Światy wodne i lądowe przenikają się tu w sposób harmonijny.

Kaszubskie zdania płyną po izbie w rytm ruchów, którymi Tadeusz Makowski rozciera w glinianym naczyniu brązowy proszek. Z jego pieśni nie rozumiem ani słowa. Brzmi jak pradawny język, który narodził się gdzieś pomiędzy sosnami i korzeniami pokrytymi mchem. Ciepło w pomieszczeniu i powtarzalność kolejnych zwrotek sprawiają jednak, że w domu mojego gospodarza nie
sposób nie poczuć się bezpiecznie.

Makowski jest tabacznikiem. Jednym z najbardziej znanych na Kaszubach. Do tabaki podchodzi z powagą. To kaszubska tradycja, której jest wierny od dziesięcioleci. Za każdym razem, gdy wysypuje z tabakiery brązowy proszek na wierzch dłoni, powtarza gest wykonywany przez swoich rodziców, dziadków, pradziadków. Drobno roztarty tytoń mieszany jest z dodatkami smakowymi. Czasami spryskiwany spirytusem bursztynowym, śliwkowym lub jałowcowym. Taka mieszanka staje się osobistym skarbem.

 

Sposób na niekichanie

Makowski przerywa pracę i sięga po tabakierę z bydlęcego rogu. Obraca ją w dłoniach, stuka nią o knykcie, opowiada. Zażywanie tytoniowego proszku jest rytuałem. Sposobem na wyciągnięcie ręki na zgodę, podtrzymanie rozmowy lub okazanie sympatii. W końcu wysypuje mi na grzbiet dłoni grudkę proszku. Mam go wciągnąć nosem.
Czuję się jak jakiś kokainista. Tabaka przez śluzówkę przenika do krwiobiegu, niosąc porcję nikotyny i oczyszczając drogi oddechowe. Jak wierzą Kaszubi, dodaje witalności i rozjaśnia umysł (naukowcy mają odmienne zdanie). Proszek świdruje mi w nosie, by po chwili przynieść falę odświeżenia. Makowski uśmiecha się zadowolony, że udało mi się nie kichnąć. Tabaka nie jest bowiem do kichania. Tabaka jest do tego, by radowało się serce.

Na Kaszubach serce ma też wiele innych powodów do radowania. Region otoczony od wschodu i północy przez Bałtyk rozlewa się szeroką plamą w głąb Pomorza, anektując sosnowe lasy i wąskie jeziora otoczone morenowymi wzgórzami.

Gdy zanurzam dłoń w jednym z nich, przekonuję się jednak, że kaszubskie akweny bardziej nadają się do podziwiania niż pływania w nich. Woda przenika chłodem, a rozciągająca się pod powierzchnią mroczna czeluść budzi niepokój. Tutejsze jeziora lepiej przemierzać kajakiem. Pracując wiosłami i wdychając rześkie powietrze, puścić się w trasę wyznaczoną przez rzeki i strumienie łączące 10 najbardziej znanych kaszubskich akwenów (to tzw. Kółko Raduńskie). Ich wąski kształt zapewnia bezpieczeństwo nawet początkującym wodniakom, nie trzeba bowiem przecinać ogromnych połaci wody, wystarczy trzymać się brzegu, a gdy nadejdzie noc, podpłynąć pod jedną z lesistych wysp i urządzić na niej nocleg z widokiem na rozgwieżdżone niebo. Taki rejs, nieomijający dwóch najładniejszych jezior – Raduńskiego Górnego i Dolnego – zajmuje około tygodnia i niesie w sobie obietnicę całkowitego odcięcia się od codziennej gonitwy.

 

Przeszłość i przyszłość

Gdy podróżuję przez lasy, wsie i małe miejscowości, woda jest zawsze gdzieś w pobliżu. Daje o sobie znać jasnym prześwitem między drzewami, szemraniem nurtu, gęstymi szuwarami. W Chmielnie można usiąść na tarasie Checzy Kaszubskiej – restauracji serwującej m.in. lokalne dania – i patrzeć, jak wody Jeziora Białego niemal obmywają stopy. Z menu wyłuskuję kilka kaszubskich pozycji – grucholce, rzucanki kaszubskie, regionalny bigos – i czekając na zamówienie, wdycham powietrze przesycone aromatem sosnowej żywicy. Po ten ożywczy haust tlenu oraz spokój, w jakim pogrążone są Kaszuby, przyjeżdżali do Chmielna kuracjusze już w połowie XIX w.

W trakcie wypoczynkowych spacerów zachodzili do miejscowych garncarzy, by spojrzeć, jak kultywują wielopokoleniową tradycję. Ówcześni goście odwiedzali chociażby rodzinę Neclów, która wyczarowuje na garncarskim kole naczynia nieprzerwanie od 1897 r. Dziś rolę mistrza pełni Leon Necel, który codziennie zasiada w warsztacie, by bryzgając naokoło pacynkami błota, kształtować palcami gliniane talerze, wazy, misy i doniczki.

Z równym sukcesem Kaszuby patrzą jednak w przyszłość, czego dowodem może być zupełnie nowatorska biblioteka w Rumi. Na jej siedzibę wybrano kolejowy dworzec. Zdegradowane upływem czasu miejsce udało się całkowicie odmienić: 80 proc. powierzchni stacji zajmuje dziś wypożyczalnia książek. Przestrzeń, wypełniona regałami stylizowanymi na tory kolejowe i nosząca nazwę „Stacja Kultura”, jest dostępna dla każdego. Być może dlatego po jej otwarciu, czytelnictwo wzrosło tu o połowę. Czyż może być bowiem coś przyjemniejszego niż przerzucanie szeleszczących kartek w oczekiwaniu na przyjazd pociągu?


Warto wiedzieć

Nocleg: Hotel & SPA Pod Orłem, pomiędzy jeziorami Karczemnym i Klasztornym w Kartuzach, pokoje od 150 zł za noc; hotel-podorlem.com. Jedzenie: Restauracja Nordowi Mol w Celbowie. W menu sporo ryb, kaszubska czernina, ziemniaki gniecione z boczkiem, placek Kaszuba i dania z gęsiny oraz królika. Spróbuj miejscowych nalewek!

Michał Głombiowski