„Dlaczego Wietnam – nie ma piękniejszych miejsc na świecie?”, „Wietnam, skąd ten pomysł ?”, „Wietnam, a co tam jest w ogóle jest do zobaczenia?”. Mniej więcej tego typu komentarze usłyszeliśmy od osób, którym powiedzieliśmy że jedziemy do Wietnamu.

Oczywiście były to skrajne opinie, były też ochy i achy, że pięknie, że znajomy znajomego był i że mu się podobało. Na forach internetowych także  można znaleźć różne stanowiska, od takich, że to raj na ziemi, po takie, że ludzie są aroganccy, oszukują, a w ogóle to syf i nie warto. A my postanowiliśmy, że warto! Że jedziemy! Dlaczego Wietnam? Sama nie wiem - miała być Azja Południowo-Wschodnia, miało być egzotycznie, ciepło i niekomercyjnie. Z wyliczanki pomiędzy Birmą, Tajlandią, Kambodżą został Wietnam. Po lekturze przewodników, tysiąca blogów, 10 tysięcy kłótni - co zwiedzamy, gdzie jedziemy, z wstępnie ułożonym planem, ruszyliśmy w drogę!

Niezły Sajgon
Przywitał nas Sajgon i ogrom ludzi na lotnisku. Wychodząc, możesz poczuć się jak gwiazda filmowa – 10 rzędów osób wpatrzonych w szklane drzwi, tylko jeden Twój ruch, a już ktoś zaproponuje taksówkę, a może riksze, a może chcesz pokój – Nie dziękuję! Bierzemy autobus, do końca nie wiedząc jaki. Centrum? Kierowca tylko się uśmiecha i macha ręką. Wsiadamy i jedziemy nie zważając na motocykle, w 30 stopniowym upale, z mikołajem przyczepionym do przedniej szyby, przecież święta tuż tuż! Na pierwszy rzut oka Sajgon nie ma w sobie nic z egzotyki Azji – jest ogromny ruch, są tłumy białych turystów, burger king i pizza hut, a do tego kilometry pozwijanych kabli na każdym słupie, ohyda! Taki Sajgon nie przypada nam do gustu. Wystarczy jednak odejść kawałek od centrum - do 13 dzielnicy, gdzie znajduje się lokalny bazar. Nie dość, że torebka „Diora” kosztuje tylko 20$, to przechodząc ulicą zostawiasz za sobą taki efekt WOW, jakbyś był pierwszym białym w tej okolicy , a Pan sprzedający części samochodowe po prostu chce Ci powiedzieć „cześć” , a nie wmówić że potrzebujesz łożyska i to jest dopiero Sajgon!

Podziw wśród lokalnych
Skoro każdy Wietnamczyk ma skuter i na ulicach widzi się ich tysiące, a do tego można na nim przewieźć szafę, nie mówiąc już o 15 gęsiach, czy skrzyni ze świniami, to czemu my mielibyśmy nie podróżować po tym kraju w ten sposób? Co prawda na skuterach nie jeździmy, a jedno z nas nawet nie ma prawa jazdy kat. B, ale tutaj to nie problem. W cesarskim mieście Hue, które rozciąga się nad rzeką Perfumową, gdzie co 200 metrów wyrasta inna pagoda, wypożyczamy skutery i od tego dnia w zasadzie się z nimi nie rozstajemy. Jest to najlepszy sposób na poruszanie się po Wietnamie. Po pierwsze widoki są nieziemskie, po drugie czujesz się naprawdę wolny , a po trzecie wywołujesz prawdziwy podziw wśród lokalnych. Pogawędki w czasie jazdy w stylu: „skąd jesteście”, „na ile przyjechaliście”, „gdzie jedziecie”, to standard. Jeśli tylko jakiś lokalny zna angielski na pewno będzie chciał się tego dowiedzieć, a jeśli nie, to chociaż się do Ciebie uśmiechnie, albo przybije piątkę. Zastanawiacie się jak można uciąć sobie pogawędkę, albo przybić piątkę prując na skuterze – nic trudnego, przy prędkości 30-40 km/h (nawet przy pustej drodze.) jest to możliwe.

