"Mamy wiele funkcji. Ktoś musi udzielić pomocy medycznej, ktoś musi gasić pożar, ktoś inny przytrzymać drzwi do toalety, gdy matka z dzieckiem ma zajęte ręce" - Olga Kuczyńska, najsłynniejsza polska stewardesa, opowiada o swojej pracy i najnowszej książce "Życie stewardesy".

National-Geographic.pl: Twoja książka to nie tylko poradnik, jak dostać etat w chmurach, to opowieść o spełnianiu marzeń mimo przeszkód. Bo po drodze nie zawsze było kolorowo, prawda?

Olga Kuczyńska: Książka to bardziej osobista opowieść, o tym jak wyglądała moja droga na pokład, jak narodziła się pasja i jak to ostatecznie wyglądało, gdy udało mi się spełnić marzenie. Nikt nie znajdzie tutaj haseł typu "Zrób to! Ty też możesz!". Wszystko jest oparte na mojej historii, o zwykłej dziewczynie, jednej z wielu.

Książka jest dla mnie takim katharsis, oczyszczeniem. Są tam pewne wątki, które dotyczą bardzo trudnych dla mnie sytuacji. Przelewając je na papier, nie tylko miałam świadomość,że będę dzielić się tym z czytelnikiem, ale przede wszystkim czułam, że w jakiś sposób rozliczam się ze swoim życiem. To taki mój pamiętnik, który kiedyś będę mogła otworzyć i powspominać, jak minęła mi młodość. To też dla mnie ogromne wyróżnienie.

Kulisy pracy stewardesy owiane są tajemnicą. Pracownicy linii często odmawiają udzielania odpowiedzi, powołując się na tajemnicę służbową. Jak udało ci się to ominąć?

Oczywiście pewne tematy, takie jak incydenty lotnicze czy tajne procedury, nie mogą zostać ujawnione. Ja zawsze starałam się godnie reprezentować linię i zależało mi, by moje zdjęcia czy treści, które tworzę, nie ośmieszały pracodawcy, a były raczej dobrą wizytówką.

Nagana za nieodpowiedni odcień rajstop, uwaga za brak różu na policzkach… W swojej książce piszesz o groomingu, czyli o standardach wyglądu. Czy nie przeszkadza ci ten nacisk na wygląd?

Zdaję sobie sprawę w jakim zawodzie pracuję i wiem,że jesteśmy wizytówka linii lotniczej. To prawda,ze na początku z tym makijażem byłam na bakier, bo go nie lubiłam,ale potem przyzwyczaiłam się. Jak w każdym zawodzie są różne wymagania i trzeba się do nich stosować.

Jaki jest ideał stewardesy?

Ja bym nie wpasowywała się w ideały, bo takich nie ma. Noszę mundur, wykonuję z góry powierzone mi zadania, ale na pokładzie staram być się być przede wszystkim... człowiekiem. Jak by nie było latamy z ludźmi, którzy często wręcz oczekują od nas zrozumienia. Podróż samolotem to dla nich stres od samego wejścia na lotnisko. Opóźnienia, nadbagaż, strach przed lataniem... A więc to empatia, szczerość i cierpliwość są tu wskazanymi cechami.

Odźwierna, kelnerka, hostessa... W rozdziale „Strażniczki przestworzy” piszesz o uniwersalności tego zawodu. Co to dla Ciebie znaczy?

Mamy wiele funkcji przypisanych, to czyni ten zawód uniwersalnym. Jesteśmy odpowiedzialni za wiele rzeczy. Chociażby z racji takiej,że straż czy ambulans nie przyjedzie. Ktoś musi udzielić pomocy medycznej, ktoś musi gasić pożar, gdy coś się zapali, ktoś musi podać wodę pasażerowi i podać mu posiłek, ale i przytrzymać drzwi od toalety, gdy matka z dzieckiem ma zajęte ręce.

Nie zawsze jest łatwo. Lecąc bodajże do Nepalu, nie wiedziałaś kto, co zamówił, bo wszyscy Azjaci wyglądali podobnie. Nadal zdarza ci się po powrocie do domu przypominać sobie o herbacie dla pasażera z 12D?

Oczywiście. Skleroza nie boli mówią. I zdarza się nadal,że czegoś się zapomni. Na pokładzie mamy bardzo dużo obowiązków, czas jest ograniczony, nasze ręce też, bo warto przypomnieć, że nas jest tylko np. cztery albo dwie osoby, a pasażerów 200. Zdarza się, że coś nam po prostu umknie.

Wymagana jest perfekcyjna znajomość angielskiego?

Nie ma perfekcyjnej znajomości, jest albo podstawowa, albo komunikatywna, ewentualnie biegła. Nie trzeba być alfą i omegą, najważniejsze jest to, by podołać na intensywnym szkoleniu, gdzie bardzo dobra znajomość się przyda. Jeśli jesteśmy w stanie się porozumiewać to warto spróbować. Na pewno takim sprawdzianem będzie rekrutacja do zagranicznych linii, gdzie całość spotkania odbywa się po angielsku i umiejętności językowe są też testowane.

Piszesz, że w czasie swojego pierwszego lotu „chciałaś żeby jeszcze trochę potrzęsło”. Naprawdę lubisz turbulencje?

Uwielbiam! To może głupie, bo mam lęk wysokości, ale latać się nie boję i turbulencje są fajną częścią mojej pracy, o ile siedzę ja i wszyscy na pokładzie.

Pewnie słyszałaś to pytanie milion razy: nie znudziło ci się jeszcze latanie?

Nie znudziło. Mnie po prostu to cieszy! Przyznam jedynie,że nie lubię bardzo długich lotów.

 

Więcej w książce "Życie stewardesy".