Łupieżczy wikingowie utrzymywali, że wyspa jest zaczarowana – znika w ciągu dnia, a pojawia się po zachodzie słońca. Chętnie chowali więc na niej łupy – 80 proc. odkrytych wikińskich skarbów znaleziono właśnie tu.

Największa wyspa Bałtyku rzeczywiście pojawia się na morzu jak smuga. Ale krajobraz należącej do Szwecji Gotlandii zmienia się wraz z porami roku. Nieco surowy i krystaliczny zimą, latem rozkwita kolorami, dlatego wyspa stała się popularnym miejscem wypoczynku nie tylko dla Skandynawów.
Visby, tutejsza „metropolia”, na co dzień miasto kameralne i spokojne, w okresie wakacyjnym intensywnie przyspiesza. Zwłaszcza w sierpniu, gdy odbywa się tu Średniowieczny Tydzień. To okres jarmarków, muzyki, tańców, wystaw, festiwali i ulicznych przedstawień, nawiązujący do czasów XIV-wiecznej Gotlandii, gdy Visby było znaczącym centrum handlowym regionu. Niemal wszyscy są ubrani w stroje z epoki; wszędzie widać długie lniane suknie, przeróżne okrycia głowy, mężczyźni chodzą w zbrojach, gotowi do zaczynających się co chwilę turniejów rycerskich. Inni przygotowują się do widowiskowych wyścigów konnych z przeszkodami. Miasto jest nasycone kolorami, a dominuje energetyzująca czerwień.
Na każdym rogu ulicy coś się dzieje. A to kobiety haftują chusty i wyrabiają plecionki przy popołudniowych pogaduszkach, a to błazny żonglują ogniami. Niektórzy nawet próbują buchać ogniem, podsycając pochodnie i ogólną zabawę. W porze kolacji wszyscy zasiadają do długich, suto zastawionych stołów. Ta średniowieczna sceneria sprawia, że Visby staje się władcze i potężne, niemal jak za dawnych lat. Fikcja miesza się tu z rzeczywistością, a miejsce wygląda jak zaczarowane.
Miasto otaczają średniowieczne fortyfikacje, za którymi znajdują się budynki z różnych epok harmonijnie komponujące się z kwiatami i zielonymi ścieżkami. Przy głównym placu Stora Torget jest gwarnie, wesoło i, oczywiście, średniowiecznie. Właściwie tak energetyzująca atmosfera na tej skandynawskiej wyspie jest zaskakująca. Wieczorami goście włóczą się po brukowych uliczkach, wstępując do licznych galerii, oglądając spektakle teatrów ulicznych i popijając produ- kowaną na wyspie tradycyjną herbatę „gotlandsk sommarblandning”.
Nieco innego rodzaju wrażeń, ale też niezwykle przyjemnych, dostarcza wizyta w słynnym tutejszym ogrodzie botanicznym. Kolory, kolory i jeszcze raz kolory. Tysiące roślin i kwiatów ze wszystkich stron świata tworzą egzotyczną mozaikę barw i zapachów. Nie bez powodu Visby nazywane jest miastem róż – ich intensywna woń przenika to miejsce.
Krajobraz „interioru” wyspy to wapienne skały, piaszczyste plaże, iglaste lasy, ale też liczne wiatraki i domy kryte strzechą. Ziemia w Gotlandii nie jest zbyt żyzna, stąd zachwycające kwieciem żółto-fioletowe łąki z pasącym się bydłem i charakterystycznymi dla wyspy kudłatymi owcami z kręconymi rogami. Sceneria jedyna w swoim rodzaju.
A w każdym niemal zakamarku widać ślady historii. Na przykład tajemnicze ruiny i liczne stare kościoły, mające wspólną historię. Otóż po chrystianizacji w 1029 roku i wizycie św. Olava w tych miejscowościach, w których znajdowały się rady czy sądy, wybudowano pierwsze drewniane kościoły. Potem bogaci farmerzy zastępowali drewniane kościółki kamiennymi w stylu romańskim, z dopracowanymi wnętrzami. Z biegiem czasu kościoły przechodziły modyfikacje, zawsze w zgodzie z obowiązującym trendem. Jednak po upadku kultury farmerskiej w XIV wieku zabrakło rąk i zasobów do dalszych zmian, dlatego świątynie niejako zamarły w czasie, zachowując styl gotycki lub romański, nieraz z pięknymi freskami. To trwająca w krajobrazie przeszłość zachwyca na tej małej wyspie.
Tak, Gotlandia ma do zaoferowania mnóstwo piękna. Szczególnie dla lubiących letnie podróże w czasie.