Pod względem wysokości nie są to Himalaje, ale Beskid Niski ma coś wyjątkowego, swój własny Tybet – kilkadziesiąt drewnianych cerkwi przycupniętych na wzgórzach. Zwiedzamy!

Jak tu jest?
Wita nas wystająca pośród kępy drzew srebrna bania drewnianej cerkwi. A w środku? Złote ikony i zapach kilkusetletniej historii. To typowe stopklatki Łemkowszczyzny. Jak tu jest? Wyjątkowo spokojnie. Opuszczone wsie i samotne prawosławne krzyże na łąkach sprawiają wrażenie jakby zatrzymał się tutaj czas. Czas zapomniał o Beskidzie Niskim. Jest w tym jakaś melancholia, ale pełna uroku. W Beskidzie Niskim najwyższy szczyt po stronie polskiej, czyli Lackowa, osiąga „wybitne” 997 m n.p.m. Jego Wschodnia granica jest jednocześnie granicą Karpat Wschodnich i Zachodnich. Na terenach znajduje się Magurski Park Narodowy i cztery uzdrowiska: Rymanów-Zdrój, Iwonicz-Zdrój, Wysowa-Zdrój oraz Wapienne.

Beskidzkie krajobrazy (fot. Shutterstock)

Niecałe sto lat temu można było doliczyć się tutaj 150 cerkwi. Do dziś przetrwała zaledwie połowa. Ale trudno je przeoczyć. Po wyjściu z beskidzkiego lasu od razu rzucają się w oczy. Celowo budowano je na wzniesieniach, aby górowały nad wsiami. Ogrodzone gontowym płotem świątynie spoglądają na wschód. Dookoła strzelają stare, wysokie drzewa. Na teren cerkwi wchodzi się przez drewnianą bramę z dachem. Z zewnątrz każdą z trzech części cerkwi wieńczy oddzielna wieża, każdą wieżę - oddzielny "hełm". To właśnie wieże dodane do tradycyjnego korpusu i hełmy o barokowych formach stanowią o nietypowym charakterze cerkwi w stylu zachodniołemkowskim. Fundatorami i budowniczymi świątyń byli Łemkowie, wschodniosłowiańska mniejszość etniczna.
Otwieramy wrota
Wnętrze cerkwi to trzy światy: boskie prezbiterium, ziemska nawa i… "babski" babiniec. Ostatnia część, przeznaczona niegdyś tylko dla kobiet, jest węższa od pozostałych. Nawę od prezbiterium oddziela ściana ikon, czyli ikonostas. Typowy dla tego rejonu, zwany ikonostasem karpackim, składa się z czterech poziomych części. Z pierwszego rzędu spogląda ikona chramowa, przedstawiająca patrona cerkwi - zazwyczaj Świętego Mikołaja. Obok niej „Chrystus nauczający”. Następnie Matka Boska z Dzieciątkiem Jezus. To chyba najbardziej poruszająca z ikon. Bywa pisana w dwóch „stylach”. Pierwszy, ukazujący kochającą matkę z dzieckiem na rękach, to tzw. umilenije. Drugi styl, czyli hodegetria, przedstawia Maryję pozbawioną matczynej poufałości; dostojnym gestem prawej dłoni wskazuje Jezusa, który niczym nie przypomina niemowlęcia. Między ikonami znajdują się wrota. Przez najważniejsze – carskie - może przechodzić tylko kapłan odprawiający nabożeństwo. Poza tym trimorfon, klejmy… bardzo dźwięczne, jakby mistyczne słowa.
Słowo
To ciekawe, ale etymologicznie samo słowo cerkiew  wydaje się bardziej „duchowe” niż pochodzący z łaciny kościół. Cerkiew pochodzi od greckiego kyriakon oznaczającego pański [dom], natomiast kościół, czyli łacińskie castellum, to po prostu warownia. W początkach chrześcijaństwa określenie „cerkiew” odnosiło się do wszystkich świątyń chrześcijańskich, ale w czasach krucjat i wojen religijnych castellum miało oddawać obronny charakter budowli kościoła rzymskokatolickiego. Za słownym rozróżnieniem szedł podział na kościół wschodni i zachodni. Samemu rozpadowi można by poświęcić wiele stron. W dużym skrócie miał on swoje korzenie jeszcze w starożytności i wynikał poniekąd z połączenia w ramach religii chrześcijańskiej dwóch różnych kultur: greckiej i łacińskiej. Oficjalnie rozłam nastąpił dopiero w 1054 roku, ze względów raczej politycznych niż religijnych. Wieki pokazały, że to wydarzenie, zwane schizmą wschodnią, wywołało bardzo wiele zamieszania. Jak się okazało również w Beskidzie Niskim.
Beskidzkie legendy
