Skalne Miasto w czeskim Adršpach posłużyło filmowcom z Hollywood za plan filmowy podczas ekranizacji powieści fantasy C.S. Lewisa. I fakt - jest tu fantastycznie. Do tego na tyle blisko, że można wpaść na weekend.

Nie złapałem za ogon fauna, nie wystraszyła mnie Biała Czarownica ani lew, ale przechodząc pod porośniętą mchami Bramą Gotycką do skalnego labiryntu, poczułem się jak postać z Opowieści z Narnii. W tym zachwycie nie ma cienia przesady ani działania wybujałej wyobraźni, bo Skalne Miasto w czeskim Adršpach posłużyło filmowcom z Hollywood za plan filmowy podczas ekranizacji powieści fantasy C.S. Lewisa, podobnie zresztą jak nieodległe Błędne Skały po polskiej stronie.

Bramę Gotycką wciśniętą między strzeliste bloki piaskowca można uznać za symboliczne przejście między światami realnym i baśniowym, choć kiedyś pełniła bardziej prozaiczną funkcję. Wybudowano ją w 1839 r., a przedsiębiorczy właściciel ziemski Ludvík Karel Nádherný ściągał opłaty za możliwość oglądania cudu natury – skał w kształcie głowy cukru, splecionych w uścisku kochanków czy wykałaczki Karkonosza.

Turystyce w tych rejonach paradoksalnie przysłużył się wielki pożar w 1824 r., który oczyścił labirynty z porastających je drzew. Pierwsi turyści robili tu naprawdę szalone rzeczy. Na przykład strzelano wśród skał z moździerza, żeby usłyszeć echo odbijające się siedem razy od Krzyżowego Wierchu.

Dzisiaj wchodzi się do Skalnego Miasta kilkaset metrów przed Bramą Gotycką. Cały teren jest uznany za narodowy rezerwat przyrody – największy w Czechach. Nie można robić aż tak szalonych rzeczy, a nawet z przyziemnymi trzeba uważać. Nie wolno zbaczać bez pozwolenia z wyznaczonych ścieżek ani spontanicznie pójść w krzaczki. Za to grozi pokuta (po czesku grzywna) straszniejsza od Białej Czarownicy.

 

Czescy gondolierzy

W Skały Adršpaskie przychodzę rano, przed najazdem turystów. Wiosną i latem Czesi tłumnie zjeżdżają ze wszystkich zakątków kraju, podobnie jak polskie wycieczki autobusowe do Doliny Kościeliskiej. Ruszam
zielonym szlakiem, tzw. okrężnym. Za Bramą Gotycką przechodzę wijącym się korytarzem o ścianach wypolerowanych przez wodę, piasek i wiatr i staję na Słoniowym Rynku. Na tym dziedzińcu otoczonym strzelistymi skałami faktycznie zmieściłoby się stado słoni.

Później idę schodami na górę, mijam tablicę upamiętniającą pobyt Goethego i 16-metrowy wodospad. Nawet w upalny dzień wąwozy, drzewa i strumienie dają przyjemny chłód. Schodzę do jeziorka, po którym za kilka koron można się przepłynąć łódką. Półgodzinny rejs flisacy starają się umilić turystom niczym weneccy gondolierzy, ale nie śpiewem, tylko zabawnymi historiami i wygłupami. Dla jednych będzie przednią zabawą, dla innych obciachem, zależy, jaką fazę się złapie.

Pewne jest jedno, może to nie kanion Kolorado, ale z perspektywy wody skały też robią wrażenie. Wracam na trasę okrężną, a tam do skały o nazwie Kochankowie (Milenci) czule przywierają w miłosnym uścisku do gór… wspinacze. Nie wolno tu używać magnezji, metalowych kostek, wiercić otworów i w jakikolwiek sposób niszczyć struktury skały. Najwyższe ściany dochodzą do 120 m, a cały ten piękny teren został uznany przez magazyn Climbing za najlepsze miejsce do wspinania się w piaskowcu na świecie. To, że jest trudne technicznie, to inna sprawa.

Ze wszystkich formacji skalnych w polskich i czeskich Górach Stołowych, które odwiedziłem, te Adršpaskie robią największe wrażenie. W porównaniu z Błędnymi Skałami to wieżowce Manhattanu.


Śledzik na skale

Po nocy w pensjonacie blisko Adršpach jadę kilka minut pociągiem do Teplic nad Metuji. Z dworca jest zaledwie 500 m do wejścia do tamtejszego Skalnego Miasta. Dzień deszczowy, więc wspinać się w piaskowcu nie można, bo skała śliska. Tutejsze formacje są ciemniejsze, bardziej omszałe, porośnięte lasem, a jary i wąwozy bardziej mroczne.