2). Sadzenie lasów namorzynowych w deltach rzecznych przyczynia się do zatrzymywania osadów niesionych przez rzeki z Himalajów i doprowadziło do odłożenia się w Zatoce Bengalskiej 125 tys. ha nowego lądu. Nasadzenia są młode, ale namorzyny rosły tu z dawien dawna – odkąd Ganges, Brahmaputra i Meghna toczyły swe wody ku zatoce. Ogromny kompleks lasów pływowych nosi nazwę Sundarban (po bengalsku „piękny las”) – i jest największym nieprzerwanym obszarem namorzynów na świecie. Najbogatsze fragmenty tego lasu tworzy kilkanaście gatunków roślin, od krzewiastych niskich palm nipa po wysokopienne drzewa sundri (Heritiera fomes), dorastające do 18 m. Grząskie błoto pod drzewami najeżone jest sterczącymi korzeniami oddechowymi. Wystają na 30 cm do góry niczym jelenie rogi, a rosną tak gęsto, że trudno postawić na ziemi stopę. Nieco wyżej znajdziemy lasy częściowo zrzucające liście w porze suchej; w miesiącach poprzedzających monsun mienią się czerwienią. W półmroku przemyka jeleń aksis i staje jak wryty, gdy stado małp podnosi alarm. Wysoko wśród konarów stuka dzięcioł, a po suchej ściółce z szelestem przebiegają kraby. Motyl Euoplea crameri, czarny w białe cętki, odpoczywa na gałązce, rozchylając i składając skrzydła jak modlitewnik.
Zapada zmierzch, rozlega się nawoływanie lelków, potem robi się cicho. Noc to pora tygrysa. Lasy namorzynowe są ostatnim matecznikiem tygrysa bengalskiego; jedynym jego nadmorskim siedliskiem. Tradycja zabrania wypowiadania imienia tygrysa – bagh. Ludzie nazywają go więc mamu, wujaszek. Wujek tygrys, władca Sundarbanu.
Pół miliona Bengalczyków rocznie ryzykuje, że narazi się mamu, i odwiedza Sundarban, by zbierać jego płody. To rybacy, drwale, zbieracze liści palmowych i trzciny na  strzechy, bartnicy. Mieszkają w lesie parę tygodni, żywiąc się tym, co znajdą, i za swoją pracę zarabiają parę taka. Spiżarnia Sundarbanu ma dla nich ryby i inne morskie płody, owoce, zioła, herbatę, cukier, surowce do warzenia piwa i skręcania papierosów.
W tropikach całego świata jest tak samo: lasy mangrowe to dla biedoty mieszkającej na wybrzeżach sklepy spożywcze, składy drewna na budulec i opał oraz apteki. A mimo to niszczy się je bez przerwy.