Boy, Boy, Boy
Jak zobaczyć plantację kawy, ryżu, jedwabiu, Crazy house, farmę koników polnych i zjeść najpyszniejszą, a jednocześnie najtańszą kolację w Wietnamie? Jest to możliwe, wystarczy pojechać do Dalat – wietnamskiej stolicy easyriderów. Wszystko zaczęło się od 60-kartkowego zeszytu z pingwinem, w którym mogliśmy znaleźć wiele opinii ludzi z całego świata na temat naszych przyschłych współtowarzyszy – amazing, the best trip ever, wonderfull – tak w skrócie można podsumować to co tam przeczytaliśmy. Po przewertowaniu zeszytu, spotkaniu z Vi, Vietem i Hunem, obejrzeniu tysiąca zdjęć na aparacie, negocjacji ceny, stwierdziliśmy że jedziemy – i była to najlepsza decyzja tego wyjazdu. Wiatr we włosach, piękne widoki i minimum jeden żart na kilometr drogi sprawiły, że zdjęcie chłopaków zajmuje czołowe miejsce w naszych wakacyjnych albumach. Dzięki nim nie tylko poznaliśmy na wskroś rejon Central Highland, nie tylko usłyszeliśmy odpowiedź na miliony naszych pytań, począwszy od tego, co jedzą na śniadanie, a skończywszy na tym jaki mają stosunek do amerykanów. Oni po prostu stali się naszymi przyjaciółmi. Razem jedliśmy śniadania, razem szukaliśmy najlepszych miejsc na kolację, razem chodziliśmy na wietnamskie karaoke – które jest tam ulubioną formą rozrywki i razem ze łzami w oczach, przy kolejnych uściskach, mówiliśmy sobie do zobaczenia. A Viet, który był pierwszym śpiewakiem w naszej grupie, tylko śpiewał: remember – boy, boy, boy zaśmiewając się przy tym do łez!

Nigdy więcej
Jeżeli chcecie zwiedzać Deltę Mekongu, lub inne równie wspaniałe miejsce, wraz z Szwajcarem, który ma aparat wielkości walizki, a do niego 5 różnych obiektów, jednak mimo wszystko cały czas robi fotki w trybie auto, z Paniami w japonkach i spódnicach typu maxi, oraz z 50cioma innymi turystami żądnymi egzotycznych przygód, to polecamy wycieczki zorganizowane. Niby można zobaczyć wodny targ, fabrykę cukierków, placków ryżowych i posłuchać tradycyjnej muzyki. Jednak przybywając na kończący się już rzeczny handel (bo przecież turysta musi się wyspać), czy stojąc w kolejce osób pozujących do zdjęć, wykonanych najnowszym IPhonem, stwierdzamy, że nie były to niestety obrazy Mekongu, które chcielibyśmy zapamiętać. Dlatego w drodze do kolejnej atrakcji, włócząc się za gromadą ludzi z całego świata, z nostalgią wspominamy Vi, Vieta i Huna, obiecując sobie, że jeszcze do nich wrócimy.

See U Again
Po trzech tygodniach w Wietnamie, wiesz jedno - musisz tu wrócić. Musisz jeszcze raz zobaczyć te widoki, jeszcze raz spróbować kalmarów, których w Polsce nienawidzisz, a tu wręcz ubóstwiasz, musisz poczuć smak zwycięstwa, kiedy za bluzkę z napisem Good Mornig Vietnam płacisz 2 a nie 5 $.  I sama nie wiem co tu jest takiego rewelacyjnego. Ale jak zamykam oczy i myślę o Wietnamie, to mam kilka obrazów w głowie: widzę jednego małego chłopca, z którym ganiałam się czekając na obiad w przydrożnej knajpie i widzę moment, kiedy już chcę wyjść, a on łapie mnie za rękę i mówi „ See U again”, widzę też Vieta, który przy wodospadzie słoniowym, w gąszczu zielonych traw śpiewa „Only You” i widzę wreszcie siebie – swoją twarz odbijającą się w lusterku skutera, z jedną myślą w głowie – właśnie spełnia się marzenie Twojego życia. Dziękuję Wietnam – do zobaczenia wkrótce!