Wchodząc dziś do którejkolwiek cerkwi widzimy rzecz niesamowitą, wynikającą z połączenia trzech obrządków w jednej świątyni. Prawosławnych zostało tu niewielu, ale układ cerkwi pozostał ten sam, to samo prezbiterium, te same carskie wrota, tylko dla wyznawców rzymskokatolickich, których tu teraz najwięcej, postawiono ołtarz przed ikonostasem. Modlą się tu również greckokatoliccy wierni. Tak jest na przykład w cerkwi „trzech wyznań” w Owczarach. Jak powstała ta swoista wieża Babel? Do samego Beskidu Niskiego chrześcijaństwo dotarło wraz ze średniowieczną kolonizacją. Bezludne przez pierwszych trzynaście wieków tereny zasiedlano i rozbudowywano. W XVI wieku próbowano zorganizować mieszkańcom życie na nowo. Unia Brzeska z 1596 roku, zawarta między prawosławnymi biskupami Rzeczypospolitej a Kościołem Rzymskim, była odgórnie narzuconą próbą kompromisu obu obrządków. W jej wyniku powstał kościół unicki. Dla tutejszej ludności, która wierzyła „gorliwie, ale nie uczenie”, zmiana była mniej dotkliwa. Tak naprawdę ważne było, że ani liturgia ani język prowadzenia nabożeństwa nie ulegały zmianie.  Kościół unicki pod koniec XVII został przemianowany na greckokatolicki. Wiele lat później, w początkach XX wieku dociera tu fala reemigrantów łemkowskich z USA, a wraz z nimi tzw. „orientacja wszechruską”. Orientacja miała tożsamościowo zbliżać Łemków do Rosji. Zrodziło to tendencje powrotu do prawosławia. Sprawa nie była prosta. Wspólnoty prawosławne ze względu na obowiązujący w II Rzeczypospolitej zakaz przejmowania majątków kościelnych, nie mogły przejmować cerkwi unickich, nawet jeżeli w parafii nie został już żaden wierny greckokatolicki. Powstało więc 16 nowych prawosławnych cerkwi, które jednak nie przetrwały długo. Większość z nich rozebrano w czasie okupacji oraz po wojnie z przeznaczeniem na budulec domów lub opał. Nie oszczędziła Beskidu Niskiego również ekspansja socjalizmu. W latach czterdziestych, kiedy Stalin zarządził likwidację kościoła greckokatolickiego, wielu Łemków przechodziło na prawosławie, aby praktykować obrządek bez względu na teologię. Kiedy po 1956 grekokatolicy już mogli wracać do greckokatolickich parafii, czekały na nich tylko kościoły rzymskokatolickie (czyli ich dawne cerkwie służące wyznawcom kościoła zachodniego). Jeszcze przed II wojną światową w Beskidzie Niskim można było doliczyć się imponującej liczby 150 cerkwi. Obecnie przetrwała tylko połowa, zaledwie 22 służą wiernym obrządku wschodniego.
Beskid dzisiejszy
Obecnie za najpiękniejsze uważa się świątynie w Kwiatoniu, Owczarach, Bartnem i Kotani. Ewenementem jest nowa cerkiew w Gładyszowie. Świątynia wybudowana została w stylu huculskim, czyli tzw. ukraińskim stylu narodowym, na planie krzyża greckiego. Przez lata przechodziła z rąk do rąk. W okresie międzywojennym służyła unitom, po wojnie wiernym kościoła rzymskokatolickiego, po 1956 greckokatolickiego, obecnie prawosławnym.
Cerkiew w Kwiatoniu (fot. Shutterstock)
Mówi się, że „w górach bliżej Boga”. Frazes? Kto w Beskidzie Niskim szuka wysokości będzie zawiedziony, jednak mimo woli, w otoczeniu wzgórz, cmentarzy i zachodniołemkowskich cerkwi o meandrycznej przeszłość, obcuje się tutaj z historią, z historią religii. A na zakończenie, odnośnie historii, a więc czasu, odnośnie Beskidu Niskiego, a więc podróży, odnośnie cerkwi, a więc miejsca świętego - Bartosz Marzec:
Kiedyś wierzono, iż czas spędzony w kościele nie jest czasem prawdziwego życia, bo o ten czas człowiek się nie starzeje. (...) dlatego w kościołach widać tak wiele starych kobiet, które odwlekają śmierć poprzez przebywanie w świętej strefie. Być może laicką odpowiedzią na to jest podróż, w której przestają obowiązywać prawa codzienności.
(Źródło: culture.pl)
Dla podróżujących po Beskidzie Niskim czas zatrzymuje się podwójnie.